Przejdź na stronę główną Interia.pl

Narkotyki? Trochę się boję...

To już dziewiąty raz, kiedy Javier Bardem spotyka się na planie ze swoją żoną Penélope Cruz. W filmie o Pablu Escobarze grają parę kochanków – on narkotykowego bossa, ona popularną w Kolumbii dziennikarkę. „Gdybym miał inną partnerkę, nie poradziłbym sobie z tą rolą” – mówi aktor.

PANI: Filmów oraz seriali o Pablu Escobarze trochę już powstało i wydawało się, że o narkotykowym królu nie da się nic więcej powiedzieć. Ale "Kochając Pabla, nienawidząc Escobara" Fernanda Leóna de Aranoy (w kinach od 15 czerwca) pozwala nam na niego spojrzeć z innej perspektywy: oczami jego wieloletniej kochanki, dziennikarki Virginii Vallejo.

Reklama

Javier Bardem: - Nie widziałem jeszcze w kinie takiego spojrzenia. Na męski świat kamera zawsze patrzy męskim okiem. Nam zależało na tym, żeby pokazać Escobara z poziomu kogoś, kto był bardzo blisko niego, a jednocześnie bardzo daleko, bo pochodził z kompletnie
 innego świata. W przypadku związku Escobara i Vallejo tak właśnie było. On wychował się w totalnej biedzie, ona pochodziła z klasy bardzo zamożnych i świetnie wykształconych Kolumbijczyków. Ciekawiło mnie, co takiego się wydarzyło, że dwójkę tak kompletnie różnych ludzi połączyło płomienne uczucie. Prawdziwa namiętność, która nie wypaliła się przez długie lata i uśpiła czujność Virginii do tego stopnia, że długo nie domyślała się, czym trudni się jej ukochany.

Twórców zazwyczaj interesuje, gdzie podziały się pieniądze Escobara.

- Powstało na ten temat wiele teorii, dokładanie kolejnej byłoby nudne. Zazwyczaj historyjki z dreszczykiem mają banalne rozwiązanie, w przeciwieństwie do historii miłosnych, które potrafią zaskoczyć. Jeśli Vallejo nie kłamie, twierdząc, że nie miała o narkotykowym biznesie Pabla bladego pojęcia, to nie potrafię sobie wyobrazić, jaki szok musiała przeżyć, gdy odkryła prawdę.

A co ciebie najbardziej w nim zaskoczyło?

- Zanim zacząłem dokładniej przyglądać się jego historii, dałem się nabrać na powszechnie funkcjonujący wizerunek Escobara: zbira, który nie cofnie się przed niczym, żeby osiągnąć swój cel, człowieka zepsutego do szpiku kości. A on w gruncie rzeczy był prostą, skromną i uczynną osobą, którą chciwość stopniowo zmieniała w kogoś zupełnie innego. To był biznesowy geniusz, wybitny umysł - szkoda tylko, że niewykorzystany w innych celach niż budowanie narkotykowego imperium. To banał, co teraz powiem, ale dla aktora nie ma ciekawszego wyzwania niż granie postaci, która chce dobrze, ale robi źle, przez co połowa świata jej nienawidzi, a połowa podziwia.

Kręcą cię skrajności?

- Nie tyle skrajności, ile ogromne sprzeczności. Escobar cały się z nich składał. Był kochającym ojcem - jego rodzina stanowiła dla niego świętość, ale nie miał oporów, żeby krzywdzić i rozbijać inne. Bez mrugnięcia okiem osierocał dzieci, odbierał kobietom mężów. Aż trudno uwierzyć, że można być tak bardzo zafiksowanym na punkcie pewnych wartości we własnym domu i jednocześnie te same wartości szargać poza nim.

Jak myślisz, dlaczego tak było?

- Staram się znaleźć odpowiedź na to pytanie od 1998 roku, kiedy po raz pierwszy dostałem propozycję zagrania w filmie o Escobarze. Nie przyjąłem jej wtedy, ale sam Pablo mnie zaintrygował. Zacząłem czytać książki o nim i oglądać poświęcone mu materiały. Z każdą kolejną przeczytaną biografią,  z każdym obejrzanym filmem dokumentalnym moje zainteresowanie jego konstrukcją psychologiczną rosło. Aż w pewnym momencie zrozumiałem, że tym, co go napędzało, była potrzeba wzbudzania respektu. Nigdy zresztą niezaspokojona.

Jak to? Przecież nawet wrogowie zabiegali o jego sympatię.

Ale ich motywacją był strach, a nie szacunek. I Pablo doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Robił wszystko, żeby to zmienić, miał obsesję na tym punkcie, ale jego działania przynosiły odwrotny efekt. Dlatego nigdy nie wiedział, czy może liczyć na autentyczne wsparcie otoczenia, czy ludzie nie odwrócą się od niego przy pierwszej nadarzającej się okazji. Nieustannie bał się zdrady. Jedną z najbardziej dojmujących scen w jego biografii jest ta, kiedy samotnie pali w pokoju milion dolarów, bo nie wie, co z nimi zrobić. Mógłby rozdzielić je między swoich współpracowników, ale nikomu tak naprawdę nie ufa. Dlatego wolał puścić pieniądze z dymem...

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje