Reklama

Reklama

O dziewczynie, która została stolarzem

Często słyszy "proszę przyjechać ze stolarzem", odpowiada wtedy, że to właśnie ona jest stolarzem. Poznajcie Olgę Skrzypiciel, która poszła za głosem serca oraz swoją pasją, śmiało wkroczyła w branżę zdominowaną przez mężczyzn i zajęła się niełatwym rzemiosłem. Meble, które tworzy, zachwycają przemyślaną formą i naturalnością.

Izabela Grelowska, Styl.pl: Kiedy czytam o pomysłach na kobiece biznesy, są to zazwyczaj ręcznie dziergane maskotki, biżuteria, domowe pierożki albo manicure. Pani robi meble z litego drewna, betonu i metalu. Jak to się stało, że zajęła się pani takim rzemiosłem?

Reklama

Olga Skrzypiciel, stolarz, założycielka marki Maalier: - W moim domu rodzinnym rodzice zawsze przykładali wagę do używania naturalnych materiałów takich jak kamień czy drewno. To miało na mnie duży wpływ i kiedy zaczęłam tworzyć własne meble, postawiłam na ekologiczne surowce.

- Zawsze w życiu starłam się być samowystarczalna i radzić sobie w każdej sytuacji bez pomocy innych. Pomysł na stworzenie takiej marki, gdzie sama tworzę projekt, a następnie przekształcam go w fizyczny produkt, który później trafia do domów czy mieszkań klientów, był dla mnie niezwykle kuszący. Rok temu zaczęłam robić meble dla siebie, żeby sprawdzić, jak to będzie wychodzić i czy to ma sens. Przez ten rok praktykowania przy stali, betonie i drewnie miałam okazję zobaczyć efekty. Okazało się, że to co tworzę, podoba się ludziom. Najpierw obserwowałam reakcję osób z mojego otoczenia: rodziców, znajomych. W końcu stwierdziłam, że to jest mój kierunek. Że właśnie to chcę robić w życiu.

Wcześniej była pani jakoś związana z tą branżą?

- Wcześniej pracowałam w cateringu dietetycznym, ponieważ gotowanie jest równie ważną częścią mojego życia. Spędzanie czasu po pracy z bliskimi przy dobrym jedzeniu niesamowicie relaksuje po całym dniu pracy. Półtora roku temu wzięłam się pełną parą za przygotowywania. Zbierałam wiedzę, praktykowałam. W tygodniu pracowałam, a w weekendy jeździłam do domu rodzinnego, gdzie całe dnie spędzałam nad przygotowaniami.

 

Drewno to materiał dosyć kapryśny, który potrafi robić niespodzianki. Jak nauczyła się pani z nim obchodzić?

- Mam znajomego stolarza, który przekazał mi podstawową wiedzę. Praktykę zdobywałam sama. Uczyłam się obróbki każdej deski. Jak kleić, jak czyścić, jak dobierać poszczególne elementy tak, by finalnie uzyskać produkt, który bardzo dobrze wygląda, który jest trwały i solidny i który zadowala klienta.

Nie łatwiej było sięgnąć po sklejkę?

- Nigdy nie chciałam robić mebli ze sklejek, ponieważ jestem zachwycona drewnem. Fascynuje mnie jego kolor, struktura, usłojenie, a także sposób w jaki drewno przekazuje swoją historię poprzez każdy detal. Drewno zachwyca walorami dotykowymi, wzrokowymi oraz zapachowymi, których nie mają materiały gotowe jak sklejka czy fornir.

Układając słoje w określony sposób, mogę osiągnąć zachwycający efekt. To praca wymagająca czasu i uważności, ale ogromnie satysfakcjonująca.

Jak wygląda proces powstawania mebla?

- Wszystko zaczyna się od projektu. Gdy szkic oraz wszelkie wymiary są ustalone, pora pozyskać materiał. Na szczęście moja okolica jest szeroko porośnięta lasami, więc dostęp do lokalnych tartaków oraz suszarni jest duży. Gdy mam już materiał, w pierwszym etapie muszę go porozcinać na mniejsze części, a następnie pozostawić na około dwa-trzy dni, aby drewno się rozprężyło. Przy tak wymagającym surowcu należy przestrzegać wszelkich procesów, ponieważ drewno cały czas pracuje.

Następnie zabieram się za proces obróbki, czyli wyrównywanie jednej płaszczyzny deski, uzyskiwanie odpowiedniej grubości oraz równej powierzchni umożliwiającej idealne sklejenie materiału. Po wykonaniu tych wszystkich czynności, znów czekam jeden dzień, aby drewno ostatecznie przed sklejeniem sobie popracowało. Później już tylko same najprzyjemniejsze prace: czyszczenie oraz nakładanie oleju, który uwydatnia piękno drewna. Oczywiście są to procesy standardowe, ponieważ jeżeli wykonuję bardziej skomplikowany projekt, na przykład szafkę, muszę odpowiednio dociąć wszystkie elementy tak, by idealnie pasowały do siebie, ustabilizować je lamelkami i skleić w całość.

 

Zatrudnia pani kogoś do pomocy przy cięższych pracach?

- Wszystko robię sama. Również elementy betonowe i metalowe: stelaże, nóżki - wszystko jest wykonane przeze mnie.

Pozyskuje pani materiały w tartakach, pracuje z metalem. W kontaktach zawodowych wchodzi pani w środowiska zdominowane przez mężczyzn. Przyznam, że zdarzało mi się robić zakupy w "męskich" branżach i było to specyficzne doświadczenie.

- Dla mnie również. To zależy od tego, na jaką osobę się trafi. Jeden pan uśmiechnie się w sposób kpiący, inny będzie życzliwy. Zdarza się, że dzwonię do tartaku i pytam o deski, a pan mówi: "Proszę przyjechać ze stolarzem". Wtedy odpowiadam, że właśnie pan rozmawia ze stolarzem. Niektórzy są zachwyceni, zadają mnóstwo pytań i są bardzo pomocni, ponieważ to naprawdę bardzo rzadko spotykane, żeby kobieta zajmowała się stolarstwem. Zdarzają się też inne reakcje, troszkę wyśmiewcze, ironiczne. Jednak myślę, że z czasem, gdy ludzie mnie poznają, trochę się z tym oswoją i zmienią zdanie.

Może pani opisać swoją pracownię?

- Moja pracownia znajduje się w województwie świętokrzyskim w moim domu rodzinnym. Stworzyłam tam mały warsztat, ale na chwilę obecną odpowiadający potrzebom. Posiadam tam wystarczającą ilość sprzętu, mam też mały magazyn na drewno, ponieważ musi ono być przechowywane w odpowiednich warunkach.

W jaki sposób powstają projekty?

- Śledzę trendy w internecie. Jednak zauważyłam, że te projekty są do siebie bardzo podobne. Chciałabym robić meble niespotykane, które różnią się od produktów, które można kupić wszędzie. Jeśli jakiś element czy szczegół mnie zainspiruje, uruchamiam całą moją kreatywność, by tak go wpasować w projekt, aby finalnie satysfakcjonował mnie oraz moich klientów. 

Tworzy pani pojedyncze sztuki czy serie?

- Każdy produkt jest robiony indywidualnie na zamówienie klienta, który może dowolnie wybierać wymiary: wysokość, szerokość, średnicę. Mogę dopasować projekt do indywidualnych potrzeb i pomysłów.

Bardzo często klienci przesyłają swoje projekty, które z przyjemnością wykonuję. Zwykle są to produkty, które nie należą do asortymentu sklepu, więc cieszę się na każde nowe wyzwanie.

 

A jak radzi sobie pani z pozyskiwaniem klientów?

- Strona internetowa funkcjonuje od marca. Staram się od samego początku ogłaszać się, gdzie się tylko da, również przez media społecznościowe, aby dotrzeć do jak największej ilości osób. Pomaga mi w tym koleżanka. Zaczynałam w dość trudnym okresie, podczas pandemii, troszkę miałam wątpliwości, czy w takich warunkach to się uda. Ale okazało się, że to była bardzo dobra decyzja i zainteresowanie jest dla mnie na ten moment satysfakcjonujące.

Co sprawiło, że podjęła pani decyzję w tak trudnych warunkach?

- Przepełnia mnie pasja. Od początku mojej przygody z drewnem jestem zafascynowana tym, co robię. Uważam, że jeżeli człowiek robi coś z pasją i cały czas stara się rozwijać i być każdego dnia lepszym, to osiągnie rezultaty.

Z Olgą Skrzypiciel rozmawiała Izabela Grelowska

Czytaj też:

Made in Poland. Kultowe meble, które podbijają świat

Jak woskować drewno?

Aranżacja wnętrza w duchu eko

Drewniany VW Garbus. To był szalony plan

Stół, który jeździł koleją


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje