Przejdź na stronę główną Interia.pl

O czym milczą mężczyźni?

​Jak lubię być dotykany? Co mnie najbardziej podnieca? O jakim seksie marzę? Z czym mam problem? Mężczyźni rzadko sami z siebie rozmawiają z partnerkami na ten temat, a trudne sprawy komunikują w zawoalowany sposób - mówi seksuolog dr Michał Lew-Starowicz. I podpowiada, jak rozmawiać z partnerem, czego unikać, co warto wiedzieć o męskim ciele i potrzebach, by seks spajał związek i obu stronom dawał radość przez lata.

Twój Styl: Mam koleżanki w stałych związkach ze sporym stażem, które mówią o swoich partnerach "znam go na wylot", "wiem o nim wszystko" itp. Czemu pan się uśmiecha? 

Reklama

Michał Lew-Starowicz: Bo w gabinecie bywają u mnie mężczyźni, którzy też żyją w stałych związkach i okazuje się, że ich partnerki jednak sporo o nich nie wiedzą. Miałem do czynienia z sytuacjami, gdy żona nie miała pojęcia, że mąż ma dwójkę dzieci z inną kobietą i od lat prowadzi alternatywne życie. To oczywiście skrajny przykład. Częściej bywa tak, że ludzie są ze sobą dekadę albo i dłużej, a żyją wyłącznie w świecie własnych wyobrażeń na temat potrzeb drugiej strony. Sfery seksualnej dotyczy to szczególnie. Na przykład mąż uważa, że "wstydliwa i konserwatywna" żona na pewno nie dałaby się namówić na seks oralny, więc milczy przez lata sfrustrowany i nic z tym nie robi, choć ma na taki seks ochotę. Najprościej byłoby żonę zapytać, ale... 

...nawet w stałych związkach nie rozmawiamy o swojej seksualności?

- Niestety, rzadko. Poziom otwartości i uważności partnerów na siebie nie jest zbyt wysoki. Dotyczy to i kobiet, i mężczyzn. Z perspektywy gabinetu seksuologa widać, że często relacje intymne oparte są na niedopowiedzeniach, błędnych domysłach, nieuzasadnionych interpretacjach. Czasem nawet pary z dużym stażem dopiero w mojej obecności po raz pierwszy rozmawiają o swoich potrzebach seksualnych. I nagle mąż od swojej "wstydliwej i konserwatywnej" żony słyszy, że ona od lat marzy o pikantnych urozmaiceniach w sypialni. Tak samo jak on! I też jest sfrustrowana. Bo w błędnym przekonaniu, że druga strona "w życiu na coś takiego się nie zgodzi", żadne z nich nie mówiło o swoich potrzebach. Do niedomówień i skrępowania dochodzi też zwykła niewiedza na tematy związane z seksualnością czy po prostu fizjologią. A jeśli w związku nie rozmawia się o sprawach dotyczących sfery intymnej w ogóle, to tym bardziej się nie rozmawia, gdy pojawiają się problemy. On zaczyna mieć kłopoty z erekcją, więc ona uznaje, że przestała być dla niego pociągająca. Każde z osobna się zadręcza i oboje zaczynają unikać wszystkiego, co mogłoby do tej sprawy nawiązywać.

Co czasem oznacza, że zaczynają unikać seksu? 

- Bywa i tak. Ale człowiek jest istotą seksualną i to przez całe życie, więc taka strategia raczej nikomu na dobre nie wyjdzie. Lepiej reagować, gdy coś jest nie tak, dopytywać partnera, wyjaśniać wątpliwości, niż zamykać oczy, udając, że sprawa nie istnieje. Zwłaszcza że kłopoty z erekcją mogą mieć inne źródło niż brak pożądania czy zainteresowania partnerką. 

Na przykład jakie? 

- No choćby początki choroby niedokrwiennej serca. Kłopoty z erekcją czasem o dekadę wcześniej sygnalizują, że coś w męskim organizmie nie działa tak jak powinno. Zamiast zadręczać się myślami w stylu "już mu się nie podobam", lepiej zachęcić partnera do zrobienia badań. Bo ciało "nie współpracuje" również u mężczyzn, którzy pragną seksu z partnerką. Warto też pamiętać, że po pięćdziesiątce pewne zaburzenia erekcji stają się fizjologiczną normą - takie są prawa biologii. Jeśli kobieta jest tego świadoma, łatwiej będzie jej pomyśleć: "dzisiaj coś nam nie wyszło, ale to nie koniec świata, spróbujemy jutro". Spokój i zrozumienie będą wsparciem dla partnera, co zwiększa szansę, że następnym razem może problemu nie mieć. 

Czego jeszcze nie wiemy o męskich ciałach? 

- O ile dość powszechna jest wiedza, że u mężczyzn szczególnie wrażliwy na bodźce jest obszar związany z genitaliami, o tyle mało mówi się o tym, że każdy ma też swoją indywidualną mapę erogenną. Najlepszą metodą, by ją poznać, jest "eksplorowanie terenu". Warto eksperymentować, sprawdzać, czy może jakoś szczególnie działają na niego pieszczoty ucha. Albo zmysłowy masaż dłoni i to, że pieszczę ustami jego palce? Jest szansa, że mężczyzna podchwyci tę grę. Obie strony mogą mieć z tego sporo satysfakcji. Stałe związki mają tę przewagę, że dają partnerom więcej czasu i okazji, by mogli poznać swoje ciała i preferencje. Dzięki temu seks może stać się bardziej świadomy, pogłębiony, satysfakcjonujący. Często namawiam pary na wydłużenie gry wstępnej, podczas której kochankowie mają nie tylko poznawać swoje ciała, ale też dzielić się wrażeniami, wymieniać informacje. I zdarza się, że po kilkunastu latach w związku on odkrywa, jak niesłychanie podnieca go dotyk włosów partnerki na klatce piersiowej, a ona, że rozpala ją delikatny masaż stóp jego ustami. Pamiętajmy, że nasze potrzeby zmieniają się z czasem. Może się okazać, że nawet u partnera, którego znamy od lat, odkryjemy coś nowego, dotąd nieznanego i ekscytującego.

Rozmarzyłam się, słuchając pana. Niestety doniesienia o tym, co dzieje się w naszych sypialniach, są dość niepokojące: liczba mężczyzn, którzy nie uprawiają seksu w związkach, w ostatnich latach rośnie, a problem dotyczy już ponad trzydziestu procent par! Mówimy o trzydziesto-, czterdziestolatkach. Co się dzieje? 

- To zjawisko w dużej mierze dotyka mężczyzn wykształconych, ambitnych, pracujących na odpowiedzialnych stanowiskach, którzy żyją w ciągłym stresie. Często niezdrowo go zajadają i mało się ruszają. Ich styl życia poza chronicznym przemęczeniem prowadzi do zmian hormonalnych w organizmie, nadprodukcji prolaktyny i kortyzolu, co obniża libido. Tacy mężczyźni wracają z pracy do czasem bardzo atrakcyjnych partnerek i nie mają ochoty na seks tygodniami, miesiącami. 

O "seksie w czasach korporacji" pisze pan sporo w swojej ostatniej książce "Kochanie czy klikanie". Zastanawiam się, czy partnerki mężczyzn, którzy z powodu przemęczenia i chronicznego stresu w pracy przestają interesować się seksem, mogłyby im jakoś pomóc? 

- Sporo kobiet przychodzi dziś z taką frustracją do seksuologów. Często najpierw szukają winy w sobie "pewnie nie jestem już tak atrakcyjna jak dawniej" albo podejrzewają partnerów o niewierność. A więcej wniosłoby zwrócenie mężczyźnie uwagi na jego eksploatacyjny tryb życia, namówienie go na trochę ruchu, zdrowszą dietę, wspólne poszukanie sposobów na złagodzenie stresu związanego z jego pracą. Rozmowa, która może mieć dobry wpływ na życie seksualne takiej pary, mogłaby się zacząć od słów: "Widzę, kochanie, że ostatnio cały czas chodzisz podenerwowany, niewyspany. Powinieneś o siebie zadbać. Może wyjedziemy gdzieś w miłe miejsce? Czuję, że potrzebujesz relaksu". 

- Scenariuszy kryjących się za zanikiem seksu w związku może być wiele. Częstą przyczyną jest też seks zaniedbany - para była zachwycona sobą na pierwszym etapie znajomości, ale potem pojawiły się dzieci i seks został trochę "zakopany" pod tą rodzicielską atmosferą. Czasem trwa to przez kilka lat, bo po pierwszym dziecku pojawia drugie, trzecie. Kobieta ma mnóstwo obowiązków, a przez to mniejszą ochotę na seks. A partner, który kilkakrotnie sygnalizuje swoje pożądanie i nie spotyka się ze zrozumieniem, zaczyna się wycofywać i wykazuje coraz mniej inicjatywy. Taki model może się utrwalić i stać normą w związku. Partnerzy przestają wierzyć, że coś więcej jest jeszcze między nimi możliwe. Rodzi się monotonia podszyta rezygnacją. W wielu takich związkach ludzie w ogóle przestają się traktować jak partnerzy seksualni, choć oboje czują, że ich potrzeby erotyczne są niezaspokojone. Może to prowadzić do poszukiwania wypartej ze związku seksualności gdzie indziej, z kimś innym. A jest szansa, że związek można by seksualnie reaktywować. Nawet jeśli para ma za sobą gorszy czas, są sposoby, by wzajemną ekscytację wskrzesić. 

Jak? Nie wierzę, że w takiej sytuacji pomogą rady typu "zaopatrz się w koronkową bieliznę" czy "sprawcie sobie gadżety z sex shopu". 

- Nie skreślałbym tak na starcie ani koronek, ani gadżetów, ale jeśli miałyby coś zdziałać, warto też dokonać zmian na głębszym poziomie. Związek z definicji zakłada zainteresowanie sobą, empatię, zaangażowanie, umiejętność realizowania czegoś razem i wspierania się. Brak seksu czy jego nieudane przejawy są czasem wyrazem zaniedbania w tamtych obszarach. Dlatego zamiast kilku punktów z prostymi radami typu "kup erotyczną bieliznę i zapal kadzidełko", wolałbym namówić partnerów na większą uważność. To dziś kluczowe pojęcie w seksie. Chodzi o to, by drugą osobę widzieć, słyszeć, przyjrzeć się, jakie potrzeby nam komunikuje i na ile możemy na nie odpowiedzieć. A jeśli okaże się, że chodzi również o tę erotyczną bieliznę, i uznamy, że nam to pasuje, to czemu nie? 

Kobiety w stałych związkach reagują czasem na pomysł urozmaiceń wzruszeniem ramion: "Przecież mąż by prychnął śmiechem, gdybym włożyła 15 lat po ślubie bieliznę erotyczną!". 

- To nie znaczy, że pomysł jest zły i na pewno niczego nie wniósłby w życie tej pary. Takie słowa mogą świadczyć o tym, że ta kobieta odczuwa wstyd i skrępowanie na myśl, że miałaby się tak ubrać. Czasem stoją za tym przekonania związane z konserwatywnym wychowaniem, zastrzeżenia do swojego wyglądu albo myśli typu "jestem na to za stara". A pomysł, że "on prychnąłby śmiechem", to tylko domysły. Wiele kobiet mogłoby być mile zaskoczonych reakcją partnera, gdyby z taką bielizną poeksperymentowały. Zamiast deklarować za mężczyznę, lepiej z nim o tym porozmawiać: "chciałbyś mnie kiedyś zobaczyć w takim stroju?". Wielu by chciało. 

Pisze pan, że w niektórych związkach za kryzys erotyczny i brak seksu odpowiedzialny jest internet. Jak to rozumieć? 

- Sporo mężczyzn, w tym statecznych ojców rodzin, regularnie korzysta dziś z pornografii w internecie i wirtualnych sposobów łatwego rozładowywania napięcia erotycznego, z czego ich partnerki nie zdają sobie sprawy. Efekt jest taki, że tacy mężczyźni przywykają do regularnego samozaspokajania się pod wpływem łatwej stymulacji pornograficznej. Tradycyjny seks przestaje ich pociągać, bo żeby wzbudzić ekscytację w związku, trzeba się troszkę wysilić. Z partnerką musieliby porozmawiać, czasem rozwiązać jakiś problem, wykazać inicjatywę, a tu wystarcza konsola, filmik erotyczny, gra albo czat. Satysfakcja z udanej relacji seksualnej jest większa od tej, którą daje samozaspokajanie przed komputerem, ale dostępność pornografii sprawia, że przybywa niedojrzałych mężczyzn, co nie zawsze oznacza młodych, którzy uzależniają się od łatwych i niewymagających zaangażowania sposobów na rozładowanie napięcia seksualnego. 

Jeśli partner regularnie spędza wieczory w osobnym pokoju z komputerem, bo ciągle "bierze trochę pracy do domu", a jednocześnie nie jest zainteresowany seksem, to może oznaczać, że uzależnił się od seksu w sieci? 

- Może, choć nie musi. I znowu pomóc może rozmowa, ale nie taka, w której padają pretensje, zarzuty czy gotowe interpretacje. Gdy mowa o seksualności, niezwykle ważna jest delikatność, takt. Lepiej mówić o swoich potrzebach, niż oskarżać. Jeśli mężczyzna często spędza wieczory przed komputerem, może ma sens nie tylko rozmowa na ten temat, ale też zaproponowanie mu atrakcyjnej alternatywy na spędzanie wieczorów? Na kolacji w restauracji czy wieczornym spacerze nie będzie siedział z nosem w komputerze. Pary, z którymi pracuję nad reaktywacją seksualności w związku, chwalą też gry erotyczne. Można je kupić w sex shopach internetowych. Czasem partnerzy sami z siebie nie mają takiej fantazji czy otwartości, by powiedzieć drugiej stronie: "zrób dla mnie striptiz" albo "pieść moje stopy tak, żebym poczuła podniecenie", a gdy takie polecenie dostają w grze, próbują nowych rzeczy "dla zabawy" i na coś się otwierają. 

Znajomi, małżeństwo po czterdziestce, dostali taką grę w prezencie. Wylosowali zadanie, w którym ona miała wybrać się do kawiarni w wersji "przyciągam wzrok facetów". A on wpaść tam i ją podrywać jak spotkaną pierwszy raz w życiu atrakcyjną kobietę. Było sporo oporów, ale uznali, że to w końcu zabawa i... ona zwierzyła mi się potem, że to było "zaskakująco fajne". 

- Takie zabawy potrafią rozbudzić seksualność u par przekonanych, że już "wszystko o sobie wiedzą" i "co mieli przeżyć, to przeżyli". 

Znam też sporo kobiet, które nigdy by się na taką zabawę nie zdecydowały. Uznałyby ją za stratę czasu. Mówią: mam swoje lata, seks już nie jest taki istotny, ważne, że jesteśmy z mężem zgraną rodziną, możemy na siebie liczyć. Ryzykowne podejście czy naturalna faza większości długoterminowych związków? 

- Seks lekceważony bywa jedną z najczęstszych przyczyn rozpadu związków, bo z czasem niszczy też relacje. Choć zdarzają się związki, w których dla partnerów może być wystarczające to, że ich relacja opiera się na przyjaźni, szacunku, lojalności, a seksu w niej brak. Ale gdy jedna ze stron myśli inaczej, tłumaczenie w nieskończoność, że "przecież łączą nas ważniejsze sprawy niż seks", może nie wystarczyć. 

Stereotyp jest taki, że to mężczyzna narzeka na zbyt mało seksu w związku. Ale gdy pisałam tekst o kobiecych fantazjach seksualnych, kilka moich rozmówczyń skarżyło się na "niedobór erotyki" w małżeństwie. Kobiety mają dziś wyższe libido niż mężczyźni? 

- Kiedyś regułą były raczej męskie skargi typu "ja chciałbym więcej, a ona nie". A dziś coraz częściej słyszę od mężczyzn, że problemem stają się oczekiwania partnerek, których oni nie są w stanie zaspokoić. Kobiety na pewno są dziś bardziej świadome swoich potrzeb, nie tłumią własnej seksualności, otwarcie o niej mówią, więcej eksperymentują. A jednocześnie nadal jesteśmy społeczeństwem konserwatywnym i to ma konsekwencje również w naszych sypialniach. 

Krępują nas obawy, czy w sypialni mogą panować inne reguły niż poza nią? 

- Tak. A sypialnią jak najbardziej mogą rządzić inne reguły. To, że partnerzy tam poświntuszą czy będą zwracali się do siebie słowami, których nie używają w innych okolicznościach, może dodać ich relacji pikanterii, wzbogacić ich intymny język. Wchodząc do łóżka, warto przyzwolić sobie na zmianę konwencji. To, że para żyje w związku partnerskim, nie znaczy, że w seksie ktoś nie może dominować. Zwłaszcza na poziomie zaangażowanej, długotrwałej relacji można sobie pozwalać na różne eksperymenty. Męża może ucieszyć, że jego partnerka, na co dzień szacowna matka dbająca o dom i rodzinę, ma też trochę inne, bardziej frywolne, zmysłowe oblicze znane tylko jemu. Wielu mężczyzn ma takie pragnienia, ale i tu warto najpierw popytać, upewnić się, uzgodnić, na co się godzimy, a na co nie. A jeśli poziom skrępowania czy wstydu jest duży, partnerzy mogą napisać do siebie list o swoich pragnieniach. Powinien zawierać odpowiedź na pytanie: czego bym chciała czy chciał? Namawiam partnerów, by taki list sobie odczytali na głos. Ten kawałek papieru nie ma zastąpić bezpośredniej komunikacji tylko do niej doprowadzić. 

Filmy o Greyu cieszyły się sporym wzięciem u kobiet. Czy jakieś ich echo było obecne też w męskich zwierzeniach? 

- Sporo kobiet się nimi inspirowało. Chodziły z partnerami do kina, czytały książki, niektóre eksperymentowały również w życiu. Czasem i taki bodziec pomaga partnerom wyjść z seksualnej stagnacji i monotonii. I wcale nie chodzi o dosłowne kopiowanie wzorców z filmowego świata. Już sama wspólna wizyta na takim seansie może być dla pary ekscytująca, zainspirować do rozmowy i nowych pomysłów. Każde nowe wspólne doświadczenie, jeśli tylko działamy z uważnością na drugą stroną, ale i na swoje potrzeby, jest w seksie krokiem w dobrym kierunku. 

TWÓJ STYL 4/2018

Rozmawiała Anna Jasińska 

Zobacz także:

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje