Przejdź na stronę główną Interia.pl

Mamo, kocham tę panią

Matka zawsze przeżywa, gdy syn odchodzi do kobiety, którą kocha. Bywa jeszcze trudniej, kiedy "tamta" jest dużo starsza. Bo przecież ona może nim rządzić, manipulować, odciąć od rodziny albo nie chcieć mieć dzieci. No i ta jej przeszłość, wiadomo jaka? Barbara i Anna znalazły się w takiej sytuacji. Ich synowie stracili głowy dla dojrzałych kobiet. Jak tu do takiej powiedzieć "córko"? I w ogóle jak z tym żyć?


Nie pozwolę ci manipulować

Reklama

Barbara, szefowa w firmie szkoleniowej: Kobieta, która zabrała mi syna, to Alicja. Jej imię z trudem przechodzi mi przez gardło, więc będę mówić "ona". Sprawiła, że gdy zatęsknię za Kamilem, musi mi wystarczyć album ze zdjęciami. Nawet mam pod ręką jeden, pokażę pani. Proszę, to on. Przystojny, prawda? I pomyśleć, że mógł mieć każdą.

To zdjęcie zrobiłam mu w kwietniu 2011. Obronił dyplom z wyróżnieniem, za pół roku miał zacząć staż w Komisji Europejskiej. Byłam taka dumna! Ale zmarnował szansę, zawiódł wszystkich, mnie, męża, promotora, nie wyjechał do Brukseli. Dlaczego? Powinna pani raczej zapytać "przez kogo". Przez nią. Trzynaście lat starszą brunetkę o ordynarnych rysach twarzy, dla której stracił rozum. Niestety, nie mam jej zdjęcia, jedyne podarłam dwa lata temu. Dokładnie wtedy, kiedy Kamil wykrzyczał do mnie: "Zatruwasz nam życie! Nie chcę cię znać!".

Od tego czasu nie odzywa się ani do mnie, ani do ojca. Boże! I pomyśleć, że to ja poznałam go z tamtą kobietą.

Wszystko zaczęło się trzy lata temu. Przyjęłam ją do pracy na stanowisko doradcy zawodowego. Była koleżanką koleżanki. Nie miała imponującego CV, nie zrobiła na mnie wrażenia, ale jej współczułam. Od znajomej wiedziałam, że mąż zostawił ją z sześcioletnią córką i wyniósł z mieszkania prawie wszystko, łącznie z półkami na książki. "Ma pani tę pracę!", zawołałam z litości, gdy po rozmowie szykowała się do wyjścia. Była wdzięczna. Przez kolejne miesiące starała się, przychodziła do biura punktualnie, uśmiechnięta, serdeczna, zaczęłyśmy gadać jak koleżanki. Opowiadała o nieudanym małżeństwie, córce chorej na astmę, słuchałam, doradzałam i jak to ja, współczułam.

"Zasługujesz na dobry związek. Zobaczysz, wkrótce poznasz porządnego faceta", powiedziałam któregoś razu. No i ten dzień nadszedł kilka tygodni później. Dlaczego? Bo zaprosiłam ją do domu na kolację! Tego wieczoru wyglądała lepiej niż w pracy, atrakcyjniej, aż zażartowałam do męża: "Tylko się nie zakochaj, jest ode mnie młodsza i sporo szczuplejsza". Po winie zrobiła się swobodna, kokieteryjna, więc choć miał ją odwieźć Waldek, stwierdziłam, że będzie lepiej, gdy poproszę o to syna.

"Mamo! Pojutrze mam egzamin!", buntował się Kamil, ale ja nalegałam: "Ona mieszka na drugim końcu miasta i nie stać jej na taksówkę, a tobie przerwa dobrze zrobi". Wstawał nadąsany, więc pouczałam: "Nie zachowuj się jak buc, bądź dla pani Ali miły!". Pojechali. Kamil wrócił po trzech godzinach, wiem, bo zapomniał kluczy. "Po drodze wpadłem do kumpla", powiedział. Jasne, że mu uwierzyłam. Wie pani, mój syn nie sprawiał problemów. Miał dziewczyny, jednak nigdy to nie było nic poważnego. Imprezował, jak to młody, ale nie zaniedbywał nauki. Najlepszy uczeń, student, ambitny, wszystko do czasu.

Nawet zazdrościłam

Zaczął o nią wypytywać, wychodzić wieczorami. A ona? Inaczej się ubierała. Szare kostiumy zamieniła na obcisłe dżinsy. Wełniany płaszcz na ramoneskę. Zaczęła malować paznokcie na czerwono, a czasem na pomarańczowo. - "Ala, ty kogoś masz. I to młodszego!", wypaliłam na zebraniu. Zaśmiała się. "Nie chcesz, to nie mów, ale wszystkie ci zazdrościmy". Tak, ja to powiedziałam. Byłam zawiedziona, że nie chce powiedzieć, z kim się spotyka. "Boi się zapeszyć", tłumaczyłam sobie i trzymałam za nią kciuki.

Długo niczego nie podejrzewałam. Jeżeli syn znikał na noce i mówił: "jadę do dziewczyny", rozumiałam i nie nalegałam, żeby nam ją przedstawił. Gdy wieczorem wracał z kina i zaśmiewał się z dialogów Allena, a ona na drugi dzień w pracy mówiła to samo, nie sądziłam, że to podejrzane. Kiedy opowiadała, że weekend spędzi na Mazurach, a ja wiedziałam, że Kamil też tam jedzie, pomyślałam: "jaki zbieg okoliczności". Co tu było podejrzewać?! Kamil miał 24 lata, a ona 37!

Przepraszam, muszę zapalić, zróbmy sobie krótką przerwę... No dobrze, o wszystkim powiedział mi syn. Przy kolacji. Darujmy sobie szczegóły, to zbyt bolesne. Mówił, że jest zakochany w Alicji, a jej córka za nim przepada. Ciśnienie mi skoczyło, musiałam wyjść na balkon. Kamil kontynuował: "Dziewczyny w moim wieku to idiotki". Za to ona? Słuchałam, jaka jest ciepła, dobra i kobieca. Świetnie gotuje, imponuje mu wiedzą i dzięki niej odkrył Serge’a Gainsbourga oraz Maanam. "Podszkoli się seksualnie i się odkocha", powiedział mąż, a ja dostawałam ciarek na myśl, że ona go dotyka.

Analizowałam, co mi mówiła o swoim małżeństwie, i już nie widziałam w niej ofiary byłego męża, tylko pijawkę, której on miał dosyć. Żałosna intrygantka. Chciała wziąć sobie młodszego mężczyznę, którym będzie mogła manipulować. Wreszcie w związku być górą. Życzyłam jej wszystkiego dobrego, ale nie z moim dzieckiem! Całą noc nie spałam. Obmyślałam scenariusz rozmowy z nią. No i wierzyłam, że gówniarzowi przejdzie. Zaprzeczała, że to była jej inicjatywa. "Uczuć nie można kontrolować, Barbaro. Nie traktuj go jak dziecka! Kamil to mężczyzna w każdym calu". Bezczelna.

Przypomniałam jej, ile ma lat i że biologia niesprawiedliwie obchodzi się z kobietami. "Z roku na rok będziesz wyglądać coraz gorzej. Naprawdę wierzysz, że wam się uda?". Milczała. Chciałam ją powstrzymać. Dokładałam jej zadań w pracy, zwoływałam zebrania na 19, żeby tylko się nie spotkali. Szlag mnie trafiał, gdy słyszałam, jak ćwierkała przez telefon: "Naprawdę poczekasz na mnie? Zrobisz kolację?". Nie zamierzała się wycofać. Gdyby jeszcze Kamil nie zaniedbywał przez nią obowiązków - lekcji francuskiego, nauki. Gdyby wciąż na piątki zdawał egzaminy. Gdyby pieniędzy, które dostawał od nas, nie wydawał na nią.

Kiedy w jego plecaku znalazłam zestaw kucyków Pony i damskie perfumy Yves Saint Laurent za prawie 300 złotych, wybuchłam: "Czy ty w ogóle myślisz?! Za rok się odkochasz i skrzywdzisz nie tylko Alicję, ale też i jej dziecko!". To wtedy powiedział nam o propozycji stażu w Brukseli, którą dostał. Odetchnęłam. Aż krzyknęłam z radości! Wiedziałam, że ten związek nie przetrwa. Od tego czasu obserwowałam ją w firmie, jak siedziała przy biurku przygaszona. Z radości zaprosiłam ich nawet do nas na Wielkanoc. Wpadli wieczorem, a ja byłam miła!

Do chwili, aż Kamil wyciągnął gitarę ojca: "Ala, zagrajmy coś z naszych ulubionych piosenek". Usiadł na podłodze, ona koło niego i zaczęła śpiewać po angielsku, takim niby-szeptem. "Zostałaś Jane Birkin!", parsknęłam śmiechem, ale moja teściowa, którą też zaprosiliśmy, popsuła mi humor: "Ta kobieta uparła się na Kamila, jej determinacja jest niebezpieczna".

Rujnujesz mu przyszłość

Kilka miesięcy później syn ogłosił: "Zostaję w Warszawie, tu będę szukał sobie pracy". Wściekłam się. - "Zwolnię ją jeszcze dzisiaj - mówiłam, ale Waldek powstrzymywał: - Wtedy on weźmie jakąkolwiek pracę, żeby pomóc. Trudności ich wzmocnią". Nie słuchałam, dałam jej wypowiedzenie i popełniłam błąd.

Tego samego wieczoru Kamil wyprowadził się z domu, niedługo potem zatrudnił się jako kelner. A ja zaczęłam wariować. Wysyłałam jej SMS-y: "ty k..., rujnujesz jego przyszłość". Ona pokazywała je Kamilowi, a syn mi groził: "Przestań albo więcej mnie nie zobaczysz". Koleżanka zapytała: "Czemu tak ci przeszkadza ta różnica wieku? A Demi Moore i Ashton Kutcher? Tak podobał ci się ich związek. - Bo nie pomyślałam, co czuje jego matka! Zresztą, co mogła czuć. Syn związał się z gwiazdą, dzięki niej jego kariera nabrała tempa. A co ma zyskać Kamil? Pasożyta, który będzie wysysał z niego młodzieńczą energię, który będzie chciał go usidlić, bo jest już w tym wieku, że musi mieć kogoś na stałe". To tak jak z tolerancją wobec gejów. "A niech sobie żyją w spokoju", myślisz, dopóki ta sprawa nie dotyczy twojego dziecka.

Błagałam córkę koleżanki, w której Kamil podkochiwał się w liceum, żeby się z nim umówiła. "Zaczepiłam go na Facebooku, ale napisał mi, że ma dziewczynę", powiedziała. Dziewczynę! Rozważałam dwie strategie: pomóc mu finansowo, żeby nie musiał kelnerować i poszukał lepszej pracy. Opcja druga: nie dać mu grosza, żeby zaczęli kłócić się o pieniądze. Wybrałam rozwiązanie numer dwa. "Mamo, mówiłaś kiedyś, że masz odłożone dla mnie 20 tysięcy - powiedział któregoś dnia Kamil. - Dałabym ci je, syneczku, gdyby nie ta larwa...". To wtedy powiedział, że nie chce mnie znać. Był maj 2012.

Od tego czasu widziałam go raz: przed hipermarketem. Na mój widok uciekł do samochodu. Zmiękłam. Próbowałam się pojednać. Wiedziałam, że jej matka nie lubi Kamila, więc chciałam być tą lepszą. Z okazji urodzin wysłałam mu na konto trzy tysiące. Nawet nie zadzwonił. Odwiedził babcię w szpitalu, ale wcześniej się upewnił, że mnie tam nie będzie. Gdy chciałam się dowiedzieć, co u syna, dzwoniłam do jego przyjaciela. Na początku był zdawkowy, ale od zeszłego roku mówi więcej.

"Wie pani, ta cała Alicja działa mi na nerwy - opowiada, a ja się ożywiam. - Jest zazdrosna, nie pozwala mu wychodzić z kumplami, zarzuca, że jest nieodpowiedzialny. Kamil robi bokami: dostał pracę w ministerstwie, dorabia nocami w knajpie. - Nie zbuntuje się? - pytam. - Słucha się jej, jest głupio zakochany". No cóż... Pozostaje czekać. W końcu moje dziecko przejrzy na oczy, znudzą go płyty Gainsbourga, zmęczą pretensje, zakocha się w innej.

Bo gdy parę dopada kryzys, pomaga rodzina, przyjaciele, którzy mówią: "daj spokój, odpuść, pogadajcie". Oni tego nie usłyszą. Nikt nie kibicuje temu związkowi. Są sami. Wciąż wierzę, że odzyskam syna, a on spotka dziewczynę w swoim wieku, która nie będzie ciągnąć go w dół. I wygram tę wojnę z Alicją.

Dowiedz się więcej na temat: romans | Demi Moore

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje