Reklama

Reklama

Nie odpuszczę

W dzieciństwie przychodziły mi do głowy przeróżne szalone pomysły, na przykład próbowałam wejść w telewizor, wyobrażając sobie, że w ten sposób przeniosę się w inną rzeczywistość. Albo przesiadywałam w szafie, bo myślałam, że gdzieś za nią są drzwi do innego świata i w końcu, po wielu godzinach, znajdę je. Jako nastolatka miałam dziwnych znajomych, przyjaźniłam się z transwestytami, homoseksualistami. Rodzice reagowali na te moje fascynacje ze stoickim spokojem, zawsze robiłam wszystko, na co miałam ochotę, nigdy mi niczego nie zabraniali, za to dużo ze mną rozmawiali i mnie wspierali. Jeśli zauważyli we mnie jakiś talent, od razu pomagali mi go rozwijać w maksymalnym stopniu.

Reklama

Przez kilka lat trenowałam lekkoatletykę. Mój tata, który jest byłym olimpijczykiem w podnoszeniu ciężarów, opracował dla mnie specjalny program trenerski. Zdobywałam mistrzostwa powiatu, województwa, ale w końcu wybrałam muzykę. Kiedy zostałam przyjęta do Buffo, miałam 13 lat i byłam najmłodszą piosenkarką w historii tego teatru. Rano chodziłam do szkoły, po południu tata wiózł mnie 100 km na próbę, wieczorem spektakl, a potem powrót do rodzinnego Ciechanowa. Mama zawsze była przy mnie, na próbach przesiadywała po kilka godzin w kuckach pod ścianą. Dziś ma prawie 60 lat i traktuję ją jak najbliższą przyjaciółkę, nie ma między nami tematów tabu, cenię sobie jej rady, bo jest niezwykle mądrą, nowoczesną i wyluzowaną kobietą.

Wychowanie dziecka można porównać do budowy domu. Jeśli są mocne fundamenty, to nie trzeba się bać, że byle wiatr go przewróci. A to, że jestem dość ekscentryczna, wcale nie wyklucza dobrego wychowania. Nigdy nie ciągnęło mnie do złego towarzystwa, nie zostałam alkoholiczką, narkomanką, a w show-biznesie to klasyk. Generalnie gardzę nałogami, dużo śpię, mądrze się odżywiam. Zdrowego trybu życia nauczyłam się w domu, teraz przekonuję do niego przyjaciół.

W mojej karierze nic nie dzieje się przypadkowo, jestem spontaniczna, ale działam zgodnie z planem. Od początku założyłam, że Buffo będzie tylko szczebelkiem na drodze do kariery. U Janusza Józefowicza spędziłam cztery lata. Nauczyłam się wielu ważnych rzeczy: stepu, akrobatyki, aktorstwa, wreszcie obycia ze sceną, z dużą widownią. To wszystko na pewno mi się przydało. Jedyne co mogłabym zarzucić Józefowiczowi, to jego zachowanie – traktował ludzi w sposób karygodny, obrażał. Na mnie nie miało to wpływu, bo jestem silna, ale inni, z wrażliwą psychiką, załamywali się. W pewnym momencie doszłam do wniosku, że czas Buffo dobiegł końca, wiedziałam, że muszę zrobić kolejny krok. Tak się złożyło, że zespół Virgin poszukiwał wokalistki i zgłosił się do mnie; poleciła mnie moja ówczesna nauczycielka śpiewu Elżbieta Zapendowska. Poszłam na casting. Virgin grał bardzo rockową muzykę, sądziłam, że to nie moja bajka, przecież byłam szkolona na piosenkach musicalowych, poezji śpiewanej, wydawało mi się, że w ogóle nie będę w stanie wygenerować z siebie rockowej chrypki. Ale cały czas ciągnęło mnie do tej muzyki. Pomyślałam, że muszę wyzwolić w sobie odpowiednią energię, zresztą uważam, że najciekawszymi artystami są ci, którzy śpiewają po swojemu, są jacyś i cały czas szukają.

Nie wolno się ograniczać, przywiązywać do książkowych reguł emisji wokalu. Wtedy spodobałam się chłopakom z zespołu, od razu uznali, że świetnie do nich pasuję. Pojawiłam się u Józefowicza z kwiatami i oznajmiłam mu, że odchodzę, będę nagrywać płytę i robić karierę. Nie zapomnę jego miny. Wrażenie – bezcenne. Później przychodziłam jeszcze do teatru, lubiłam jego atmosferę, charakterystyczny zapach desek, no i kolegów. Strasznie było mi ich szkoda – pracowali u kogoś, kto kompletnie tego nie szanował, ale musieli z czegoś żyć. W Buffo nikt, nawet najbardziej utalentowany człowiek, nie mógł zrobić kariery, bo gwiazda była jedna. Zresztą sukces w show-biznesie to nie kwestia talentu, tylko charakteru, determinacji i konsekwencji.

Pamiętam, jak pierwszy raz poszłam na spotkanie do wytwórni płytowej Universal i trafiłam do gabinetu wszechmocnej pani Katarzyny Kanclerz, która po pięciu minutach uznała, że jestem niepokorna, będą ze mną same problemy, dlatego nie chciała mnie w swojej firmie. Z ciekawości zapytam: „Czy ktoś wie, czym dzisiaj się zajmuje pani Kanclerz?”.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje