Przejdź na stronę główną Interia.pl

Miłość z biura matrymonialnego

Każdy pragnie miłości. Czasem tylko trudno ją znaleźć. Tu nie chodzi o romantyzm, ale o znalezienie kogoś, z kim fajnie nam iść przez życie - mówi Magdalena Witkiewicz, która wraz z Alkiem Rogozińskim wydała książkę "Biuro M.".

On - życiowy pechowiec. Czego się nie tknie, zamienia w katastrofę. Na szczęście, zawsze może liczyć na pocieszenie w kobiecych ramionach.

Ona - kiedyś całkiem ładna dziewczyna, dziś ukryta pod kilkoma warstwami szaroburych swetrów i strasząca wiecznie naburmuszonym wyrazem twarzy. Nie wierzy w miłość i związki. Jedynym mężczyzną w jej życiu jest pozbawiony męskości kot.

Reklama

Bohaterowie książki Magdaleny Witkiewicz i Alka Rogozińskiego "Biuro M." zaczynają pracę w biurze matrymonialnym, prowadzonym przez szefową z piekła rodem. I choć wydaje im się, że ich zajęcie będzie miłe, proste, a nawet nieco nudne, to szybko przekonują się, że kojarzenie par to wyjątkowo trudne zadanie. I że można przy nim nie tylko przeżyć przygody jak z filmu grozy, to jeszcze nabrać wątpliwości, czy w dzisiejszych czasach romantyzm to coś więcej niż tylko hasło w słowniku...

Wasza książka "Biuro M." to najlepsza komedia o miłości czy satyra na współczesny romantyzm?

Magdalena Witkiewicz: - Chciałabym napisać, że współczesny romantyzm, ale jak się pisze książkę z Alkiem, to wiadomym jest, że historie będą opowiedziane z przymrużeniem oka. Poszukiwanie miłości jest też pokazane w krzywym zwierciadle. Moja bohaterka również twierdzi, że nie potrzebuje miłości. Ale... Któż jej nie potrzebuje?

Alek Rogoziński: - Mam nadzieję, że udało nam się to wypośrodkować. "Biuro M." jest komedią, ale też i próbą spojrzenia, oczywiście w krzywym zwierciadle, na kwestie stosunków damsko-męskich i pułapek, jakie czają się na ludzi, którzy w obecnych czasach szukają miłości za pośrednictwem biur matrymonialnych - i tych stacjonarnych, i tych wirtualnych. Z tym drugimi jest jeszcze gorzej, bo Internet to teatr iluzji, w którym można wykreować dowolną sztukę, która potem może zostać boleśnie zweryfikowana przez rzeczywistość. Człowiek rozkoszuje się podniecającą wizją, że koresponduje z atrakcyjną trzydziestolatką, a tymczasem po drugiej stronie łącza komputerowego siedzi brzuchaty sześćdziesięciolatek-fetyszysta z sumiastym wąsem.

Jak się pisze książkę w duecie? Czy potrzebna jest "literacka chemia"?

MW: - Oj, zdecydowanie tak! Czasem z Alkiem rozumiemy się bez słów, chyba ani razu się nie pokłóciliśmy, za to zdarzało nam się dzwonić do siebie, czytać wzajemnie na głos właśnie napisane fragmenty i zaśmiewać się do łez.

AR: - Zawsze powtarzam, że aby napisać z kimś książkę, to najpierw trzeba z nim skonsumować beczkę soli i ukraść kilka koni. I tak prawie było w naszym przypadku. Tyle, że beczkę soli zastąpiliśmy sernikami i niepowtarzalną tartą z buraczkami i serem pleśniowym, serwowaną przez naszego przyjaciela Pawła, który zawsze przy okazji pilnuje terminów naszych książek, to znaczy stoi nad nami z batem i nas pogania. A zamiast koni skradliśmy kilka czytelniczych serc. Magda zdecydowanie więcej!

Jakim partnerem (do pisania) jest Alek?

MW: - Groźnym! Ja się tak bardzo boję, że on się na mnie obrazi, gdy nie piszę, że w końcu się sprężam i piszę. Alek też jest cierpliwy. Wcale się nie denerwuje, gdy terminy gonią, a ja nie jestem jeszcze w połowie drogi. Ba, nie jestem nawet na jej początku! Poza tym bardzo chce wrzucać elementy kryminalne w książki, bo według niego w obyczajówkach się "nic nie dzieje". Jak to się nic nie dzieje? A miłość? Nie chce mi pozwolić zakochiwać wszystkich bohaterów i bardzo chce, by chociaż jeden (a najlepiej wszyscy) był czarnym charakterem.

A jaką partnerką (do pisania) jest Magda?

AR: Cudownie nieznośną. Magda jest chodzącym fajerwerkiem pomysłów i jedną z najbardziej kreatywnych pisarek, jakie znam. Cudownie i pewną ręką kreśli też charaktery postaci. Ale ma zupełnie inny styl pracy niż ja. Staram się być systematyczny, a Magda pracuje zrywami. W sumie kiedy ja mam napisane pół książki, Magda dalej się zastanawia, czy jej bohaterka powinna mieć piegi i jaki to może mieć wpływ na decyzję, którą musi podjąć w siedemnastym rozdziale. I gdy ja powoli wpadam w stan przedzawałowy, nadchodzi chwila, kiedy Magda siada do komputera i błyskawicznie nadrabia zaległości w pisaniu. No, ale zanim nastąpi ów magiczny moment, czasem bywa między nami nerwowo!

Kogo czytelnicy spotkają w Biurze M.?

AR: - Główne postaci są dwie. Barbara, która nie wierzy w miłość, a w biurze matrymonialnym zatrudnia się tylko dlatego, że nie ma wyboru. I Jacek, życiowy pechowiec, którego do biura kieruje urząd pracy. Oboje trafiają do firmy, którą zarządza szefowa z piekła rodem. W tym samym miejscu znajduje się jeszcze sklep zielarski i gabinet wróżb. Pracujące tam osoby są bohaterami drugoplanowymi, ale staraliśmy się, żeby też zapadły w pamięć. Chyba się udało, bo w jednej z pierwszych recenzji przeczytaliśmy, że dialogi między zielarzem i wróżką są najbardziej zabawne.

MW: - Będą też niespodzianki! Czyli bohaterowie z naszych innych książek!

Biurem M. zarządza szefowa z piekła rodem. Znacie takie?

AR: - Magda nie ma już szefowych, więc chyba lepiej, jak ona odpowie na to pytanie. Ja za bardzo mógłbym podpaść swoim szefowym, a mam ich nad sobą, jak to w korporacji, baaaaaardzo dużo...

MW: - Aż takich to chyba nie! Zastanawiam się, czy ja miałam straszną szefową. Szefowej nie, ale reszta jest milczeniem!

Czy w dobie portali randkowych ludzie korzystają jeszcze z biur matrymonialnych? Znacie przykład takiego związku?

AR: - Przed rozpoczęciem pisania książki, zrobiłem research i byłem zaskoczony, jak wielkim zainteresowaniem cieszą się ciągle biura matrymonialne. Ale z drugiej strony, chyba rozumiem, co jest tego przyczyną. Jesteśmy coraz bardziej zabiegani, mamy coraz mniej czasu nie tylko dla innych, ale nawet dla siebie samych, a w Internecie prędzej spotkamy kandydatki czy kandydatów na jednorazowy "numerek" niż poważny związek. Dlatego część z nas woli skorzystać z usług profesjonalistów, którzy mają doświadczenie w łączeniu ludzi w pary.

MW: - Wiem, że korzystają. Choćby "szybkie randki" są ostatnio bardzo modne. Każdy pragnie miłości. Czasem tylko trudno ją znaleźć. Tu nie chodzi o romantyzm, ale o znalezienie kogoś, z kim fajnie nam iść przez życie.

Co myślicie o miłości, romantyzmie i związkach we współczesnym świecie?

MW: - Kocham romantyzm i wszelakie romantyczne działania. Jednak życie rządzi się swoimi prawami i nie każdy bohater romantyczny nadaje się na partnera życiowego. Ale tak czasem by się chciało tańczyć pod gwiaździstym niebem, czy być obsypywaną kwiatami. A tu proza życia. Wspólny kalendarz w sieci i wizyty z dzieckiem u lekarza. A kwiaty? Kwiaty na działce i na balkonie. Ale to też ma swój urok.

Co doradzilibyście przyjaciółce / przyjacielowi, którzy chcieliby pójść do biura matrymonialnego?

MW: - Idź! Szukaj! Uśmiechaj się, na pewno ktoś, gdzieś na ciebie czeka!

A wy? Jak znaleźliście swoją miłość?

AR: - Dzięki głosowi. Prowadziłem audycję w radiu i mój głos trafił pewnego wieczoru do właściwych uszu. I tak to się zaczęło...

MW: - Wspólny znajomy i sklep rowerowy! Podwiozłam tam mojego męża, bo kupował coś do roweru. A rok później impreza i spacer nad morze o 5. rano. O matko! Mój mąż kiedyś był romantyczny!

Czy wierzycie w miłość na całe życie?

AR: - Jestem niepoprawnym romantykiem, więc powiem, że mam szczerą nadzieję, że takie się zdarzają. Nawet w tym cynicznym, coraz mniej romantycznym świecie, w jakim teraz żyjemy.

MW: - Wierzę. Ale trzeba o nią dbać i ją podlewać. Jak kwiaty. I trzeba dbać o drobiazgi. Bo one składają się na całość.

Dajcie kilka rad czytelnikom - trzy najpiękniejsze miejsca na randkę to?

AR: - Nie będę chyba zbyt oryginalny, jeśli na pierwszym miejscu wymienię Paryż. Ale to miasto faktycznie ma magiczną atmosferę, która sprzyja romantycznym uniesieniom i przepojona jest zmysłowością. Podobnie jak Rzym, mój typ numer dwa. I wreszcie, żeby wykazać się choć odrobioną modnego ostatnio patriotyzmu - na trzecim miejscu postawię polskie Mazury. Pierwsza randka na łódce na którymś z pięknych polskich jezior - to byłoby to dopiero oryginalne rozpoczęcie znajomości!

MW: - Przy kominku. Obojętnie gdzie, ale przy kominku. Ogień daje takie fajne ciepło, blask i od razu robi się romantycznie. Poza tym spacer po lesie i nad jeziorem. I może jeszcze plaża nad morzem. A potem ta kolacja przed kominkiem!

Trzy najpiękniejsze zdania, które koniecznie trzeba powiedzieć osobie, którą kochasz?

AR: - Każdy powinien usłyszeć: "Kocham cię" - choć raz na jakiś czas. A poza tym nauczono mnie, że miłość wyrażają czyny, a nie słowa. I tego się trzymam.

MW: - Nie trzeba mówić. Ale fajnie jest słyszeć, że się jest kochanym.

Trzy perfekcyjne dania na randkę?

AR: - Jak pokazywał film "9 i pół tygodnia" czasem wystarczą truskawki i kostka lodu. A tak serio - na pewno sałatka z owocami morza, bo są doskonałymi afrodyzjakami. Albo czekoladowe fondue z owocami. I w każdym wariancie obowiązkowo dobre, czerwone wino!

MW: - O matko! To, co lubimy! Z mężem chodzimy na sushi. Jeszcze mam kilka propozycji, ale może ktoś będzie to czytał przed dwudziestą drugą. (śmiech)

Trzy sposoby na rozpoznanie, że to ta właściwa osoba?

AR: - Tu akurat nie ma żadnej reguły i nie można zawczasu opracować żadnych sposobów. Chemia czasem działa bowiem niezależnie od człowieka. Po prostu spojrzy się na kogoś i wie się, że to "ta/ten". I wtedy człowiek już niewiele jest w stanie zrobić...

MW: - A tego to chyba nigdy nie wiemy. Cieszmy się tym, że tu i teraz jesteśmy razem, bądźmy za to wdzięczni i patrzmy z nadzieją, że będzie tak zawsze. I troszczmy się o to. Będzie dobrze!

"Biuro M.", Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński. Wydawnictwo Filia. Premiera: 23 maja 2018 r.

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje