Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Magdalena Zawadzka: Rozważna i romantyczna

​Wie, jak być szczęśliwą, jak śmiać się z siebie, jak korzystać z życia. Mistrzyni niezależności, która nigdy sama nie otworzyła wina i nie zatankowała samochodu. Każdy mógłby się czegoś nauczyć od Magdaleny Zawadzkiej.

Magdalena Zawadzka nie ma wolnej chwili. - Zostały tylko dwa tygodnie do premiery. Codziennie próby, poza tym spektakle. Bo ja, na szczęście, jestem bardzo zajęta - śmieje się, kiedy próbujemy ustalić termin spotkania. A ja z zaskoczeniem stwierdzam, że jej wesoły, dziewczęcy głos wydaje mi się niezwykle bliski. Jak głos kogoś, kogo dobrze znam. Sto sześćdziesiąt ról teatralnych i filmowych, w tym nieśmiertelna Baśka z ekranizacji "Pana Wołodyjowskiego", zrobiły swoje. Moje doznanie okazuje się bardziej uniwersalne, kiedy już siedzimy w kawiarni przy jej ulubionym warszawskim kinie Iluzjon. Co chwilę ktoś kłania się aktorce. 

Reklama

- Spotyka mnie wiele dowodów sympatii. Codziennych, zwyczajnych. Na ulicy. Ludzie po prostu witają się ze mną z uśmiechem. Dostaję też listy. Piękne, długie. Czasem tomik wierszy z dedykacją. Ja to wysoce cenię - przyznaje. 

Mnóstwo zajęć to w jej życiu nic nowego. Gustaw Holoubek pytany, gdzie akurat znajduje się jego żona, mawiał: "Poleciała!". Ale też tonował jej nadmierną aktywność: "Nie galopuj się". 

Chciałaby odpocząć? - O tak, poleżałabym, popatrzyła w niebo albo w książkę. Albo pojechała gdzieś, nad morze - rozmarza się. Sugeruję, że to jedynie przekomarzanie, bo tak naprawdę lubi być zajęta. - Coś w tym jest. Kiedyś Janek Kobuszewski powiedział o mnie, że gdyby na świecie nie było w ogóle żadnej pracy, ja zawsze jakąś bym znalazła. 

"Magda, rozbieraj się, wychodzimy"

Teraz gra w pięciu sztukach, każdą w innym teatrze w Warszawie. O swoich rolach opowiada z entuzjazmem. O "Śmiertelnej pułapce" Iry Levina: - Gram tam postać, jakiej jeszcze w życiu nie grałam. Niebywale charakterystyczną i inną od wszystkiego, co dotychczas robiłam - przekonuje. Rzeczywiście, jej Helga Ten Dorp, ekscentryczna holenderska jasnowidzka, jest zaskakująca i przezabawna. 

W świetnym "Deprawatorze", spektaklu o Gombrowiczu, Miłoszu i Herbercie, wciela się w autoironiczną postać sekretarki Gombrowicza, dawnej aktorki Izy Lusternik. - Ta rola powstała specjalnie dla Magdy. Bawiła się nią, podrzucała własne pomysły. Potrafiła śmiać się z siebie - opowiada reżyser Maciej Wojtyszko. 

Podobnie mówił o niej Krzysztof Zanussi, który obsadził ją w nieoczywistej roli pracownicy SB w miniserialu "Opowieści weekendowe": "Urok Magdaleny Zawadzkiej polega na tym, że z dystansem traktuje samą siebie. Co rzadko zdarza się u aktorek, ma ogromną łatwość poświęcania artystycznego ego, jeśli tylko pozwoli to trafniej opisać świat". 

O spektaklu "Piękna Lucynda" Mariana Hemara Magda Zawadzka mówi: - To dla mnie okazja, żeby wystąpić w komedii muzycznej w stylu retro. Takie nowe doświadczenia zawsze się do czegoś przydają. Tak jak przydało mi się to, że jako nastolatka przez trzy lata występowałam na żywo w Telewizyjnym Studiu Poetyckim. Pokochałam wtedy telewizję, która łączy teatr i film. I to, że występowałam na estradzie z kabaretem Dudek, z którym jeździliśmy po świecie. 

Nie jest jednak osobą, która dla pracy poświęci wszystko: - Życie ze wszystkimi jego przejawami uważam za najważniejsze. Codzienne obowiązki, kłopoty, kontakty z rodziną, chodzenie do kina, teatru i życie towarzyskie, które chciałabym, żeby kwitło. Moje dwie wnuczki, Wanda i Helenka. Wandeczka jest już dorastającą panienką i ma swoje sprawy. Ale Helusia jest jeszcze malutka i chcę jej poświęcać każdą wolną chwilę. Lubię odbierać ją z przedszkola, zaprosić do kawiarni na ciastko, zupełnie tak jak lubił dziadek Gustaw, bawić się z nią, czytać książki i rozmawiać o ważnych dla niej sprawach. Zapraszam ją do siebie, jak mówi Hela wzorem górników, "na nockę" albo kilka i wtedy jesteśmy tylko dla siebie - opowiada aktorka. 

Jan Holoubek, syn Magdy Zawadzkiej i Gustawa Holoubka, reżyser i operator filmowy: - Mama jest bardzo ciekawą babcią, trochę zwariowaną. Zaprasza Helenkę do innej, zaczarowanej rzeczywistości. Do świata korali, wspomnień i dziadka Gustawa, którego Hela nie miała szansy poznać, ale o którym, co ciekawe, często mówi. 

Aktorka, sama emocjonalnie związana ze swoimi babciami, wie, jak są w życiu ważne: - O tak, uosabiają ciągłość rodzinną. Dają poczucie, że skądś jesteśmy. W moim domu wisi portret prababci. Kiedy patrzę na nią, widzę, że dziadek Zawadzki i mój tata byli do niej podobni. Mam po niej pierścionek i kolczyki, w których została namalowana na portrecie. Jak je zakładam, czuję, że to metafizyka. 

Kiedyś Magdalena Zawadzka stanowiła uosobienie nowoczesnej, modnie ubranej dziewczyny (jak w serialu "Wojna domowa", gdzie tańczyła z gitarą do piosenki Kasi Sobczyk "Nie bądź taki szybki Bill"), dzisiaj jest zawsze elegancka w bardziej klasycznym stylu. Celebrowanie swojej kobiecości ma dla niej znaczenie. - Dawniej uwielbiałam wielkie dekolty i supermini, więc miewałam na sobie niewiele ubrania. Kiedy się gdzieś wybieraliśmy, Gustaw wołał: "Magda, rozbieraj się, wychodzimy!" - wspomina. 

>>> Czytaj dalej na kolejnej stronie <<<

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje