Przejdź na stronę główną Interia.pl

Magdalena Boczarska: Nie muszę. Chcę!

​Sprawdzała swoje granice. Wyniszczała się, startując w triatlonie. Przed zdjęciami do filmu "W ukryciu" miała wypadek, ale na plan pojechała z połamanymi żebrami, na lekach. Coś się zmieniło. Może sprawił to sukces: role w "Różyczce", w "Sztuce kochania"? Może fakt, że przed czterdziestką urodziła syna? Magdalena Boczarska mówi, że chroni ją dojrzałość. Zamiast wytyczać nowe cele, woli się wyspać. Dba, o co chce, a nie - o co musi.

Przeczytaj fragment wywiadu z Magdaleną Boczarską, który ukazał się  numerze 11. magazynu Twój STYL.

Reklama

Porozmawiajmy o młodości.

Magdalena Boczarska: Przypomniał mi się jeden z moich ulubionych filmów Paola Sorrentina Młodość. Słodko-gorzka opowieść o tym, że starzeje się tylko ciało.

Na ile lat się czujesz?

- Może dziwnie to zabrzmi, ale czuję się trochę bezwiekowo. Chociaż w grudniu skończę czterdziestkę. I lubię ten fakt. Kiedyś mówiło się, że to średni wiek, ale granice mocno się przesunęły. Kobieta jest teraz w średnim wieku, gdy ma 50 albo 60 lat. To, jak czuję się na co dzień, zależy do tego, jak bardzo dociśnie mnie życie. (śmiech) Jestem młodą mamą, bywa, że śpię po dwie, trzy godziny. Kiedy wracam do domu po całym dniu na planie, a w nocy wstaję do synka, zdarza mi się, że nie wiem, jak się nazywam. Ale z drugiej strony macierzyństwo to absolutnie kosmiczne doświadczenie. Bo mimo że nie zawsze jest łatwo, mam poczucie sensu życia, energia mnie rozpiera.

W tym wieku ciało to wróg czy przyjaciel?

- Zdecydowanie się przyjaźnimy. Lubię siebie. Może wynika to z tego, że musiałam w końcu zaakceptować swoje ograniczenia i pogodzić się, że czasu nie da się zatrzymać. Wiem, że najlepsze, co mogę teraz zrobić, to dbać o siebie i rozpieszczać, kiedy się da. Bo, jakby nie było, muszę sama sobie starczyć na długo. Ktoś powiedział: "Jeśli traktowalibyśmy innych tak jak siebie, poszlibyśmy do więzienia". I choć zapewne nie chodziło o sprawy fizyczne, to można je pod te słowa podciągnąć. Kiedyś ustalony wcześniej trening był dla mnie świętością. Nie odpuszczałam, nawet gdy padałam z nóg. Lubię aktywne wyzwania, najwyżej postawioną poprzeczką był triatlon na długim dystansie. Co prawda doprowadziłam organizm na skraj wyczerpania, ale byłam szczęśliwa, że coś sobie udowodniłam: dałam radę i jestem w formie. Parę razy zdarzyło mi się przekroczyć granicę swojej wytrzymałości. Kilka lat temu na chwilę przed rozpoczęciem zdjęć do filmu W ukryciu miałam poważny wypadek samochodowy. Na plan trafiłam w gorsecie, z połamanymi żebrami i na silnych lekach przeciwbólowych. Dzisiaj powiedziałabym w takim momencie "stop" i zostałabym w domu. Wtedy nie umiałam.

Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu Twój STYL.



Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje