Przejdź na stronę główną Interia.pl

Moje dziecko się odchudza

Prawie połowa gimnazjalistek ma za sobą przynajmniej jedną próbę odchudzania się, a wiele z nich kilka. Dla rodziców to sygnał, że powinni być czujni. Pomiędzy zdrową dietą a obsesją na punkcie niejedzenia granica bywa cienka.

Przed ubiegłą wigilią Zosia uporczywie dopytywała Magdę, czy naprawdę musi iść na kolację do babci. - Znowu będzie sałatka z rozgotowanych jarzyn z górą majonezu, ociekający olejem karp i tłusta kapusta - wyliczała z grymasem na twarzy trzynastolatka. - Ohyda! - Daj spokój, barszcz z uszkami przecież lubisz, a reszty nie musisz jeść. Nałożysz sobie odrobinę na talerz, podziubiesz widelcem i nikt nie zauważy, że nie zjadłaś - poradziła córce Magda. - Tylko nie strzelaj focha!

Reklama

Rok później, kiedy siedziały razem w gabinecie psychiatry, matka uzmysłowiła sobie, że tamtego wieczoru dała córce pierwszą lekcję, jak postępować, żeby inni myśleli, że je. To nic, że pomysł był mało oryginalny w porównaniu z tymi, które nastolatka stosowała później. I tak czuła się winna. Także dlatego, że przez kilka dobrych miesięcy nie zauważyła, że z jej córką dzieje się coś niedobrego. A przecież były sygnały ostrzegawcze. Pamięta, jak kiedyś po śniadaniu, sprzątając talerze ze stołu, w kubku Zosi zobaczyła pogryzioną parówkę. Innym razem w szafce odkryła stos kanapek, które codziennie w pośpiechu szykowała jej do szkoły.

- Nie gniewaj się, ale wolę sałatki ze szkolnego sklepiku - powiedziała córka spokojnie. Kiedyś Magdzie przypadkowo wpadła do kosza na śmieci srebrna łyżeczka. Rozgrzebując resztki, natrafiła na ćwiartki obranego jabłka. Zaczęła się zastanawiać, jak znalazło się w koszu, ale zadzwonił telefon. Do głowy jej nie przyszło, że dla córki zjedzenie jabłka ograniczało się do obierek i ogryzka, a mówienie "zjadłam sałatkę" oznaczało "dwa liście sałaty".

Wiosną zauważyła, że Zosia schudła. Wcześniej nie była gruba, po prostu nabrała kobiecych kształtów, a teraz znowu zrobiła się szczupła. Pogratulowała jej silnej woli i ochoczo sfinansowała zakup dwóch par mniejszych dżinsów. Nie robiła problemu, że podczas kolacji córka nakładała na talerz tylko trochę warzyw i mały kawałek mięsa, bo żyła w przekonaniu, że po lekcjach zjada dwudaniowy obiad. Przed wakacjami wezwano ją do szkoły, bo Zosia zasłabła na wuefie. Nastolatka była oburzona, gdy pielęgniarka poprosiła, by weszła na wagę. Odmówiła, twierdząc, że waży się w domu. Pielęgniarka popatrzyła znacząco na matkę i zaleciła wizytę u pediatry. Ale według Zosi zasłabnięcie było efektem zarwanej nocy przed klasówką z fizyki.

Na urlop całą rodziną pojechali do Egiptu. Kiedy pierwszego dnia Magda zobaczyła córkę w bikini, zaniemówiła. Wystające żebra, kości biodrowe, nogi jak patyki.

- Basta! - powiedziała. - Koniec dziwaczenia przy stole! Ale Zosia nie chciała słuchać. Od szwedzkiego bufetu wracała za każdym razem z górą zieleniny skropionej cienkim winegretem. Po awanturze wrzucała na talerz kilka krewetek albo kawałek grillowanej piersi z kurczaka. Na śniadanie zjadała łyżkę płatków fitness z chudym jogurtem i jakiś owoc.

Na kolację znowu zielenina. Magda zmusiła córkę, by w końcu weszła przy niej na wagę. Przy wzroście 170 cm powinna ważyć przynajmniej 58 kg, a wskazówka pokazała 43 kg. Szybko obliczyła BMI - poniżej 15!

Pediatra zlecił morfologię, USG jamy brzusznej i badanie w kierunku celiakii, ale nie czekając na wyniki, powiedział: "Pani córka prawdopodobnie cierpi na anoreksję. To jest choroba potencjalnie śmiertelna. Proszę szybko znaleźć psychiatrę dziecięcego".

Szok, niedowierzanie, wyrzuty sumienia. Dlaczego jej rozsądna, prawie dorosła córka chce się zagłodzić? Kiedy szok minął, zaczęła kojarzyć fakty. Przypomniała sobie, jak kiedyś z którejś z książek córki wypadła kartka z dziwnym spisem: "- Urocze fałdki! - ojciec, - Wreszcie dobrze wyglądasz, buzia taka pełna! - babcia, - Mężczyźni nie lubią pulchnych - ojciec, - Zośka, wciągnij brzuch! - Aśka, - Wielorybom wstęp wzbroniony - chłopaki z klasy".

Zastanawiała się, po co jej była ta lista. Potem dowiedziała się, że córka sięgała po nią, ilekroć czuła wilczy głód. Te słowa sprawiały, że odechciewało się jej jeść. Otuchy dodawały też złote myśli motylków (tak o sobie mówią dziewczyny chore na anoreksję), których pełno na internetowych stronach pro-ana (ana - skrót od anoreksji). Brzmiały mniej więcej tak: "Jedzenie jest oznaką słabości, a ty przecież nie chcesz być słaba", "Wszystko, czego nie zjesz, zbliża cię do ideału", "To, co mnie żywi, niszczy mnie".

Lampka alarmowa

W wieku kilku, kilkunastu lat dziewczyny myślą często: jeśli będę odżywiała się jak matka i babcia, to będę gruba jak one. Dlatego odmawiają jedzenia niezdrowych, tuczących potraw, wolą niskokaloryczne i lekkostrawne dania, o których czytają w gazetach i na kulinarnych blogach. Czasem nawet specjaliście trudno jest rozstrzygnąć, czy zmiana diety jest elementem buntu, efektem edukacji o zdrowym odżywianiu czy symptomem poważnej choroby.

- W głowie rodzica powinna włączyć się lampka alarmowa, gdy nastolatek przejawia swoją odrębność wyłącznie w odniesieniu do jedzenia - uczula pediatra i psychiatra dziecięcy, dr n. med. Gabriela Jagielska. Młodzi ludzie zwykle walczą o autonomię w kwestii późnego powrotu do domu, noclegu u koleżanki, wyboru dodatkowych zajęć czy spędzania wolnego czasu. Dziecko z anoreksją odpuszcza na wszystkich polach - poza jedzeniem. Jeśli oświadcza, że rezygnuje ze słodyczy albo białego pieczywa, to można mu gorąco kibicować. Gdy chce - z przyczyn filozoficznych lub innych - wyeliminować z jadłospisu mięso albo zastąpić krowie mleko sojowym lub migdałowym, to problem bilansowania diety spada na rodzica. To dość trudne, ale wykonalne. Jednak gdy próbuje ograniczyć menu do warzyw i skrawka mięsa ugotowanego na parze, to robi się niebezpiecznie.

Jak postępować w takiej sytuacji? - Zasiadać wspólnie do stołu tak często, jak to jest możliwe, rozmawiać o sprawach dziecka, nie tracić z nim kontaktu i porozumienia. Jeżeli zauważymy zmiany w jego sposobie odżywiania, próbować dowiedzieć się, jakie są motywy zmiany diety i dlaczego wybrało akurat taką - radzi dr Jagielska. Może syn czy córka faktycznie mają nadwagę i źle się z tym czują albo dokuczają im rówieśnicy? Wtedy jak najbardziej warto mądrze wesprzeć ich wysiłki, proponując np. wizytę u dietetyka.

Jeśli jednak utrata wagi jest drastyczna, dieta bardzo wybiórcza, dziecko odmawia wspólnych posiłków albo wymiotuje po jedzeniu, to trzeba koniecznie wybrać się do pediatry, aby ocenić jego stan i ustalić, czy przyczyną zmniejszenia apetytu nie jest choroba somatyczna. Oprócz badań diagnostycznych konieczny jest dokładny wywiad z dzieckiem i rodzicami. Najczęściej to pediatra jako pierwszy sugeruje, że przyczyną są zaburzenia odżywiania. Czasem podejrzewają to sami rodzice albo ginekolog, gdy u dziewczynki zanika miesiączka.

Wtedy dalszą diagnostyką powinien zająć się psychiatra dziecięcy Cezary Żechowski.

- Psycholog nie odpowie na pytania stricte medyczne. Nie zmierzy ciśnienia, tętna, nie zleci niezbędnych analiz i nie poprosi o zdjęcie swetra, pod którym często kryje się kilka warstw ubrań maskujących wystające żebra. Nie stwierdzi powikłań wynikających z niedożywienia i nie zareaguje na nie w odpowiedni sposób. Bywa, że młody człowiek wydaje się mieć świetną kondycję, a ma np. bardzo niski poziom elektrolitów i potrzebuje natychmiastowej pomocy lekarskiej - tłumaczy dr Żechowski.

Radzi, by wizyty u psychiatry nie odkładać, bo na początku choroby, gdy symptomy nie są nasilone, jest spora szansa, że ustąpią w miarę szybko. Z czasem objawy się nasilają. Myśli o tym, co zjeść, a czego nie, co ma ile kalorii i jak oszukać rodziców, że się coś zjadło, coraz bardziej absorbują człowieka - mogą zajmować nawet 80-90 proc. czasu. Skutki choroby zaczną odbijać się negatywnie na sferach życia niezwiązanych z jedzeniem: samoocenie, umiejętności radzenia sobie ze stresem, relacjach z rodziną, przyjaciółmi i rówieśnikami.

Anoreksja - wina rodziców? Czytaj na następnej stronie!

Dowiedz się więcej na temat: odchudzanie

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje