Reklama

Reklama

Lot po marzenia

Jak zdobyłaś prestiżowe stypendium Boeinga? To premia dla najlepszych.

Reklama

- Byłam jedyną dziewczyną na 45 chłopaków. Nikt nie traktował mnie poważnie. Problemów nie było tylko z wykładowcami, bo miałam dobre wyniki. Studia były trudne, ale wiedziałam, że jeśli odpuszczę choć jeden test, egzamin, lot, to rację będą mieli ci, którzy uważają, że kobiety się nie nadają. Moje zacięcie zaprocentowało, gdy walczyłam o stypendium. Jako jedyna zaliczyłam testy na sto procent. Wygrana pomogła mi nie tylko poczuć się pewniej, ale i dokończyć studia. Zanim zdobyłam stypendium, klepałam biedę. Boeing wypłacał mi 100 dolarów miesięcznie, w 2004 roku w Gruzji to były duże pieniądze!

Przecież ludzie z reguły szanują upór, determinację.

- Wtedy postrzegano to raczej jako moją wadę. Cechy, które u mężczyzny byłyby cenione, u kobiety wzbudzały irytację. Pamiętam taką sytuację. Do 2008 roku komendy w eterze podawano po rosyjsku i przy lądowaniu trzeba się było zameldować: "k pasadkie gatow", czyli "gotowy do lądowania". Dopóki za sterami siadali mężczyźni, wyłączność na rodzaj męski w komendach była uzasadniona. Ja lądując, powiedziałam: "k pasadkie gatowa". "Wybryk" został zauważony. Wywołał oburzenie. Na szczęście wkrótce przeszliśmy na angielski i te problemy się skończyły, ale zaczęły poważniejsze.

- Ukończyłam studia z wyróżnieniem, ale uprzedzenia, że kobieta nie da rady, wciąż brały górę. Gdy przechodziłam kurs wojskowy w Stanach Zjednoczonych, koledzy robili zakłady, że nie wrócę, bo pojechałam szukać męża w Ameryce. Wróciłam, ale nikt nie chciał wiedzieć, czego się nauczyłam. Dowódca oznajmił, że mnie "uziemia", czyli wyznacza do zadań, które nie łączą się z lataniem. Poprosiłam, by mnie wysłali do Afganistanu, chciałam sprawdzić się w akcjach bojowych. Odpowiedź była krótka: "To niemożliwe, jesteś kobietą!".

Jak zareagowałaś?

- Gdy dotarło do mnie, że w gruzińskiej armii nie pozwolą mi latać, odeszłam z wojska. Ministerstwo Obrony podało mnie do sądu. Sytuacja była paradoksalna. Chciałam służyć armii swoimi umiejętnościami, ale słyszałam "nie". A kiedy postanowiłam odejść, dowódcy usiłowali wzbudzić we mnie poczucie winy, że jestem nielojalna. Kazano mi zapłacić dziesięć i pół tysiąca dolarów odszkodowania. Zgłosiłam się do Centrum Praw Człowieka i pozwałam ministerstwo za dyskryminację. Nie mam złudzeń, w Gruzji moja droga do lotów na samolotach bojowych jest zamknięta.

Mogłaś być dumą swojej armii, pisano o tobie na świecie. Dlaczego we własnym kraju masz "pod górkę"?

- Na prowincji zdarza się, że mężczyzna nie chce wsiąść do samochodu, który prowadzi kobieta. Musiałam przyzwyczaić się do seksistowskich żartów kolegów, również tych, którzy mieli słabsze ode mnie wyniki. Ponieważ w armii pracowałam niemal wyłącznie wśród mężczyzn, wiele osób w moim otoczeniu uznało to za gorszące, szeptano, że pewnie jestem rozwiązła. Ale dzięki mnie kolejne kandydatki na pilotki mają już przetarty szlak. Pionierkom jest trudniej.

Od roku jesteś dyrektorką lotniska. Uczysz latania młodych pilotów, zarządzasz flotą, podlega ci wielu mężczyzn. To spore wyzwanie dla 33-latki, może trudniejsze niż prowadzenie samolotu.

- Studia i służba mnie zahartowały. Podlegli mi mężczyźni testują moją siłę charakteru, stanowczość. Staram się słuchać ich racji, są dobrymi specjalistami. Gdy potrafią mnie przekonać, ustępuję, ale kiedy mam rację - nie odpuszczam. Na wiele spraw patrzę inaczej, nie zgadzam się, by moi ludzie pili w pracy albo przychodzili na dyżur na kacu. Tu nie ma pola do dyskusji. Daję sobie radę, bo ciężko mnie zagiąć na czymś związanym z lotnictwem.

Znajdujesz czas na życie prywatne?

- Przez osiem lat miałam chłopaka. Cały czas czekał, że zrezygnuję z latania. Na moją pasję patrzył jak na dziwactwo, które szybko porzucę, by siedzieć w domu, bawić dzieci i piec mu chaczapuri (tradycyjne gruzińskie placki z serem - przyp. red.). Rozstaliśmy się. Zrozumiałam, że takie życie by mnie znudziło.

 

Dowiedz się więcej na temat: kobieta pilot | Jekaterina Kwliwidze | Gruzja

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje