Reklama

Reklama

Nauczyciele seksu

Dzisiaj 240 mln ludzi na świecie będzie uprawiało seks. Niewielu z nich jednak wie, jak bardzo na ich życie erotyczne wpłynęły odkrycia naukowców badających tajniki funkcjonowania ludzkiego ciała i emocji.

Wszystko wydaje się proste. Możemy być w związku albo nie. Tylko od nas zależy, z kim i jaki seks będziemy uprawiać. Możemy mieć dzieci lub zdecydować, że ich mieć nie chcemy. Ale przede wszystkim myślimy o życiu seksualnym jako o źródle przyjemności. Nie w głowie nam powinność czy obowiązek. I lubimy seks bez względu na wiek. Taki zaskakujący obraz stosunku Polek do seksu wyłania się z najnowszego raportu prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza "Seksualność Polek".

Reklama

- Mam satysfakcję, bo przewidywałem, że nastąpi rozwój potencjału erotycznego kobiet. Na naszych oczach odbywa się kolejny etap rewolucji. Polki stały się otwarte w sprawach seksu. Kiedyś przeprowadzając badania, spotykałem się z niechęcią do odpowiadania na niektóre pytania lub wręcz odmową z ich strony. Dzisiaj mówią o swoim życiu seksualnym wprost - komentuje swoje badania seksuolog.

Zmiany wyraźnie widać przy porównaniu wyników nowych badań i raportów Lwa-Starowicza dotyczących seksualności z 2005 i 1992 r.

- Mężczyźni zawsze twierdzili, że seks jest dla nich ważny. Ale teraz uważa tak większość kobiet. Wzrosła nie tylko ich aktywność, ale także potrzeby seksualne. Mamy względny dobrobyt i środki antykoncepcyjne. W efekcie już ponad połowa pań w Polsce chciałaby uprawiać seks kilka razy w tygodniu. Zmieniły się też odpowiedzi dotyczące liczby partnerów. - Kiedyś kobiety niechętnie dzieliły się takimi informacjami lub deklarowały, że mają jednego partnera seksualnego. Teraz spora część z nich nie ukrywa, że miała ich w życiu ok. 10. W poprzednich raportach Polki prawie w ogóle nie przyznawały się do kontaktów seksualnych poza związkiem. W najnowszych coraz więcej z nich deklaruje, że oprócz stałego związku ma jeszcze innego partnera. A czasem nawet kilku. Przyznaję, że nie są to dobre wiadomości dla mężczyzn - żartuje prof. Lew-Starowicz.

Zaszły też inne zmiany. O seksie po menopauzie dotychczas milczano, a seksualność kobiet 60+ stanowiła tabu. Tymczasem z badań wynika, że większość pań w tym wieku jest aktywna seksualnie. I ocenia znaczenie sfery erotycznej w swoim życiu podobnie jak kobiety przed menopauzą. Tak samo jest z samooceną - połowa uważa się za atrakcyjne seksualnie. Okazuje się, że seks osób starszych jest statystycznie podobny do relacji seksualnych młodszych - równie często osiągają orgazm, zbliżone są też odpowiedzi dotyczące sposobów uprawiania seksu i częstotliwości oraz masturbacji (przyznaje się do niej ponad 60 proc.). Co ciekawe, wzrasta liczba osób po 70. roku życia, które twierdzą, że uprawiają seks w nietypowych miejscach.

- Zmienia się społeczne nastawienie do życia intymnego. Nasze babcie w okresie menopauzy były już zmęczone życiem, porodami, wychowywaniem dzieci i raczej zadowolone z braku seksu. Teraz panie w tym wieku są atrakcyjne, pełne życia i aktywne seksualnie. Mamy świadomość, że seks działa prozdrowotnie i przedłuża życie, i nikt już tego nie cofnie - mówi prof. Lew-Starowicz.

Mroczna tajemnica

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu liberalne myślenie o seksie nie przychodziło większości kobiet do głowy. A jeżeli już, to w pakiecie z poczuciem winy. Warto przypomnieć, że pigułka antykoncepcyjna ma dopiero 57 lat. Jej wynalezienie można porównać z lotem człowieka w kosmos - dzięki niej kobiety raz na zawsze uniezależniły się od mężczyzn i zyskały kontrolę w sprawie zachodzenia w ciążę. Dzisiejszą swobodę obyczajową zawdzięczamy właśnie pigułce i naukowcom, którzy nie tylko postanowili seks zbadać, ale też sprawili, że zaczęto o nim głośno mówić.

Kobieca seksualność od wieków wzbudzała niepokój. W średniowieczu swobodniej zachowujące się kobiety uznawano za czarownice. Co je spotykało, wszyscy wiemy. Wprawdzie w XIX w. ich zainteresowania seksem nie uważano już za dowód na uprawianie czarów, ale traktowano jako objaw choroby, np. obłędu menstruacyjnego lub histerii. Pionierem badań nad seksem był francuski neurolog Jean-Martin Charcot, nauczyciel Freuda. Zajmował się m.in. histerią u kobiet, która jego zdaniem miała bezpośredni związek z narządami płciowymi. Zgodnie z jego teorią masowanie tychże miało wywoływać uwolnienie emocji i przynosić ulgę. Teza dr. Charcota zyskała popularność. Lekarze opłacani przez mężów masowali części intymne ich żon. Pacjentki chętnie poddawały się terapii. Zainteresowanie było tak duże, że w 1880 r. brytyjski lekarz Joseph Mortimer Granville zaprojektował pierwszy wibrator - reklamowano go w kobiecych pismach o robótkach ręcznych.

Początki oświeconego myślenia o seksualności są związane z rodzącym się ruchem kobiecym. Mąż brytyjskiej sufrażystki i pisarki Edith Ellis, Henry Havelock Ellis, jest uważany za lidera nowego, liberalnego myślenia o seksualności. Ich małżeństwo było dość niekonwencjonalne. On impotent, ona lesbijka. Ale właśnie problemy natury seksualnej skłoniły Ellisa do przemyśleń na temat istoty życia intymnego. Jego 7-tomowa praca "Studium psychologii seksualnej", wydana w latach 1897-1928, to kompendium ówczesnej wiedzy na ten temat. Ellis nie tylko podważył teorię, że seks służy wyłącznie prokreacji, ale także stwierdził, że homoseksualizm nie jest ani chorobą, ani efektem niemoralności.

Nieco wcześniej brytyjska lekarka Clelia Duel Mosher dokonała pierwszego w historii badania dotyczącego życia seksualnego kobiet. Wzięło w nim udział 45 pań z klasy średniej. Z jej prekursorskiego opracowania, które odnaleziono w latach 70. XX w., a kilka lat temu opublikowano, wynika, że kobiety w XIX w. wcale nie były tak pruderyjne, jak można by przypuszczać. Pośród ankietowanych kobiet 35 deklarowało, że lubi seks, a 34 - że regularnie przeżywa orgazm. Aczkolwiek większość z nich przyznawała, że nie miała pojęcia o seksie przed zamążpójściem.

Co jest normą

Dopiero po II wojnie światowej pojawili się naukowcy, którzy zgłębili te sprawy jak nikt wcześniej. I przyczynili się do rozpoczęcia rewolucji seksualnej w latach 60. XX wieku. Pierwszym z nich był Alfred Kinsey - wprawdzie rozpoczął karierę naukową jako badacz os, ale szybko zainteresował się seksualnymi zachowaniami ludzi. Zainspirowały go jego własne problemy - Kinsey "hojnie" obdarzony przez naturę miał z tego powodu kłopoty podczas uprawiania seksu z żoną. Dopiero wizyta u lekarza uświadomiła im obojgu, że tę "niewygodę" można zniwelować poprzez odpowiednie pozycje podczas zbliżenia. W tym czasie w pruderyjnej Ameryce nie rozmawiało się o seksie, a już na pewno nie publicznie.

Kiedy studenci uniwersytetu w Indianie, których Kinsey uczył biologii, zaczęli zadawać mu pytania dotyczące seksu, zorientował się, jak niewielka jest ich wiedza. Postanowił więc rozpocząć badania i upowszechnić ich wyniki. Na początek poprosił swoich uczniów o wypełnienie ankiety dotyczącej ich życia intymnego. Potem przekonał prostytutki, żeby pozwoliły mu obserwować swoją pracę. Ostatecznie podjął się największego w dziejach badania zachowań seksualnych. Przez 15 lat przeprowadził wywiady z 18 tys. osób. Zadawał im od 250 do 300 pytań. Nauczył się ich na pamięć, by zyskać na czasie. Ankietowani odpowiadali bez namysłu, co gwarantowało autentyczność. Kinsey czuł, że to, co robi, jest ryzykowne, dlatego wymyślił szyfr, w którym zapisywał rezultaty badań.

Kiedy zetknął się z homoseksualistami, przystąpił do kolejnych obserwacji. Odwiedzał publiczne toalety, w których wypytywał mężczyzn o ich doświadczenia seksualne. W tym czasie homoseksualizm traktowano jak przestępstwo, a gejów zamykano w więzieniach. Kinsey uważał, że to niedopuszczalne. Twierdził, że nie istnieją jednoznaczne podziały na hetero- i homoseksualistów. Stworzył skalę preferencji seksualnych, nazwaną potem jego nazwiskiem: 0 oznaczało całkowity heteroseksualizm, a 6 - homoseksualizm. Pomiędzy umieścił różne stadia biseksualizmu. I każde z nich uznał za normę. "Wszyscy jesteśmy gdzieś na skali", mawiał. Swoje wnioski zawarł w książkach "Seksualne zachowania mężczyzny" (1948) i "Seksualne zachowania kobiety" (1953). Szczególnie drugi tom przyniósł mu rozgłos.

Z badań Kinseya wynikało, że kobieca aktywność w tej dziedzinie jest dużo bardziej zróżnicowana, niż przypuszczano, a masturbacja, seks oralny i pozamałżeński są w życiu Amerykanów zjawiskiem powszechnym.

Mistrzowie seksu

W latach 50. XX w. William H. Masters (nazywany Billem) - naukowiec, który wspólnie z Virginią Johnson zapoczątkował rewolucję seksualną - pracował jeszcze jako położnik na uniwersytecie w Saint Louis. Chciał wiedzę Kinseya sprawdzić w praktyce. W homofobicznej, rasistowskiej i wciąż oficjalnie pruderyjnej Ameryce było to zamierzenie co najmniej ryzykowne. A skoro samotnie prowadzącego badania Kinseya uznawano w najlepszym razie za dziwaka, postanowił do prowadzenia obserwacji zatrudnić kobietę. Tym bardziej że chciał się posunąć dużo dalej niż jego poprzednik. 30-letnia sekretarka Virginia Johnson była atrakcyjna, pełna życia i choć nie posiadała wtedy żadnych kompetencji naukowych, wykazała się inteligencją, kreatywnością, a ostatecznie talentem badawczym. Jak wyglądały ich badania?

Masters i Johnson zapraszali młode kobiety m.in. do odbycia stosunku seksualnego w warunkach laboratoryjnych. Występowały one w kapturach podobnych do tych, które charakteryzują członków Ku Klux Klanu (z oczywistych względów nie noszą takich w poświęconym parze badaczy serialu "Masters of Sex"), żeby ukryć swoją tożsamość. Krążyło mnóstwo plotek na temat tego, co dzieje się w laboratorium badaczy. Największą tajemnicą był Ulisses - toporny przyrząd składający się ze skrzyni z silnikiem i przezroczystego wibratora z kamerą, dzięki której można było obserwować wnętrze waginy podczas penetracji. Masters i Johnson przebadali dzięki niemu ponad 10 tys. orgazmów.

Robili to z takim zapałem, że granica między pracą a życiem prywatnym uległa zatarciu. Zostali parą, choć Masters miał żonę i dwoje dzieci, a rozwiedziona Johnson dwoje dzieci z poprzednich małżeństw. Ich metody stawały się coraz bardziej ryzykowne. Setki par uprawiały seks w laboratorium, a dwoje naukowców obserwowało je przez weneckie lustro. Byli niezależni - nie potrzebowali już rządowych stypendiów, zdobywali pieniądze na badania od Hugh Hefnera, wydawcy "Playboya", czy firm perfumiarskich, co pozwalało im na realizowanie niemal każdego, najbardziej kontrowersyjnego pomysłu. Założyli w końcu własny instytut. I wydali książkę - 15 tys. egzemplarzy "Współżycia seksualnego człowieka" sprzedało się w jeden dzień. Kolejne 500 tys. - w kilka miesięcy, a para badaczy stała się gwiazdami medialnymi.

Kiedy w końcu zdecydowali się wziąć ślub, zainteresowanie nim było gigantyczne. Człowiek, który mawiał: "Kobiety są cudowne. Cała powierzchnia ich skóry jest orgazmicznym instrumentem", zmarł w 2001 r. Virginia, która twierdziła, że "mężczyzna nie jest kobiecie potrzebny do doświadczania orgazmu", przeżyła go o 12 lat (zmarła krótko przed premierą serialu "Masters of Sex"). Dzięki pionierskim i wciąż robiącym wrażenie swoją śmiałością badaniom Masters i Johnson odpowiedzieli na wiele pytań dotyczących kobiecego orgazmu. Jako pierwsi powiedzieli głośno, że służy on wyłącznie przyjemności. Ale z perspektywy czasu okazuje się, że wartość ich badań nie leży w szczegółach tych odkryć, ale we wpływie, jaki uzyskali na obyczajowość nie tylko w Ameryce. Dzięki nim otwarta rozmowa o seksie stała się możliwa, a Virginia Johnson zapewniła w niej głos kobietom.

Seksuologia po polsku

Pierwszym polskim seksuologiem był Stanisław Kurkiewicz, który w 1902 r. wymyślił nazwę dla nauki związanej z seksem: seksuologia. Otworzył też pierwszą poradnię seksuologiczną w Krakowie. Znana w latach 20. poprzedniego wieku felietonistka i pisarka Irena Krzywicka, autorka m.in. reportaży sądowych i autobiografii "Wyznania gorszycielki", też miała duże zasługi w szerzeniu wiedzy dotyczącej seksu - poruszała drażliwe kwestie seksualności kobiet i homoseksualizmu. Domagała się legalizacji przerywania ciąży, by zlikwidować groźne dla życia kobiet podziemie aborcyjne. Wspólnie ze swoimi partnerem Tadeuszem Boyem-Żeleńskim otworzyła w Warszawie klinikę, w której udzielano bezpłatnych porad dotyczących świadomego macierzyństwa.

Po II wojnie światowej działał w Warszawie Kazimierz Imieliński, nazywany ojcem polskiej seksuologii, który jako pierwszy w Polsce uzyskał tytuł naukowy w tej dziedzinie. A trzy lata przed Wisłocką swoją pierwszą książkę "Eros, natura, kultura" wydał Zbigniew Lew-Starowicz. Jednak to właśnie Michalina Wisłocka zainicjowała rewolucję seksualną w Polsce. Jej "Sztuka kochania" z 1976 roku sprzedała się w... siedmiu milionach egzemplarzy. Rewolucyjne było też to, że popularnonaukowy poradnik mówiący wprost o doświadczeniach erotycznych napisała kobieta. Osoba, która miała wiele cech największych światowych badaczy seksu: bezkompromisowość i całkowite oddanie pracy, dla której poświęciła m.in. swoje relacje z córką.

Seksuolożka prowadziła dość swobodne życie, także seksualne, ale doświadczenia, podobnie jak w przypadku Kinseya czy Mastersa i Johnson, były dla niej ważnym źródłem wiedzy. Zachowywała się niekonwencjonalnie i tak też wyglądała. Ale, co najważniejsze, miała misję - chciała pomagać ludziom, przede wszystkim kobietom. Pracowała w warszawskiej Poradni Świadomego Macierzyństwa, która później przekształciła się w Towarzystwo Rozwoju Rodziny, gdzie wraz z innymi seksuologami udzielała darmowych porad. Skupiała się na edukacji seksualnej dotyczącej antykoncepcji i przeciwdziałaniu chorobom przenoszonym drogą płciową.

Podczas swoich badań zrealizowanych z okazji 40. rocznicy wydania "Sztuki kochania" prof. Zbigniew Izdebski zapytał Polaków, z czym kojarzy im się dr Michalina Wisłocka. Okazało się, że ze słynnym poradnikiem łączy ją 36 proc. badanych, a z rewolucją seksualną tylko 13 proc.

- Dlatego cieszę się, że powstał film o Michalinie Wisłockiej, bo to świetny pretekst, żeby tę wspaniałą postać przypomnieć. W końcu zrobiła dla polskiej edukacji seksualnej najwięcej - mówi prof. Izdebski.

Dzisiaj czytanie książki Michaliny Wisłockiej wymaga pewnego dystansu. Choćby dlatego, że przez ostatnie kilka dziesięcioleci także dzięki "Sztuce kochania" wiele zmieniło się w naszym rozumieniu relacji między kobietami i mężczyznami. Seksuolożka pisze na przykład o mężczyznach jak o istotach niepanujących nad swoim popędem seksualnym i przenosi na kobiety odpowiedzialność za kontrolowanie ich zachowań. Ale na pewno jej rady, jak urozmaicić swoje życie erotyczne, nie straciły na aktualności. I to właśnie jedna z największych zasług zarówno Wisłockiej, jak i jej wielkich poprzedników. Dzięki nim świadomość, że seks odgrywa w naszym życiu ogromną rolę, stała się powszechna.

Anita Zuchora

PANI 2/2017

Tekst pochodzi z magazynu

PANI

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje