Reklama

Reklama

Natalia Kukulska. Nieprzepisowa kobieta, żona i matka

Natalia Kukulska: Nie mam przepisu na miłość. Dużo zależy od tego, jak jesteśmy prawdziwi w związku, który tworzymy /Karolina Wilczyńska /archiwum prywatne

Wraz z Sinfonią Varsovia nagrałaś album "Czułe struny", inspirowany muzyką Fryderyka Chopina. Skąd ten pomysł? Dlaczego akurat Fryderyk Chopin?

- Sama bym się chyba nie odważyła zestawić artystycznie z Fryderykiem Chopinem, bo mówimy przecież o geniuszu, o kimś, kogo twórczość jest wręcz pomnikowa i, chociaż kocha go cały świat, jednak dla nas, Polaków, Chopin jest symbolem narodowym.

Nie bałaś się naruszyć tego pomnika? 

- Myślę, że każdy ma prawo interpretować Chopina po swojemu. Muzyka jest czymś żywym. Jest ona połączeniem dźwięków, które wywołują różne emocje. To jest język emocji. Oczywiście, Fryderyk Chopin komponował utwory instrumentalne, nie licząc kilku pieśni, głównie na fortepian, więc wiadomo, że dokładanie do nich orkiestry symfonicznej i przekształcanie w utwory, które mają tekst, jest wyjściem poza to, co on zaproponował. Jednak twórczość Fryderyka Chopina jest cały czas niezmienna. Ja nagrałam płytę, a jego muzyka nadal jest nienaruszona. Nic do niej nie dołożyłam w tej oryginalnej wersji. Mój pomysł to zupełnie nowe otwarcie i nowe spojrzenie, bardzo wielowarstwowe jednocześnie, bo we współpracy z wieloma wspaniałymi twórcami - kompozytorami, którzy zrobili aranżację oraz autorkami tekstów. 

Reklama

To skąd pomysł na Chopina?

- Gdyby nie to, że dziesięć lat temu zostałam zaproszona do projektu Chopinowskiego jako wokalistka, nie wpadłabym na ten pomysł. Udział w nim okazał się dla mnie tak mocno inspirujący i ciekawy, że postanowiłam wrócić do utworów Chopina na własnych zasadach. Dużo czasu upłynęło zanim wyobraziłam sobie, jaką formę chcę temu nadać, z kim i czy na pewno chcę to zrobić. To nie była decyzja podjęta z dnia na dzień, ona we mnie dojrzewała. Gdy już dojrzała postanowiłam zaryzykować, pójść po swoje marzenie i z tego, co widzę jak płyta jest przyjęta, to mam poczucie, że się opłacało, że czasami odwaga popłaca.

Bardzo ciekawe jest to, że muzykę zaaranżowali mężczyźni, z kolei teksty napisały same kobiety. To pomieszanie pierwiastków - kobiecego i męskiego - jest zamierzone?

- To wyszło mi intuicyjnie i naturalnie. Jednak wydaje mi się też niezwykle ciekawe w kontekście naszych czasów, kiedy my, kobiety próbujemy zabrać głos i zyskać przestrzeń w różnych aspektach naszego życia społecznego, artystycznego i politycznego. Wiedziałam, że efektem tak podzielonej współpracy będzie to, że inaczej na tę muzykę spojrzą panowie, a inaczej panie, że każda z płci przerobi to przez swoją wrażliwość. 

- Cieszę się, że udało mi się zaprosić do warstwy muzycznej tego projektu Adama Sztabę, Krzysztofa Herdzina, Nikolę Kołodziejczyka, Pawła Tomaszewskiego i Jana Smoczyńskiego. Wiedziałam, że mają olbrzymią wiedzę, ogromny talent i  doświadczenie, a także wyczucie i szacunek dla pierwowzoru. Czułam się z nimi bezpiecznie dotykając Chopina muzycznie. Dla mnie oni byli gwarancją i jakości, i tego że, nie przekroczymy żadnych granic, co mogłyby zaszkodzić temu przedsięwzięciu. 

- Jeśli chodzi o panie, dla mnie zupełnie naturalnym było zaproszenie ich do napisania tekstów. Sama napisałam pięć tekstów na ten album, ale miałam poczucie, że chciałabym jeszcze czegoś innego niż moje spojrzenie i mój język. Chciałam jeszcze mieć coś, co mnie zainspiruje wokalnie, zaskoczy, da nową przestrzeń do interpretacji.

Wybrałaś do współpracy przy tekstach ciekawe muzycznie kobiety - Gabę Kulkę, Melę Koteluk, Bovską, Kayah, Natalię Grosiak...

- Tak, te artystki są mi bardzo bliskie. Ich estetyka słowa, wrażliwość, są dla mnie bardzo ciekawe i inspirujące. Wiedziałam, że stworzą teksty, które nie będą dla mnie obce, ufałam im. Dzięki temu, że są wokalistkami, posługują się słowem śpiewanym, wzięły pod uwagę wygodę układania sylab, co było naprawdę nie bez znaczenia przy tej czasem wyczynowej melodii do zaśpiewania. Każda z nich jest trochę inna i wszystkie spotkania przy tej płycie były dla mnie niezwykle twórcze, magiczne, rozwijające, takie bliskie i niesamowite jednocześnie. Przeprowadziłyśmy niezliczoną ilość rozmów telefonicznych z dziewczynami, bo pisząc tekst otwieramy się przed sobą, pojawia się niezwykła intymność. Ta twórcza praca przy albumie była dla mnie fantastycznym doświadczeniem.

Jesteś patriotką?

- Nie wiem. Pewnie powinnam od razu stanąć na baczność i powiedzieć, że oczywiście, ale to słowo jest ostatnio tak wypaczone, że bardzo pejoratywnie mi się kojarzy. Niestety, przybrało barwy, których ja nie chcę, zbyt ostre, zbyt krzykliwe. Patriotyzm kojarzy mi się z brakiem tolerancji dla inności. Szanuję naszą historię, naszych rodaków, jestem dumna z wielu wspaniałych osób, które zmieniły losy świata, a były Polakami. W tym sensie jestem patriotką. Cenię naszą kulturę, która wiele dobrych rzeczy nam przekazała, cenię wspaniałych polskich twórców, którzy są inspiracją, których czytam, oglądam, słucham. Jednak wolę być patriotką bardziej globalnie. Europejką albo osobą, która łączy się w ogóle... z człowiekiem. Dla mnie najważniejszą wartością jest człowiek i jego dobro. Pamiętam, jak byłam Ambasadorką UNICEF’u i wielu ludzi zarzucało mi, że biorę udział w akcji, która pomaga dzieciom w Angolii. Pojawiały się pytania, dlaczego nie wspieram polskich dzieci? A przecież polskim dzieciom też pomagam, uważam, że to się wcale nie wyklucza. Nie ma naszych dzieci - są dzieci.

- Pomagam dzieciom w kraju, bo jestem też ambasadorką stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce. Zresztą, nie muszę opowiadać o tym kogo i co wspieram, bo też uważam, że tak jak patriotyzm, tak i pomaganie nie musi wcale być krzykliwe i pokazywane publiczne. Jednak zabolały mnie te zarzuty i fakt, że ludzie uważają, że w pierwszej kolejności powinni być zawsze nasi, a potem dopiero inni. Ja z kolei uważam, że w pierwszej kolejności zawsze powinien być człowiek, który jest w potrzebie i to kompletnie nie ma znaczenia, z której części świata. Jeśli tylko ktoś robi coś dobrego dla innych, to już jest ekstra. Oczywiście, że oglądam się najpierw wśród najbliższych, czy ktoś nie potrzebuje pomocy, zanim zrobię sto kroków do kogoś, kto jest znacznie dalej. Nie wydaje mi się jednak, że w ten sposób powinniśmy na to patrzeć.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje