Przejdź na stronę główną Interia.pl

Magdalena Cielecka: W miłości nie ma reguł

Co jest najważniejsze? Dla Magdaleny Cieleckiej wolność. może być sama, bez pracy, ale zawsze niezależna. Teraz jest już spokojna. w końcu znalazła pomysł na siebie i swoje miejsce w życiu. Przeczytaj fragment wywiadu Igi Nyc z Magdaleną Cielecką z najnowszego numeru magazynu PANI, który od 22 marca jest w sprzedaży.

Główna rola w serialu, główna rola w ekranizacji jednej z najpopularniejszych książek ostatnich lat. A mówi się, że dla aktorek po czterdziestce mało jest propozycji...

Reklama

Magdalena Cielecka: Cieszę się, że wreszcie mogę grać dojrzałe kobiety, bo mam 47 lat, a do tej pory górna granica wieku w scenariuszach, które dostawałam, kończyła się na 39. Coraz więcej jest ciekawych propozycji dla aktorek w moim wieku. Wystarczy spojrzeć, ile robią np. Maja Ostaszewska czy Agata Kulesza. Pojawiło się nowe pokolenie twórców, którzy nie postrzegają kobiety tylko jako dodatku do mężczyzny czy ozdobnika na ekranie. A dojrzałe bohaterki są w cenie, bo im człowiek starszy, tym ciekawszy. Uważam, że dzisiaj jestem znacznie bardziej interesującą osobą, niż kiedy miałam 20 lat. Wtedy byłam młoda i ciekawa życia, jak taki psiak, który cieszy się na każdą nową nadarzającą się okazję, ale gdybym chciała spojrzeć głębiej w siebie i w tym "pogrzebać", to pewnie bym nie umiała. A dzisiaj potrafię. I robię to - jako aktorka i jako człowiek. Jestem sama siebie ciekawa.

Niedawno mówiłaś, że teraz bardziej dbasz o potrzebę wypoczynku. A jednak ostatni rok to maraton - poza filmem "Ciemno, prawie noc" Borysa Lankosza i serialem "Chyłka" miałaś w teatrze aż trzy premiery. Jak znajdujesz w tym wszystkim czas dla siebie, na życie?

- Rzeczywiście, ostatnio miałam go niewiele, ale nauczyłam się nim gospodarować. Nie regeneruję się już tak szybko jak kiedyś, częściej bywam wyczerpana, więc staram się mieć przerwy w pracy. Jednak prawda jest taka, że w tym zawodzie propozycje przychodzą albo całą nawałnicą, albo nic się nie dzieje. Taka "Chyłka" była dla mnie samej zaskoczeniem i zdarzyła się trochę przez przypadek. Muszę przyznać, że nie zdawałam sobie sprawy z ciężaru głównej roli w serialu, bo nigdy takiej nie grałam. Co najwyżej drugoplanowe postaci, smaczne epizody. Wtedy to była praca na luzie. A tutaj zdjęcia dzień w dzień, przez trzy miesiące. W pewnym momencie mój organizm zbuntował się i powiedział "stop", rozchorowałam się. Ale potem byłam na wakacjach w ciepłych krajach i na desce w górach, więc znów jestem w pełni sił.


Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje