Reklama

Reklama

Od zasmażki do fusion

Gdy widzę słodycze...

...to kwiczę - zaśpiewali bracia Golcowie w roku 2000. Naród podchwycił. Jesteśmy łasuchami. Przy czym - trawestując piosenkę innego zespołu - Kombi: każde pokolenie ma własny smak. W internecie ludzie prześcigają się we wspominkach. Dla urodzonych za komuny to kogel-mogel (hej, a salmonella?) i wyroby czekoladopodobne w opakowaniach zastępczych (brzmi smętnie, ale wtedy tego nie czuliśmy). Ale już urodzeni w "najtis" wyliczają: kukurydziane chrupki Flipsy, wafelki Kukuryku, oranżadę w proszku, gumy do żucia imitujące papierosy, bransoletki z pudrowych cukierków. 

Reklama

Największą zdobyczą są jednak "kindery", czyli jaja niespodzianki. Niejeden przez ich zawartość popadł w manię zbieraczą, co jest przedstawione np. w filmie "Dziewczyna z szafy". Z lat 90. kolekcjonerzy najwyżej cenią serie "Lwy na wczasach" i "Pingwiny w restauracji". Jeśli ktoś ma te artefakty w domu, niech zachowa: dochód ze sprzedaży może w przyszłości podreperować emeryturę. Wiele dzieci na zawsze zapamięta też magnesy literki ze zwierzątkami z danonków. Niejedna lodówka zyskała dzięki nim edukacyjny dizajn. Ta sama firma uczyła nas pić jogurty na odporność i na aktywność materii. Zawdzięczamy jej hasło "metoda na głoda" (patrz: żółty potwór Mały Głód). 

W departamencie słodkości mamy jeszcze ciasta. Do serników i pleśniaków doszły muffinki i brownies, co antropolodzy uznają za dowód amerykanizacji. Jednak importowane desery idą w cień, gdy nadchodzą święta. Z makowców i pierników na Boże Narodzenie, pączka (niejednego!) w tłusty czwartek oraz z bab i mazurków na Wielkanoc nie zrezygnujemy! Pozostając w nastroju religijnym, dodajmy, że na listę narodowych słodkości trafiły kremówki - po tym, jak Jan Paweł II wspomniał je podczas ostatniej wizyty w Polsce (1999). Tradycją stało się smakowanie ich w Dniu Papieskim 13 X.

Kawusia kochana

Oczywiście za komuny też się ją piło. Ale wtedy rządziła kawa marki kawa, wręczana jako łapówka, spożywana "po turecku". Dziś z nonszalancją pijamy rozmaite latte, którymi kusi pierwsza lepsza sieciowa kawiarnia. Na mleku chudym, sojowym, migdałowym. W dobrym tonie jest pochwycić kubek w dłoń i podążać z nim ulicą. Wiele wskazuje na to, że zwyczaj wzięliśmy od Ally McBeal, nowojorskiej prawniczki, której przygodami fascynowaliśmy się na przełomie XX i XXI wieku. 

Dziś w ogóle bez kawy nie ma... niczego. "OK, ale najpierw kawa" (yes, but first coffee) to jeden z najpopularniejszych hasztagów na Instagramie. Hipstersko jest zamawiać w "starbuniu". Pytają tam o imię, które jest zapisywane na kubku. To zachęca do podawania zmyślonych. Ileż przy tym uciechy! Zadanie domowe do tego rozdziału: obejrzeć skecz "Pani Serwusowa" kabaretu Mumio, w którym Jacek Borusiński ogrywa picie kawy tak, że trudno zachować powagę. "No, no, moja kawa, kawusia kochana, no, no, tak że przepychota". 

Łeptowina i niutaty

Czyli wieprzowina i ziemniaki. To też cytat z kabaretu. Ani Mru-Mru, "Chińska restauracja", klient próbuje się dogadać ze skośnookim kelnerem. Dla wielu skecz ma już taki status jak słynny "Sęk" Dudka. Świetnie oddaje ducha epoki, w której pokochaliśmy kuchnię azjatycką. Wcześniej też może byśmy kochali, ale nie było gdzie. Przed rokiem ’89 w Warszawie liczyło się tylko Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Chińskiej przy Senatorskiej (dwa dania do wyboru, łagodne i na ostro, przeważnie brało się oba). 

Nowy ustrój otworzył nas na Orient. Ach, te budki na MDM-ie! Ach, te chińskie zupki z torebki z pofalowanym makaronikiem. Oj, dużo wody w Jangcy upłynęło, zanim się przekonaliśmy, że to nie takie zdrowe. Glutaminian - mówi to państwu coś? 

Z egzotyków dobrze przyjął się u nas kebab. Okazał się zwycięskim konkurentem PRL-owskich zapiekanek z pieczarką. Nieodzowny punkt w zakrapianych nocnych turach po mieście - bo punkty z "kebsem" bywają otwarte całą dobę. Ale największą karierę zrobiło sushi. Przyzwyczailiśmy się do pływających na łódeczkach dań, uczymy się zwijać w domu, gotowe są do kupienia nawet w biedronce. Polubiliśmy też małże i inne frutti di mare, choć ośmiorniczki nie wszystkim kojarzą się najlepiej. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje