Przejdź na stronę główną Interia.pl

Misja specjalna

Justyna (ta, która zostanie dermatologiem): Trafiła mi się asysta przy porodzie przez cesarskie cięcie. Na widok rozrywanych ręcznie mięśni (lepiej się goją niż przecięte), ręki szukającej główki niemowlaka w brzuchu, chlustających wód płodowych zmieszanych z krwią, bo nie ma czasu, by tamować krwawienie, zemdlałam. Prawdę mówiąc, już pod koniec studiów też o mało nie straciłam przytomności. Na zajęciach z medycyny sądowej pokazywano nam tzw. świeże zgony. Wielka sala z mnóstwem ciał: wisielców, motocyklisty i zwłok po tygodniu znalezionych w domu. Ten zapach ciężko opisać, ciężko zmyć z włosów, zapomnieć. Używałam wtedy perfum Cacharel. Do dziś, gdy czuję je na kimś,"widzę" zwłoki. Efekt - zostanę dermatologiem.

Reklama

Agata (robi specjalizację z kardiochirurgii): Wiedziałam, co mnie czeka. W liceum poprosiłam znajomą lekarkę, by wzięła mnie na salę operacyjną. To była magia, spektakl. Białe kostiumy, maski, dźwięki Mozarta - w sali był magnetofon. Podczas studiów pojechałam do szpitala w Aninie obejrzeć operację kardiochirurgiczną. W otwartej klatce piersiowej zobaczyłam bijące serce. Poczułam, że inny rodzaj chirurgii już mnie nie interesuje.

Hierarchia

Praca dla wnuka ordynatora

Magda: Profesor co dzień wręczał mi swój notes na obchodzie, musiałam go za nim nosić. Czułam się upokorzona. Wkrótce zorientowałam się, że to zaszczyt - studenci i stażyści wyrywali sobie teczki, notesy profesorów, byle je potrzymać przez chwilę i podać w odpowiednim momencie. Hierarchia jest taka: pan profesor, adiunkci, zwykli lekarze, rezydenci bez specjalizacji, na samym końcu stażyści i studenci, którzy nawet nie mają prawa przebywać w dyżurce z lekarzami. Profesorowie reagują dopiero, gdy trzy razy się skłonisz: "Tak jest, panie profesorze!". Poddaństwo na każdym kroku - uczysz się tego od pierwszego dnia. I jeszcze, że predyspozycje "genetyczne" czynią cuda - kilku kiepskich studentów z mojego roku dostało się na najbardziej oblegane specjalizacje, robią doktoraty. Po prostu są dziećmi znanych lekarzy, ja - pierwszym w rodzinie.

Ewa: "Proszę postawić pieczątkę na wypisie", powiedział mi ordynator przy łóżku chorego. Nie miałam pieczątki przy sobie. "Nie nosi pani najważniejszej dla lekarza rzeczy?!", usłyszałam i bąknęłam: "Najważniejsza dla lekarza jest chyba jego głowa?". A ordynator: "To niech pani pier... głową w ten wypis!".

Dorota: Odprawy w szpitalach trwają godzinę, a zdarza się, że o pacjentach mówi się dwadzieścia minut. Pozostały czas zajmują narcystyczne popisy, np. profesor, którego konik to tenis, wyzywa studentów od debili, jeśli nie wiedzą, które miejsce, na jakimś turnieju zajęła kilka lat temu Kurnikowa.

Seksizm

Kobieta, czyli pani doktorowa

Magda: Na bloku operacyjnym unoszą się opary testosteronu. "Kobieta może być najwyżej doktorową, a nie doktorem!", słyszą dziewczyny w czasie stażu z ortopedii, a profesorowie preferują do asysty przy zabiegach głównie chłopaków.

Dorota: Tak, kobieta rzeczywiście musi się uprzeć, by zostać chirurgiem. Na stażu profesor stawiał pasjansa na komputerze, a nam kazał wypełniać dokumentację jego pacjentów. Cóż, dzięki temu dziś nie zdarza mi się nic skreślać, pomylić w karcie.

Agata: Na kardiochirurgii pracuję z mężczyznami. Nikt nigdy nie skrytykował mnie tylko dlatego, że jestem kobietą. Może się pilnują, a może szanują - przez trzy ostatnie lata studiów jeździłam do tego do szpitala oglądać operacje. Mankamentem pracy z mężczyznami jest niewiele wspólnych tematów poza medycyną. Faceci nie martwią się też, czy dziecko ma katar, jak poszła klasówka - od tego są żony, opiekunki.

Magda: Pamiętam, gdy podczas jednej z operacji stałam "na hakach" (przytrzymywanie rozciętego fragmentu ciała - red.), a zazwyczaj do niczego więcej młodzi lekarze nie są dopuszczani. Chirurdzy dyskutowali, w jakiej bieliźnie bym świetnie wyglądała. Nie mogłam odejść, pacjent był na stole. Uznałam, że specjalizacja zabiegowa to nie dla mnie, że nie będę pracować z chamami. Ochłonęłam, wkrótce aplikuję na laryngologię.

Maria: Oficjalnie nie ma dyskryminacji kobiet w medycynie, ale praktyka wygląda tak: w trakcie specjalizacji zostałam mamą, więc wydłużono mi ją o czas, który spędziłam na macierzyńskim. Odwoływałam się, bo nie wykorzystałam równoważnej liczby dni urlopu wypoczynkowego. Powiedziała, że koledzy, którzy jeździli na wakacje, nie przepracowali ani dnia więcej niż ja. W Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego usłyszałam: "Mężczyzna na wakacjach myśli o pracy, a kobieta na macierzyńskim na pewno nie, więc pani specjalizacja powinna trwać dłużej".

Misja

Dla takich chwil warto żyć

Magda: Dwa tygodnie temu trafiła do mnie pacjentka z bólem ręki. Była blada, bałam się, że to zawał, ale EKG nic nie wykazało. Starszy lekarz doradził: "Puść ją do domu", a ja skierowałam ją do szpitala. Kilka dni temu wróciła z bukietem kwiatów: "Pani doktor, za uratowanie życia!". To jednak był zawał.

Ewa: Do mnie na izbę przyjęć trafił dwudziestolatek z dusznością. Wysłałam go na rentgen, choć starszy lekarz zawyrokował "nerwica", a pielęgniarka krzyczała, że marnuję pieniądze na badania. To była odma - ten chłopak był umierający.

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje