Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Maria Seweryn: Maria idzie na wojnę

​Przeszła przez piekło. Koszmar w życiu prywatnym, brak pracy, brak perspektyw. Ale podniosła się, walczy dalej i teraz chce pomagać innym. Maria Seweryn mówi nam: "Nabieram siły i nie zamierzam milczeć". Przeczytaj fragment materiału, który znajdziesz w listopadowym numerze magazynu PANI.


Reklama

"Jestem na zakręcie. Życiowym i zawodowym" - tak mówiła jeszcze dwa lata temu, kiedy wracała do pracy po urodzeniu trzeciego dziecka. Bo nie wiedziała, czy ma do czego wracać. Nie kierowała już Och-Teatrem, zrezygnowała ze współprowadzenia ukochanej sceny, kiedy zaszła w ciążę. To miała być tylko roczna przerwa, jednak skończyło się inaczej.

O rozstaniu z Och-Teatrem Maria Seweryn mówi: - Do tej pory nie umiem zastąpić w sercu pustki po Ochu. Traktowałam go bardzo personalnie. Czasem siadałam na pustej widowni i rozmawiałam z nim: "Ale ty piękny jesteś...". Kocham to miejsce i nie przestanę. Czuję, że mamy jakieś połączenie... Pewnego dnia, kiedy już wróciłam do grania tam, zauważyłam, że w czasie spektaklu żarówka gaśnie i zapala się, coś się popsuło. Następnego dnia było to samo. Siedząc w kulisach w trakcie spektaklu, zaczęłam więc mówić: "No weźże coś z tym zrób!". I żarówka nagle przestała migać. (śmiech)

Co dalej?

Gdy była z synem na urlopie macierzyńskim, zadzwonił do niej przyjaciel, też aktor. Wychodził właśnie z premiery i opowiadał o tym, co dzieje się na tzw. salonach. Kto, co i kogo reżyseruje, kto z kim i gdzie gra. Maria zapytała: "A pytają o mnie?" i po kilkusekundowej ciszy usłyszała trochę żartem, trochę serio: "O tobie? No co ty? Wszyscy zapomnieli. Umarłaś".

Kiedy wracała do pracy, wiedziała, że musi otworzyć się na coś nowego. - Grunt usunął mi się spod nóg, bo znów byłam wolnym strzelcem, tak jak na początku drogi. Musiałam odnaleźć się na nowo w tym zawodzie, co po czterdziestce nie jest takie proste. Miałam powracający sen: trzymam trójkę moich dzieci za ręce, stoję z nimi na szczycie góry, przed nami rozpościera się piękny widok, ale poza nim nie ma nic, nie wiadomo, w którą stronę pójść.

I wtedy zadzwoniłam do mojego przyjaciela Krzysztofa Pluskoty, dyrektora Sceny STU, i powiedziałam: "Słuchaj, jestem wolna". Dwa tygodnie później wsiadłam z półrocznym Aaronem do pociągu do Krakowa i zaczęłam próby do "Ślubów panieńskich". - Maria ma wspaniały warsztat, wielką etykę pracy, jest niezwykle oddana sprawie. I jeszcze ten nieposkromiony temperament... Ona nie cofa się przed niczym - twierdzi Pluskota.

Dzisiaj Maria Seweryn gra tak dużo, że trudno się z nią spotkać. Występuje nie tylko w Krakowie, ale ma także próby do nowego spektaklu, thrillera "Niebezpieczna gra", koprodukcji warszawsko- toruńskiej, wróciła też do wszystkich ról w Ochu. - Stanęłam na nogi, mam za sobą świetny sezon, pięć premier. I jestem spokojna, bo mam za co utrzymać dzieci. A przy tym nie musiałam robić artystycznie nic, na co nie miałabym ochoty - mówi aktorka.

Jednak nie zamierza pracować po kilkanaście godzin na dobę, tak jak robiła to wcześniej. Teraz chce mieć przestrzeń dla siebie, dla dzieci. Właśnie zrezygnowała z atrakcyjnej propozycji, choć przyszło jej to z trudem.

- Uwielbiam pracować, to w ten sposób leczę problemy i frustracje. Ale podjęłam taką decyzję, bo doszłam do ściany. Chyba stałam się dorosła. (śmiech) Gdy słyszę od znajomej, że nauczyła się gotować kolejną zupę, a ja nie ugotowałam żadnej od sześciu lat, to myślę, że coś jest nie tak... Dlatego chcę trochę pożyć. Nie mam wielkich ambicji, nie zamierzam trenować tai-chi czy poznawać tajników kuchni pięciu przemian. Wystarczy, że będę miała czas, żeby poodkurzać, poczytać i ponudzić się z dziećmi. A także rozpakować kartony, które stoją zaklejone, od kiedy półtora roku temu zrobiłam remont salonu.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje