Reklama

Reklama

Natalia Kukulska. Nieprzepisowa kobieta, żona i matka

Natalia Kukulska: Nie mam przepisu na miłość. Dużo zależy od tego, jak jesteśmy prawdziwi w związku, który tworzymy /Karolina Wilczyńska /archiwum prywatne


Słyszałam, że uważasz tę płytę za jedną z najważniejszych w swojej twórczości. Była dużym wyzwaniem?

- Była dla mnie bardzo dużym wyzwaniem artystycznym, organizacyjnym i wokalnym i czymś zupełnie innym. Ostatnio bowiem bardziej eksperymentowałam z elektroniką analogową. Gdy sama komponuję piosenki, melodie, które śpiewam, mam szansę wybrać takie dźwięki, które są dla mnie naturalne i mi leżą. Na tej płycie musiałam zaśpiewać dość linearnie, są kantyleny, które wymagają trochę innego sposobu śpiewania. Miałam już okazję dotknąć tego, kiedy śpiewałam w musicalu "Miss Sajgon" w teatrze Roma i to było dla mnie olbrzymie wyzwanie. Pamiętam jak kolega, muzyk, który ze mną grał, przyszedł na ten spektakl i stwierdził już po: "Natalia, ty właśnie takie rzeczy powinnaś śpiewać". Zanegowałam to wtedy twierdząc, że to była tylko taka przygoda, ale teraz przyznaję przed sobą, że mi się to bardzo przydało. 

Reklama

- Cały czas mam lekcje śpiewu u tzw. coacha wokalnego. Najpierw była nim Irena Głowaty, nauczycielka, która wcześniej zajmowała się głównie operą. Bardzo mi pomogła, bo trafiłam do niej, gdy miałam poważne kłopoty z głosem. Ona uświadomiła mi wiele rzeczy, otworzyła różne ciekawe rejestry, których nawet u siebie nie podejrzewałam. Teraz pracuję z Kasią Rościńską. Kiedy zaczęła się pandemia, podczas lockdownu miałyśmy prawie co drugi dzień spotkania online i ćwiczyłam. Głos cały czas się zmienia. To, w czym pomaga mi Kasia, to praca nad tym, bym nie zakłócała swojego naturalnego przepływu. Przez to, że człowiek ma swoje przyzwyczajenia, naleciałości, manieryzmy, to się spina, robi różne rzeczy automatycznie, często robiąc sobie krzywdę. Staram się nad tym pracować, żeby mieć łatwość radzenia sobie z różnymi sytuacjami, a dobry warsztat w sytuacji stresu bardzo mi pomaga. Kończąc wątek tego wyzwania wokalnego, z pewnością najbardziej pomógł mi i otworzył głowę Leszek Kamiński, czyli realizator, który nagrywał płytę. Jak zaczęliśmy nagrania, powiedział mi: "Natalia, technika techniką, ale najważniejsze jest to, żebyś była prawdziwa i śpiewała emocjami, bo tylko wtedy to zadziała". Faktycznie, wyluzowałam ciało z tego bycia na baczność, z tego że to Chopin, zamknęłam oczy i po prostu starałam się śpiewać jak najprawdziwiej. Leszek tego pilnował, dlatego uważam, że ma olbrzymi wpływ na to, jak ta płyta w ogóle brzmi i też na to, jak zaśpiewałam. 

- Chyba to właśnie sprawiło, że czuję, że ten projekt jest dla mnie jednym z najważniejszych. Również nie bez znaczenia jest to poczucie odpowiedzialności, jakie czułam, gdy dotykałam w końcu nieswojej twórczości i zaangażowałam w to tylu artystów. Poważna sprawa. 

Jest to zapewne wyjątkowa dla ciebie płyta choćby z tego względu, że pracował nad nią zarówno twój mąż, ale także i syn. Jasiek, zdaje się, grał na wibrafonie i dzwonach?

- Jasio rzeczywiście zagrał na kilku instrumentach perkusyjnych klasycznych, czyli w orkiestrze i to jakiej - samej Sinfonii Varsovii. Wciągnął go do orkiestry Piotr Kostrzewa - kierownik sekcji rytmicznej, ponieważ go wypatrzył. Jasio pojawił się trochę przypadkowo, bo chciał się przyjrzeć, a przede wszystkim pomóc swojemu tacie rozłożyć perkusję. Ostatecznie zagrał z kultową orkiestrą i mówimy sobie, że to chyba najszybszy casting, jaki mógł się odbyć, bo niełatwo dostać się do tej orkiestry. Ale faktycznie świetnie sobie poradził. Ma dyplom szkoły muzycznej drugiego stopnia w klasie perkusji klasycznej, więc gra na tych różnych ciekawych instrumentach i to było dla niego duże przeżycie. Dla nas również.

Czyli syn idzie w ślady taty, a córka zdaje się w twoje. Można tak powiedzieć?

- Mój syn po prostu już wybrał. On chce zajmować się muzyką, jest muzykiem. Nawet teraz, podczas naszej rozmowy jest na dole z kolegami i nagrywają. Wczoraj mieli próby do nocy. Nocowało u nas kilka osób, dom jest cały czas pełen ludzi i muzyki. Dzisiaj od rana mają nagrania.

Jaką gra muzykę?

- Jazz. Jasio nie gra w tym składzie na perkusji. Dziś występuje w roli pianisty. On jest bardzo wszechstronny muzycznie. Komponuje, ma różne ciekawe pomysły. Nagrał ze swoim kolegą płytę alternatywną, która nosi tytuł "Majama". Uwielbiam jej słuchać, bo bardzo poprawia mi nastrój i jest oryginalna. 

Twoja córka Ania z pewnością odziedziczyła talent po tobie i swojej babci. Słyszałam ją w jednej piosence. Myślisz, że pójdzie w twoje ślady? Jak się zapatrujesz na jej ewentualną karierę muzyczną?

- Córka cały czas mówi, że nie chciałaby wiązać swojej przyszłości z muzyką. Uczęszczała do Akademii Musicalowej jakiś czas. Obecnie uczy się w szkole muzycznej drugiego stopnia w klasie rytmiki. Nagrała ostatnio piosenkę w ramach akcji społecznej "Przygotujmy lepszy świat", która propaguje zdrowe odżywianie w szkołach. Dość ciekawy temat, tym bardziej, że Ania jest kompletnie na nim zafiksowana. Robi sobie nawet sama wymyślne potrawy, wieczorem przygotowuje posiłki do szkoły, zabiera je sobie w pudełkach, jest niesamowita, dba bardzo to co je, by posiłek był zbilansowany. Ta piosenka jest raczej takim rodzajem przygody. Gdy nagrywała ten utwór, podeszła do tego bardzo na luzie. Lubi słuchać muzyki, ale ja bym nie przesądzała na tej podstawie o jej przyszłości.  

W przyszłym roku będziesz świętować jubileusz swojej pracy artystycznej. To już 35 lat. Jak to uczcisz?

- 35 lat od dziecięcego debiutu a 25 od tzw. “dorosłego". Jeśli będę w ogóle świętować, to za pewne czymś absolutnie nowym. Już zaczęłam nawet o tym myśleć i pod koniec roku jestem umówiona z muzykami na twórcze spotkania, by coś nowego powstało. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje