Reklama

Reklama

Natalia Kukulska. Nieprzepisowa kobieta, żona i matka

Natalia Kukulska: Nie mam przepisu na miłość. Dużo zależy od tego, jak jesteśmy prawdziwi w związku, który tworzymy /Karolina Wilczyńska /archiwum prywatne

- Moja mama jest dla mnie bardzo ważna, ale nie miałam okazji jej dobrze poznać. Mało pamiętam. Znam ją z opowiadań, ze wspomnień, wiele po sobie zostawiła. Poznaję ją również po tym, jakich miała przyjaciół - wyznała w rozmowie ze Styl.pl Natalia Kukulska.

Magdalena Tyrała: Jak to jest być Natalią Kukulską, którą wszyscy znają od dziecka, obserwowali na każdym etapie życia?

Reklama

Natalia Kukulska: - Bardzo trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie, bo nie umiem się zdystansować. To jest jedyne życie jakie mam, więc staram się w tym wszystkim zachować jakąś normalność. Popularność nigdy nie była moim celem, jest raczej wynikiem tego, co robię. Rzeczywiście, od dziecka, z wielu powodów, byłam podana trochę "na tacy", jeśli chodzi o obserwowanie. Ludzie interesowali się moim życiem - najpierw w związku z tym, że byłam dzieckiem znanych rodziców, później dzieckiem, które straciło mamę. Wtedy zapewne wzbudzałam uczucie litości. Potem byłam dzieckiem śpiewającym i stałam się idolką dzieciaków, chociaż w tamtych czasach zupełnie inaczej się to odbierało. Na szczęście nie było internetu i ta popularność nie była tak obciążająca, jak obecnie. Mój wizerunek nie był eksploatowany w żaden sposób, a poza tym, jako dziecko, nie pracowałam. Po prostu nagrałam piosenki, a siłą rozpędu to wszystko gdzieś tam się dalej rozgrywało. 

- Po latach sama wybrałam tę drogę. Pomimo tego, że wiedziałam, z jakim obciążeniem to się wiąże, postanowiłam dalej w to iść. To, co robię, jest moją wielką pasją, ale bardzo szanuję swoje życie prywatne. Jestem mamą na pełnym etacie, nie oszczędzam się w wykonywaniu codziennych czynności. Mam z kolei wiele osób wokół siebie, które pomagają mi w sprawach zawodowych - management. To mi daje olbrzymi komfort w życiu i pracy. Dzięki temu mogę zachować balans. 

- Czasami zdarza mi się czuć przemęczenie rozpoznawalnością, ale wtedy staram się wyjechać w miejsce, gdzie jestem anonimowa, czuję się bardziej swobodnie. To, jak reaguję na swoją popularność, zależy od mojej kondycji psychicznej. Jak jestem w dobrej formie, to w ogóle mi ona nie przeszkadza, jak jestem w trochę gorszej, to wolałabym się gdzieś schować i być anonimowa. Jednak nie narzekam, mam więcej powodów do radości z tego.

- Uważam, że mam szczęśliwe życie i lubię być na wyższym rejestrze działań, bo działanie mnie nakręca i powoduje, że mi się jeszcze więcej chce. W chwili, gdy za bardzo opadam, staję się może zbyt refleksyjna. Nie służy to mojej psychice. Działanie i bycie potrzebnym, wyzwania i kreatywność bardzo mi pomagają. 

Z Michałem Dąbrówką tworzysz idealny duet, zarówno w życiu, jak i na scenie oraz w studiu nagraniowym. W tym roku ze swoim mężem świętowaliście 20. rocznicę ślubu. Przepis na miłość?

- Nie mam przepisu. Jestem matką i żoną nieprzepisową. Moim zdaniem bardzo dużo zależy od szczęścia. Dużo zależy też od tego, jak jesteśmy prawdziwi w związku, który tworzymy. Ja nie jestem podręcznikowa, nie przygotowywałam się, na przykład, do bycia matką. Wszystko się działo dość intuicyjnie. Starałam się dawać z siebie jak najwięcej, z drugiej strony żywo reagowałam na to, co się dzieje. Tak samo jest w moim małżeństwie. Kiedy widzę, że coś jest nie tak, to zaczynam się po prostu zastanawiać, co może być tego powodem i rozmawiamy szczerze z Michałem, gdy mamy kryzysy, bo przecież też je miewamy. Staramy się pracować nad nimi. Połączyła nas wspólna wrażliwość i poczucie podobnej moralności, wspólnoty w niej. Mamy również muzykę i dzieci - to nas zbliża i łączy. Poza tym dzielimy podobne poczucie humoru. Lubimy siebie. Ja cały czas się śmieje z Michała dowcipów, ale też w dalszym ciągu imponuje mi, jako osoba niezwykle prawdziwa, skromna i utalentowana.

- Tych nici połączenia mamy zdecydowanie więcej. Na pewno jest nimi nasza wspólna przeszłość, nasza rodzina i wspaniałe wspomnienia, które z kolei nas ukształtowały. Wiadomo, że każdy z nas się zmienia, że związek przechodzi przez różne etapy i trzeba je brać z dobrodziejstwem inwentarza. Przecież nie co dzień są te przysłowiowe motylki w brzuchu. Wydaje mi się, że szanowanie drugiej osoby i jej potrzeb jest niezwykle ważne. Chodzi mi o rodzaj wzajemnej uczciwości, szczerości w mówieniu o swoich potrzebach. Nie wiem czy to jest przepis, ale z pewnością są to rzeczy, które dla mnie są ważnym elementem dobrej relacji.

Byłaś jedną z gwiazd tegorocznego festiwalu w Opolu, oddałaś hołd swoim rodzicom, Annie Jantar i Jarosławowi Kukulskiemu. Przeprowadziłaś wywiad ze swoją mamą. Często z nią rozmawiasz?

- Czasami myślę sobie o niej, myślę sobie do niej. Gdy byłam w ciąży z małą Anią, czyli 15 lat temu, napisałam piosenkę "Po tamtej stronie". Napisałam, że "po swojemu ciebie znam, myślę, że właśnie taka mogłabyś być jaką stworzyłam, gdy brakowało mi ciebie". Myślę, że tak dokładanie jest. Gdzieś mam jej obraz i czasem mogę się do niego odnosić. Jeśli chodzi o to, co się wydarzyło w Opolu, o tę moją z nią rozmowę, to był absolutnie mój pomysł. Bardzo się cieszę  że o to zapytałaś, bo po występie pojawiły się informacje, że dałam się na to namówić. Otóż nikt mnie do tego nie namawiał. Konrad Smuga, reżyser, zaproponował, żebyśmy zrobili ten koncert razem i ja nie chciałam wchodzić w tę propozycję schematyczne. Nie chciałam śpiewać piosenek mamy dlatego, że ja już kiedyś oddałam jej hołd muzycznie i dla mnie wielką wartością jest to, kiedy  inni dają jej piosenkom nowe interpretacje i życie.

- Chociaż to nie podoba się niektórym fanom mamy, którzy chcą, aby za każdym razem śpiewać im dokładnie tak, jak robiła to mama. Ja się z tym kompletnie nie zgadzam, bo muzyka żyje właśnie wtedy, gdy daje jej się zupełnie nowe tchnienie. Nie każdemu musi się ona podobać, ale żeby zabierać się za covery, trzeba mieć na nie nowy pomysł. Oryginał już jest i zawsze można do niego wracać. A nowa wersja może dać piosence nowe i inne życie, a przy okazji spowodować, że do twórczości mamy sięgną zupełnie inne osoby i ją odkryją, nie tylko fani.  

- Wracając do mojego wywiadu z mamą podczas koncertu w Opolu - doskonale wiedziałam, że on będzie dla niektórych kontrowersyjny, ale zdecydowanie wolę robić rzeczy kontrowersyjne niż nijakie. Takie, które wywołują emocje. 

- Ponieważ nie chciałam zaśpiewać i nie wyobrażałam sobie prowadzenia tradycyjnej konferansjerki w stylu "a przed państwem w piosence..." pomyślałam, że chciałabym stworzyć wyjątkową i bardzo intymną atmosferę. Wykorzystałam książkę Andrzeja Witko, w której autor zebrał różne wywiady mojej mamy, zarówno te radiowe, telewizyjne, jak i prasowe. Wybraliśmy fragmenty rozmów, które byłyby ciekawe, jako podprowadzenie pod piosenkę i pod jej nastrój. Postanowiłam się wcielić w mamę. Nagraliśmy rozmowę w ten sposób, że wystąpiłam w podwójnej roli. Ja, zamiast dziennikarza, zadawałam pytania, na które ona już kiedyś odpowiadała, i ja, jako moja mama, na nie odpowiadałam. Zależało mi na tej intymnej rozmowie i była dla mnie naprawdę metafizycznym przeżyciem. Wiem, że bardzo wiele osób wzruszyło to nagranie, wiem też, że niektórych skonsternowało lub nawet oburzyło. To był mój pomysł i wydaje mi się, że na takie połączenie mogłam sobie pozwolić, jako córka. To tylko konwencja. Na scenie mogą dziać się rzeczy, które są nierealne. Ten koncert był całkowicie na moich zasadach. Jestem bardzo wdzięczna reżyserowi, że uszanował moje podejście i dał mi wolną rękę. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama