Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Małgorzata Socha: Królewna śmieszka

Nie musi się martwić o to, jak osiągnąć sukces. Już go może odtrąbić. Małgorzata Socha pilnuje czegoś innego. Żeby odbierając od życia tyle "głasków", nie rozbestwić się i nie stać nadętą paniusią, która uważa, że wszystko jej się należy. "Na szczęście mama zawsze potrafi sprowadzić mnie na ziemię", śmieje się. "Soszka" - mistrzyni zabawnych min i dystansu do siebie. Przeczytaj fragment wywiadu, który znajdziesz w marcowym numerze magazynu Twój STYL.

Sama prowadzisz profil czy - jak to bywa u gwiazd - masz od tego ludzi?

Reklama

Małgorzata Socha: Sama, choć agencja aktorska czasem przypomina, żeby coś wrzucić. Nie jestem z tych, co siedzą non stop w telefonie. Długo nie funkcjonowałam w social mediach. Nigdy nie było mnie na Facebooku. Bo bałam się intensywności kontaktu. I okazało się, że przez tę nieobecność byłam postrzegana jako osoba chłodna, niedostępna. Perfekcyjnie ubrana, ale niepokazująca się ludziom w kontekście codziennym, "kapciowym". Zaczęło mi to uwierać. Przecież taka nie jestem!

Po minucie widzę, że z ciebie jest filutka!

- Teraz dzięki spontanicznym zdjęciom na Instagramie wiele osób odkryło, że mam dystans do siebie. Cieszę się, bo te zwariowane miny to cała ja. Wiadomo, że nie będę ich robić na czerwonym dywanie. Wchodząc do - nazwijmy to według filmowej terminologii - scenografii, zachowuję się stosownie do niej. Ale w domu mogę sobie pozwolić na więcej. Traktuję konto na Instagramie jak dziennik, którego dotąd nie prowadziłam. Lubię wracać do zdjęć. Teatr, podróże, narodziny syna.

Ale twarzy dzieci nie pokazujesz.

- Chcę, by były anonimowe - póki prawo polskie je chroni. Za granicą można fotografować dzieci znanych osób. Moje mają szansę w przyszłości zdecydować, czy chcą być rozpoznawalne. Ale pokazując się w domu, nie uniknę zaznaczenia ich obecności. Bo wypełniają 90 proc. prywatnego czasu. Czasem więc widać je tyłem czy w oddali.

Twój żywiołowy filmik na Instagramie zachęcił mnie do przyłączenia się do zbiórki na operację chorego chłopca Alexa. Widziałam na twoim profilu, że takich próśb jest więcej. Jak to emocjonalnie dźwigasz?

- Nie da się nie zareagować. Zrozumie mnie każdy, kto ma dzieci. Kiedy Kasia Zielińska poprosiła o przyłączenie się do akcji, nie wyobrażałam sobie, żeby odmówić. Krzywda malucha, nie tylko własnego, zawsze boli. Ale nie chcę, żeby mój profil stał się dobroczynnym słupem ogłoszeniowym. Staram się wyważyć proporcje spraw poważnych i zabawnych. Jak w życiu.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje