Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Nie umieraj z miłości

​Uważamy, że choroby przenoszone drogą płciową to egzotyczna rzadkość, ale najnowsze dane są alarmujące: kiłą, rzeżączką i wirusem HIV codziennie na świecie zakaża się milion osób. Jak możemy się przed tym bronić, mówi dr Aneta Cybula, specjalista chorób zakaźnych.

Katarzyna Koper, PANI: W PRL-u badania WR, czyli w kierunku występowania kiły, były niezbędne, żeby zostać przyjętym do pracy. Dziś nie są wymagane, czy to dobrze? 

Reklama

Dr n. med. Aneta Cybula: Są obowiązkowe tylko w przypadku kobiet w ciąży. Zbadać się trzeba dwukrotnie - w pierwszym i trzecim trymestrze. To niezbędne, aby zapobiec komplikacjom w czasie ciąży, bo jak podaje WHO (Światowa Organizacja Zdrowia), kiła jest w skali świata najczęstszym powodem utraty ciąży i martwych urodzeń. Konsekwencją jej nieleczenia u kobiet w ciąży może być kiła wrodzona u niemowląt, która objawia się deformacją kości oraz stanem zapalnym wielu narządów wewnętrznych, uszkodzeniem układu nerwowego, w tym upośledzeniem słuchu i wzroku.

To się ciągle zdarza? 

- Przez wiele lat nie było przypadków kiły wrodzonej, a ostatnio znowu się pojawiają z częstotliwością kilku rocznie. Do tych zakażeń w ogóle nie powinno dojść, bo kiłę można szybko i skutecznie wyleczyć. Pod warunkiem jednak, że kobieta podda się testowi i zgodzi na terapię. 

W PRL-u leczenie chorób wenerycznych było obowiązkowe, a jak jest teraz? 

- Osoba, u której zdiagnozowano chorobę przenoszoną drogą płciową, rzeczywiście miała obowiązek ujawnić listę swoich partnerów seksualnych, a ci podlegali obowiązkowemu leczeniu. Jeśli ktoś odmawiał, to zdarzało się, że funkcjonariusze policji siłą doprowadzali go na leczenie. Nie chcę powiedzieć, że ten system był dobry, bo w dzisiejszych czasach to nie do pomyślenia, ale na pewno okazał się skuteczny. Dzięki niemu na długie lata zapomnieliśmy o chorobach wenerycznych, które teraz, niestety, wracają. W ciągu kilku ostatnich lat notujemy ok. 20-procentowy wzrost zakażeń kiłą. Dziś leczenie chorób wenerycznych jest dobrowolne. Każdy może zgłosić się do anonimowego Punktu Konsultacyjno-Diagnostycznego i zrobić sobie bezpłatnie badanie w kierunku HIV, HCV (wirusowe zapalenie wątroby typu C - red.) oraz kiły. Potem, w razie dodatniego wyniku testu, taka osoba zostanie od razu skierowana na bezpłatne leczenie. Niestety, co zaskakujące i wbrew logice, nie wszyscy Polacy korzystają z tej możliwości. Zdarzało się, że ok. 40 proc. chorych z wykrytym HIV nie zgłaszało się do lekarza i nie podejmowało leczenia przez lata. To oznacza, że jeśli nie używali prezerwatyw, zakażali innych i pozwalali na rozwój choroby u siebie! 

Kiedyś choroby weneryczne były postrachem, dziś raczej nie budzą lęku. Dlaczego?

- Ponieważ przypadków zachorowań na kiłę czy rzeżączkę było niewiele, ludzie przestali w ogóle brać pod uwagę możliwość zakażenia się nimi. Z powodu niskiego zagrożenia, ale także w wyniku cięcia kosztów badanie WR zniknęło z panelu obowiązkowych badań wymaganych przy przyjęciu do pracy. Niestety, dobre statystyki uśpiły czujność. Ludzie uznali, że skoro nie ma kiły, to mogą pozwolić sobie na bardziej ryzykowne zachowania. 

Jakimi chorobami oprócz kiły można zakazić się drogą seksualną? 

- Rzeżączką, chlamydiozą, WZW typu A i C, bo przeciwko wirusowi B duża część społeczeństwa jest zaszczepiona, a także wirusami HPV, które powodują opryszczkę narządów płciowych, kłykciny kończyste (brodawki płciowe), a niektóre z nich również raka szyjki macicy. Chlamydia i rzeżączka mogą być przyczyną niepłodności, z kolei kiła wywołuje poważne zaburzenia kardiologiczne i neurologiczne. Nie zapominajmy też o wirusie HIV. O ile kiłę, rzeżączkę i chlamydiozę leczy się dość łatwo, podając antybiotyki, o tyle z wirusami HPV sprawa jest bardziej skomplikowana. Leczenie kłykcin kończystych jest trudne, często długotrwałe, uciążliwe i nieprzyjemne. Niestety, nadal nie potrafimy pozbyć się na stałe z organizmu wirusa HIV, choć potrafimy go kontrolować. Tymczasem my, lekarze zakaźnicy, zauważyliśmy, że ludzie przestali się go bać. 

Jak to? Przecież nieleczone zakażenie HIV oznacza AIDS, a to przecież śmiertelna choroba. 

- To prawda, jednak po fali paniki, jaką wywołało AIDS w latach 90., nastała era dobrych wiadomości związanych z wirusem HIV. Pojawiły się leki, które coraz skuteczniej potrafią hamować namnażanie wirusa HIV w organizmie. Osoba, która zacznie je brać w odpowiednim momencie i będzie przyjmować je regularnie, nie zachoruje na AIDS. Dzięki leczeniu nie zakaża także innych, a kobieta zakażona wirusem HIV może urodzić zdrowe dziecko. W związku z tym część społeczeństwa uznała błędnie, że skoro HIV da się utrzymać w ryzach, to nie ma się czego bać. A przecież nie wszyscy, którzy są zakażeni, wiedzą o tym. Co więcej, nie wszyscy, którzy o tym wiedzą, podejmują leczenie. 

Czy osoba, która jest zakażona chorobą przenoszoną drogą płciową, ma obowiązek poinformować o tym swojego partnera? 

- Teoretycznie tak, choć osoba zakażona wirusem HIV, jeśli jest skutecznie leczona, nie musi tego robić, bo jeśli wirus jest niewykrywalny we krwi, prawdopodobieństwo zakażenia jest równe zeru. Pozostają względy etyczne. Niedawno amerykański sąd oddalił oskarżenie osoby zakażonej HIV, z niewykrywalną wiremią (wiremia oznacza stopień koncentracji wirusa we krwi - red.), której były partner zarzucił, że nie poinformowała go o zakażeniu i naraziła jego zdrowie. 

Niezręcznie pytać nowego partnera, kiedy się badał... 

- Może niezręcznie, ale to nie znaczy, że musimy ryzykować zdrowie i życie. Powtarzam często studentom, że powinni traktować każdego pacjenta jako potencjalne źródło zakażenia, bo przecież nic o nim nie wiedzą. Tak samo powinniśmy postępować z nowym partnerem. Wystarczy użyć prezerwatywy, by znacząco ograniczyć ryzyko zakażenia. Doskonale o tym wiemy, ale wiele osób tego nie robi. Od kilku lat w środowisku czynnych seksualnie osób funkcjonuje zgubne myślenie, że używanie prezerwatyw to "obciach". Problem w tym, że dotychczas nie wymyślono innego środka, który zapewnia równie skuteczną ochronę przed chorobami wenerycznymi. No, chyba że partnerzy zrobili sobie badania przed rozpoczęciem nowej relacji i pozostają w monogamii. 

Zakładamy, że jeśli ktoś wygląda porządnie, prowadzi inteligentną konwersację, to raczej nie ma kiły, rzeżączki, czy tym bardziej nie jest zakażony wirusem HIV. 

- Pozory mylą! Nieprawdą jest, że na choroby przenoszone drogą płciową chorują wyłącznie ludzie z marginesu społecznego. Mam pacjentów ze wszystkich środowisk i właściwie w każdym wieku. Wśród zakażonych są zarówno bezrobotni, jak i nauczyciele, rolnicy czy prawnicy, zarówno orientacji homo-, jak i heteroseksualnej. Ostatnio zauważyliśmy wzrost zachorowań wśród seniorów. Żyjemy coraz dłużej i chcemy korzystać z życia. Ludzie dojrzali podróżują, nawiązują nowe znajomości i niestety podejmują ryzykowne zachowania. 

Jak rozpoznać, że ktoś jest zakażony chorobą przenoszoną drogą płciową? 

- Często przebieg choroby jest bezobjawowy. Dziwne wykwity, czyli brodawki na narządach płciowych mogą być kłykcinami kończystymi, a owrzodzenia świadczyć o wczesnej fazie kiły. Oznaką późnej fazy kiły bywa wysypka na dłoniach i stopach wyraźniej widoczna po ekspozycji na słońce. Zakażenie cewki moczowej u mężczyzny jest często objawem rzeżączki, może też świadczyć o chlamydiozie. Objawy grypopodobne, czyli ogólne osłabienie, gorączka, powiększenie węzłów chłonnych mogą być oznaką wczesnego zakażenia wirusem HIV, jednak te objawy szybko mijają. Przez kilka kolejnych lat może nie być zupełnie żadnych objawów, aż wirus zniszczy układ odpornościowy, wówczas pojawia się AIDS. 

>>Czy każdy rodzaj seksu jest tak samo niebezpieczny? Czytaj na kolejnej stronie<<

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje