Reklama

Reklama

Mirosława Kątna: Nie ma trudnych dzieci, są trudni dorośli

- Żadne dziecko nie rodzi się złe, podłe czy niemiłe. Specjaliści szacują, że dwa do trzech procent populacji dziecięcej, w wyniku mikrouszkodzeń w centralnym układzie nerwowym, może mieć zaburzenia emocjonalne i sprawiać kłopoty wychowawcze. Inne badania pokazują, że na poziomie szkoły podstawowej około 30 proc. dzieci stwarza poważne problemy wychowawcze. Skąd taka diametralna różnica? To my, dorośli, "popsuliśmy" te dzieci - rodzice, nauczyciele, media - tłumaczy psycholog Mirosława Kątna, autorka książki "Smaki dzieciństwa".

Maja Jaszewska, Styl.pl: Pani najnowsza książka "Smaki dzieciństwa" - wbrew powszechnym wyobrażeniom utożsamiającym dzieciństwo ze słodką beztroską - pokazuje, że często bywa ono gorzkie, słone i kwaśne, do czego przyczyniamy się my, dorośli.

Reklama

Mirosława Kątna: - Długo zastanawiałam się, jak tę książkę zatytułować. Pomyślałam sobie, że dzieciństwo jest takim czasem, który powinien się kojarzyć - i większości z nas się kojarzy - z czymś ciepłym, bezpiecznym i dobrym. Niesie też ze sobą wspomnienia różnych smaków. Czasami coś nam zapachnie i zasmakuje tak, że myślimy z uśmiechem: ten kisiel smakuje dokładnie tak, jak mama czy babcia gotowały. I wtedy ten powrót jest miły i dobry. Ale bywa też, że stopklatka jest smutna i przypomina nam, jak łkaliśmy w poduszkę, jak się baliśmy.

- Smak łez jest obrzydliwy. One są gorzkie i słone, a kiedy jest ich za dużo, dławią w gardle i pieką na twarzy... Niestety ten smak towarzyszy wielu dzieciom. Jako dorośli jesteśmy sprawczy i potrafimy poradzić sobie z bolesnymi sytuacjami. Możemy znaleźć klin na smuteczki, pójść po pomoc do terapeuty czy wyjść z sytuacji, która nas rani. Dziecko jest bezradne i skazane na nas. Dlatego zwracam się w tej książce do dorosłych, przede wszystkim do rodziny, nauczycieli i obserwatorów różnych sytuacji, w których dziecku dzieje się krzywda.

Warto zaznaczyć, że "Smaki dzieciństwa" to nie poradnik.

- Dlatego nie wypowiadam się w niej jako psycholog. Na koniec każdej historii zamieściłam jedynie króciutką refleksję podsumowującą. Uważałam, że każde z opowiadań o konkretnym dziecku i jego historii samo się obroni. Nie muszę tych sytuacji analizować. Wszystkie opisane sytuacje wydarzyły się naprawdę. Kiedyś rozmawiałam z moim przyjacielem chirurgiem, pytając go jak sobie radzi z obciążeniami psychicznymi w swojej pracy. Powiedział, że pomaga mu to, że widzi jedynie pole operacyjne i stara się jak najlepiej po nim poruszać. Nie może w trakcie pracy myśleć o operowanym człowieku, boby zwariował. Ja niestety muszę widzieć całość. W efekcie, nawet po latach, pamiętam twarze dzieci, ich imiona i trudne sytuacje, w których starałam się im pomóc.

- "Smaki dzieciństwa" to mój wewnętrzny krzyk, czasami złość na świat dorosłych. Chciałam pobudzić sumienia i niektórych rodziców, dorosłych, decydentów, opiekunów zapytać: "Dlaczego robisz to swojemu dziecku czy dziecku, które ci powierzono pod opiekę?". Pragnę tą książką z całą mocą zaapelować do dorosłych: "Zastanówcie się, co robicie! Czy aby na pewno jesteście wystarczająco dobrzy, czy dajecie dziecku to, co jest niezbędne, aby miało dobre, budujące jego siłę dzieciństwo?".

Dla mnie ta książka to lustro przystawione dorosłym do twarzy. Odbicie nie daje powodu do zadowolenia, tylko budzi wstyd i gorzką refleksję, że powinniśmy jak najszybciej zmienić swoje zachowanie.

- Dokładnie taki był mój cel - zwiększyć uważność i pobudzić do refleksji. Większość historii, które opisałam, nie dotyczą ciężkiej patologii i twardej przemocy. Przedstawiłam sytuacje typowe dla tak zwanej "normalnej" rodziny. Powszechnie się uważa, że dzieciom dzieje się krzywda jedynie w rodzinach głęboko dysfunkcyjnych. Tymczasem z mojego doświadczenia zawodowego wynika, że dobrzy rodzice często z braku wiedzy, niewystarczającej ilości czasu, braku empatii spowodowanym chłodem emocjonalnym wyniesionym z własnego domu rodzinnego, uważają, że jeśli ich dziecko ma dostatni dom, w którym na poziomie materialnym niczego mu nie brakuje, to znaczy, że ma wszystko, co jest mu potrzebne do szczęścia. A to nie jest prawda. Dlatego zwracam się do rodziców: bądź uważny i jeśli masz jakąkolwiek wątpliwość, a masz prawo ją mieć, nie wstydź się i nie bój porozmawiać ze specjalistą. Wątpliwości dobrze świadczą o dojrzałości rodzicielskiej.

Większość rodziców jest zdania, że korzystanie z pomocy pedagoga czy psychologa jest dla nich dyshonorem i ujmą na ich rodzicielskim wizerunku.

- Do dziś na sugestię rozmowy z psychologiem często słyszę: "Co pani sobie myśli - że moje dziecko to wariat?!". Pokutuje w tym względzie straszny stereotyp i jego skutki bywają dramatyczne. Na sto spraw rozwodowych, jeżeli znalazłabym 10 przypadków rodziców, którzy zanim podjęli decyzję o rozstaniu, najpierw skonsultowali z psychologiem jak się rozstać, żeby ochronić dziecko, byłby to wspaniały wynik.

- Rozwodzące się pary pierwsze kroki kierują do adwokata, a drugie do sądu. Emocjonalna ochrona dziecka zazwyczaj nie jest brana pod uwagę. W większości przypadków rodzic przychodzi po to, żeby się dowiedzieć, jak wyszarpać dziecko, jak pozbawić drugiego rodzica rodzicielstwa. Najchętniej kupiłby mu bilet w kosmos. Rodzice masowo walczą ze sobą poprzez dziecko i przy użyciu dziecka. To pokazuje, jak strasznie słaba jest świadomość emocji dziecka i jego potrzeb psychicznych.

Ostatnio pewien ojciec, oburzony sugestią, że warto poszerzać swoje kompetencje wychowawcze, powiedział mi, że bywają dzieci trudne i żadne teorie wychowawcze tu nie pomogą.

- Nie ma trudnych dzieci, są trudni dorośli. Żadne dziecko nie rodzi się złe, podłe czy niemiłe. Specjaliści szacują, że dwa do trzech procent populacji dziecięcej, w wyniku mikrouszkodzeń w centralnym układzie nerwowym, może mieć zaburzenia emocjonalne i sprawiać kłopoty wychowawcze. Ale jak się szybko zdiagnozuje i wdroży rehabilitację, części z tych dzieci da się pomóc. Inne badania pokazują, że na poziomie szkoły podstawowej około 30 proc. dzieci stwarza poważne problemy wychowawcze. Skąd taka diametralna różnica? Co się w międzyczasie stało, że ten procent tak wzrósł? To my, dorośli, "popsuliśmy" te dzieci - rodzice, nauczyciele, media.

- Zazwyczaj psujemy dzieci kompletnie tego nieświadomi. Nie chcę nikomu zarzucać premedytacji. Rodzice kochają swoje dzieci jak umieją, jak ich nauczono i jakie mają w sobie pokłady dobrej, zdrowej emocjonalności. Niestety nie zawsze zostali nauczeni wystarczająco i nie zawsze są wystarczająco dojrzali emocjonalnie. Kochają więc i często nieświadomie bardzo krzywdzą.

Badano kompetencje wychowawcze polskich rodziców i wyniki są następujące - 17 proc. nie zaliczyło testu, 41 proc. ma wiedzę zaledwie mierną, a jedynie 8 proc. dobrą wiedzę na temat wychowania i rozwoju dziecka. Dlaczego wyniki są tak kiepskie? Czy przyczyną nie jest sakralizacja rodziny i macierzyństwa? Skoro coś jest święte, nie trzeba tego poprawiać.

- To jest pytanie bardzo bliskie mojemu sercu. Pod strzechy wdarła się już wiedza dotycząca pielęgnacji dziecka. Przeciętna matka wie, że dziecka nie kąpie się raz w tygodniu, tylko codziennie, wie o konieczności szczepień, o tym, jak cenne jest karmienie piersią. Inna rzecz, czy stosuje tę wiedzę, ale ma ją z różnych mediów. Z dostępnością wiedzy o mądrym wychowaniu i kompetencjach rodzicielskich nie jest już tak dobrze. Jest dostępna w Internecie i księgarniach, ale traktowana jest często jak wymysły nawiedzonych psycholożek.

- Dzieci są hodowane, a nie wychowywane. Wiedza o świadomym wychowaniu dziecka, o jego emocjach i rozwoju psychicznym znajduje się na takiej półce, na którą przeciętna statystyczna polska rodzina nie sięga. Poważnym czynnikiem tej niechęci jest to, co wpaja polski Kościół katolicki, że rodzina jest tabu i świętością, a każda matka na wzór Maryi jest uosobieniem wzorcowego macierzyństwa. W związku z tym rodzinnych brudów nie wynosi się na zewnątrz i wara komukolwiek do wchodzenia w sprawy rodziny. A moja teoria jest taka, że świętością w rodzinie jest dziecko, bo ono jest najsłabszym jej ogniwem. I rzeczywiście, dobra rodzina, realizująca wszelkie potrzeby dziecka, nie potrzebuje żadnej interwencji.

Czego potrzebuje rodzina z problemami - czytaj na następnej stronie >>>

Dowiedz się więcej na temat: Mirosława Kątna | psycholog | dzieci

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje