Przejdź na stronę główną Interia.pl

Nasi mężczyźni - jak się zmienili przez ostatnie 20 lat

Zajmują się dziećmi

Reklama

Statystyki potwierdzają, że dzisiejsi tatusiowie coraz więcej czasu spędzają z dziećmi. 28 proc. codziennie odwozi lub przywozi je ze szkoły, 36 proc. pomaga w odrabianiu lekcji. Prawdziwa rewolucja wydarzyła się jednak... na oddziałach położniczych. Nie tak dawno panowie praktycznie nie mieli tam wstępu, dziś coraz częściej uczestniczą w narodzinach potomka.

- Porody rodzinne to błogosławieństwo dla więzi emocjonalnej z dzieckiem - stwierdza psycholog rodzinny Agnieszka Strzembosz. - Mężczyźni, którzy tego doświadczyli, uważają to za najpiękniejsze wydarzenie w swoim życiu. A ojciec, który przeciął pępowinę i trzymał w ramionach nowonarodzone maleństwo odważniej zajmuje się nim w domu, nie boi się go.

W Polsce na porody rodzinne decyduje się miej więcej jedna trzecia par. Nie wszystkie placówki oferują taką możliwość, niektóre pobierają dodatkowe opłaty. Zdarza się też, że mama wcale nie chce męża na porodówce. Za to wszystkie oddziały położnicze otworzyły drzwi dla odwiedzających tatusiów.

Możemy już zapomnieć o czasach, kiedy nie wpuszczano tam nawet najbliższej rodziny. - Ten bezsensowny zakaz sprawiał, że pierwsze chwile z dzieckiem spędzała tylko matka - stwierdza Agnieszka Strzembosz. - Nie mogła podzielić się swoją radością, ale też nie miała wsparcia. A mąż? Zamiast być przy żonie... opijał z kolegami "pępkowe"!

Ojciec, który widzi żonę i maluszka niedługo po narodzinach, czuje się ważny, a nie odsunięty na bok. To wzmacnia jego poczucie odpowiedzialności za rodzinę. Świadome ojcostwo jest z pewnością hitem ostatnich lat. Zauważył to nawet rząd, ustanawiając urlopy ojcowskie. - To na razie nowość, trzeba czasu, by stało się modne. - Mężczyznom trudno przełamać wstyd i powiedzieć szefowi, że chce się przez tydzień pobyć z maluchem w domu. Ale zmiany idą w dobrym kierunku - podsumowuje Agnieszka Strzembosz.

- Do niedawna małym dzieckiem zajmowała się głównie matka, bo uważano, że tylko kobieta jest w stanie wczuć się w jego potrzeby. To oczywista bzdura, ojcowie świetnie sprawdzają się w roli opiekunów i daje im to ogromną satysfakcję.

Są partnerami

Zadbany, pachnący... przewijający z czułością niemowlę... robiący zakupy... rozumiejący kobiece potrzeby... A gdzie wojownik, otaczający nas męskim ramieniem? Siłacz, przy którym czujemy się bezpiecznie? Spokojnie, naszym panom daleko do typu zniewieściałego. A moda na metroseksulanych na szczęście zupełnie się w Polsce nie przyjęła. Mamy za to u boku coraz częściej partnera z prawdziwego zdarzenia. Zajął miejsce typu macho, oczekującego obsługi i bezwzględnego podziwu. -Tradycyjny model związku odchodzi w cień, bo po prostu zmienia się otaczający nas świat - podsumowuje Beata Błędowska. - Ale zawsze znajdzie się w nim miejsce na szczęśliwą rodzinę, w której wszyscy traktują się z szacunkiem. Współcześni mężczyźni o tym wiedzą. Choć czasem jeszcze trochę tęsknią za starym, wygodnym dla nich wzorcem pana i władcy. Ale nie mają wyjścia: typ macho nas już nie kręci.

Nie chcą dorosnąć...

W miejsce macho pojawił się jednak inny, równie nieciekawy model. To mężczyzna, który za żadną cenę nie chce dorosnąć, wieczny chłopiec. Panowie z tzw. syndromem Piotrusia Pana jak ognia boją się odpowiedzialności. Lubią za to przyjemności, dogadzanie sobie.

Często mają jakieś wyszukane, kosztowne hobby, są fanatykami technicznych nowinek czy sportów ekstremalnych. Bywają świetnymi towarzyszami zabawy, tym bardziej, że uwielbiają kobiety (tak bardzo, że często romansują z kilkoma naraz!). Ale kończą związek, gdy zaczyna się od nich czegokolwiek oczekiwać. Jeśli sami zostają ojcami początkowo się cieszą (jak dzieci!), ale dość szybko nudzą się nową sytuacją i porzucają dopiero co założoną rodzinę.

Łagodniejszy wariant Piotrusia Pana to dorosły facet, który po prostu nie ma ochoty wyprowadzać się z rodzinnego gniazda. I to wcale nie z powodu braku środków, tylko ze zwykłego wygodnictwa. Bo po co zawracać sobie głowę zakładaniem własnej rodziny, kiedy w domu czeka kochająca mama, która opierze, ugotuje i poda pod nos? Tacy faceci to często "ofiary" nadopiekuńczych matek, pozbawieni męskich wzorców. Od partnerek, jeżeli w ogóle decydują się na związek, oczekują opieki i matkowania. Jeżeli więc chcemy mieć dom i dzieci, omijajmy takie egzemplarze szerokim łukiem.

Anna Kowalska

Świat Kobiety, nr 5/2010

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje