Przejdź na stronę główną Interia.pl

Mazolewski&Urbaniak: My i nasze muzy

​Obaj wyszli na s cenę, mając po dziewięć lat. Dziś jeden jest legendą, drugi - na dobrej drodze do przejścia do historii polskiego jazzu. Michał Urbaniak i Wojtek Mazolewski w szczerej rozmowie o miłości, rozstaniach i o tym, jak trudno żyć z jazzmanami. Przeczytaj fragment rozmowy Izy Michalewicz z Michałem Urbaniakiem i Wojtkiem Mazolewskim.


Iza Michalewicz: Gdzie się poznaliście?

Reklama

Michał Urbaniak: Na jakimś "dżemie" (jam session - red.).

Wojtek Mazolewski: To było "Męskie Granie", ale nie pamiętam, który rok. Bardzo lubię liczyć do przodu, a nie do tyłu. To, co już minęło, nie jest aż tak ważne. Najważniejsze to, co tu i teraz, albo co będzie.

Michał, powiedziałeś kiedyś, że granie jazzu jest jak przechodzenie po wąskiej kładce nad przepaścią. Dlaczego?

M.U.: Jazz to jest życie i jak się już na tę kładkę wchodzi, to zapomina się o wszystkim i liczy się tylko muzyka. Ale z tej kładki bardzo łatwo spaść, a jak się czasem spada, to jest nawet pouczające. Bo nie ma muzyki bez popełniania błędów. Każdy koncert jest przysłowiową kładką i dopiero jak się skończy, rozlegają się brawa, człowiek mówi sobie: "Uff, przeszedłem".

Myślałam, że raczej miałeś na myśli to zderzenie życia muzyka jazzowego z jego prywatnością. Ciągle w drodze, po hotelach, koncertach, przyjęciach. Swego czasu powiedziałeś nawet, że jazz to jest wyrok, a nie zawód.

M.U.: Oczywiście, o tym również myślałem.

W.M.: Całkowicie się zgadzam. Muzyka to stąpanie po cienkim lodzie. Kiedy John Coltrane, fenomenalny amerykański saksofonista jazzowy, nagrywał swoje ostatnie genialne płyty, dziennikarze zarzucali mu, że to, co robi, to jest "antyjazz", że psuje tę muzykę. Mylili się, bo nie rozumieli jego życia i rozwoju. Carlos Santana powiedział: "Nieważne, co grasz: rocka, jazz czy bluesa. Grasz życie". Trzeba być prawdziwym i wszystkie emocje muszą płynąć od nas w sposób naturalny. W jazzie i w ogóle w muzyce to jest chyba najważniejsze.

M.U.: Miles Davis z kolei na ten sam temat powiedział: "Nie bój się błędów, bo takich nie ma". A Coltrane w reakcji na to, że wielu muzyków go podrabiało, powtarzał: "Nie naśladujcie mnie, bo ja teraz szukam". Nie wszyscy mieli to życie, które on miał i które stało za tym, co grał.

Miałeś dziewięć lat i już grałeś z orkiestrą symfoniczną. Genialne dziecko?

M.U.: A to głównie mamusia się przyczyniła. Ona i jej mąż, który był moim ojczymem, zaszczepili we mnie miłość do grania i przepowiedzieli mi przyszłość wirtuoza. Miałem zresztą świetnego profesora i jak ćwiczyłem, to mogłem nie chodzić do szkoły.

Cały wywiad znajdziesz w najnowszym numerze magazynu PANI - już w sprzedaży!

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje