Przejdź na stronę główną Interia.pl

Maja Ostaszewska: Pędzę do moich dzieci!

Przyjęcia głownej roli w serialu naprawdę się bałam. Zapierałam się rękami i nogami - przyznaje Maja Ostaszewska /Wunsche&Samsel /Pani

Bez gwiazdorskiej pozy. Bez budowania dystansu. Ciepła, bezpośrednia, delikatna. Ale gdy Maja Ostaszewska zaczyna opowiadać, widać jej zdecydowanie i stanowczość. Przeczytaj fragment wywiadu Moniki Stukonis z Mają Ostaszewską z najnowszego numer magazynu PANI.

Reklama

Umówienie się z tobą graniczy z cudem. Tuż przed wakacjami odbyła się premiera "Wyjeżdżamy" Hanocha Levina w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego w Nowym Teatrze w Warszawie. Przez trzy miesiące miałaś non stop próby. Jednocześnie kręciłaś zdjęcia do trzeciego sezonu serialu "Diagnoza", który zobaczymy jesienią. Przygotowujesz się też do roli żony Macieja Berbeki, za chwilę wchodzi do kin film "7 uczuć" Marka Koterskiego, w którym zagrałaś matkę Adasia Miauczyńskiego. Rzadko odbierasz telefon, rzadko oddzwaniasz...

Maja Ostaszewska: Przepraszam wszystkich, którzy tak jak ty mieli w ostatnim czasie kłopot ze skontaktowaniem się ze mną. Ale przy tak intensywnej działalności, powiedzmy zawodowo-publicznej, nie jestem w stanie na bieżąco odpisywać wszystkim. Kiedy wieczorem wracałam do domu, do dzieci, musiałam skupić się na nich, a nie wisieć na telefonie. Bywało, że nie zaglądałam do maili, odpisywałam na SMS-y z opóźnieniem. Prawdą jest, że tak intensywnego czasu zawodowego dawno nie miałam. Musiałam mądrze pogodzić ciekawe nowe propozycje z wcześniejszymi zobowiązaniami. Nie było łatwo, bo jednocześnie bardzo chronię swój czas przeznaczony dla rodziny. No właśnie... rodziny.

Reklama

Pracujesz w szalonym tempie, a przecież jesteś mamą Janinki i Franka. Intensywne życie zawodowe jest do pogodzenia z macierzyństwem?

- Dla mnie to naturalne. Oczywiście bywa ciężko i żeby wszystko dobrze funkcjonowało, trzeba stać się dobrym strategiem. Planować asertywnie. Dzieci, ich sprawy są dla mnie priorytetem, ale nie wyobrażam sobie siebie niepracującej. Mój zawód jest moją pasją. Spełniam się w nim i rozwijam. Czasem mam mniej, niżbym chciała, czasu dla dzieci, ale bardzo dbam o jakość tych chwil. O prawdziwe, uważne bycie. W swoim kalendarzu zawodowym rezerwuję dni wyłącznie dla rodziny. Z wyprzedzeniem dowiaduję się w szkole o daty ważnych dla moich dzieci wydarzeń - na przykład ich przedstawień - i zawsze staram się na nich być.

- Zimowy i letni wyjazd z dziećmi to dla mnie świętość. I, co ważne, kiedy rozmawiam z producentami, nie ukrywam, jaki jest powód, dla którego w niektóre dni nie mogę być w pracy. W Polsce, która jest niby bardzo prorodzinna, w istocie nie ma w ogóle zrozumienia i akceptacji dla pracujących mam. Kiedy powiesz, że nie możesz być na zdjęciach czy próbie, bo masz w tym czasie inne zajęcie zawodowe, dla wszystkich jest to oczywiste, ale gdy uczciwie mówisz, że to na przykład dzień występu twojego dziecka, patrzą na ciebie zdumieni, a decyzję traktują jako fanaberię. "Jak to nie możesz? Przecież nic nie masz w tym czasie".

- Owszem mam, swoje życie. Dlatego tak ważne jest, żeby osoby, które mogą sobie na to pozwolić, nie ryzykując, że zostaną zwolnione z pracy, mówiły o tym otwarcie. To jeden z wielu obszarów, w których trzeba zmieniać myślenie. Oczywiście jeśli kobieta po porodzie chce zostać dłużej w domu, to jej święte prawo, ale jeżeli chciałaby powoli wracać do aktywności zawodowej, powinna mieć taką możliwość. U nas wszystko jest ostateczne - albo w ogóle nie pracujesz i dezaktywizujesz się zawodowo, albo musisz być aktywna na sto procent. To chore. Dlatego mówię głośno: "W tym czasie mnie nie ma. To jest mój czas dla bliskich". W sprawach zawodowych daję z siebie sto procent, ale też wymagam szacunku dla mojej prywatności.

Cały wywiad znajdziesz w najnowszym numerze magazynu PANI - już w sprzedaży!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje