Reklama

Reklama

Lęk?

Pomyślę o tym jutro

Zdaniem Leszka Kaplera lęk często wynika z tego, że próbujemy zaspokoić czyjeś oczekiwania, zamiast realizować własne pragnienia. Jesteśmy tacy, jak ktoś chce nas widzieć. To rodzi frustrację. Im bardziej jesteśmy świadomi siebie, pewni, tym mniej w nas niepokoju. Wieczór rosyjski w teatrze Buffo w Warszawie. Natasza Urbańska i Monika Ambroziak wybiegają na scenę i parodiują zespół Tatu, obie w króciutkich spódniczkach i obcisłych bluzkach. Tańczą, wygłupiają się. Natasza jest posągową pięknością, Monika to typ okrągłej, pełnej kobiety, ale to właśnie ona jest bardziej oklaskiwana. Kilka miesięcy później Monika spokojnym krokiem przemierza warszawską galerię handlową. W środku mroźnej zimy zamawia wielką porcję lodów. Okrągła, seksowna brunetka z włosami spiętymi w kucyk i buzią pełną słodkości. „Pycha – mruczy z zadowoleniem. – Zaraz idę po następną porcję”.

Reklama

– Naprawdę czytałaś w Internecie na temat mojego związku? – dopytuje. – Dawaj, co tam masz. Czytam wpisy, które znalazłam na nieoficjalnej stronie jej życiowego partnera Krzysztofa Rymszewicza (młodszego o kilkanaście lat, również aktora teatru Buffo, który zadebiutował rolą Romea w musicalu „Romeo i Julia”): „Monika Ambroziak to jego partnerka? Jest dla niego za stara! To taki śliczny chłopak”. – Jak miałam 20 lat, też mi się wydawało, że trzydziestka to zaawansowana starość. Co się dziwisz? – śmieje się. – Słuchaj, to moje życie, moja sprawa, dlaczego ktoś ma mi mówić, czyją mam być żoną? Bo co? Mąż powinien być cztery lata starszy, dobrze zarabiać, a kobieta musi być szczupła i młodsza? To jakaś straszliwa cecha narodowa, że ciągle kogoś oceniamy i chcemy dopasować się do statystycznej większości.

Monika nie boi się różnicy wieku między nią a partnerem. – Zawsze może się zdarzyć, że ktoś nas zostawi. Byłam w związkach pozornie lepiej rokujących. I co? Rozpadły się. Nigdy nie ma gwarancji. Wiem to, akceptuję i nie martwię się na zapas. Mówi, że wielu rzeczy przestała się bać po urodzeniu córki, dziś półtorarocznej Zosi. – Wiem, że to banalnie zabrzmi, ale mam teraz inne wartości. Gdy byłam w ósmym miesiącu ciąży jeden z plotkarskich portali zamieścił moje zdjęcie. Poniżej 300 komentarzy – że gruba, że krzywe nogi. Mieliśmy z Krzyśkiem taki ubaw z tego, że szok! A ja uważam, że w ciąży wyglądałam świetnie i tak się czułam. Zresztą, po co ja mam się odchudzać? Jestem modelką? Prezenterką telewizyjną? – dodaje. Gdy pytam, skąd ta pewność, ten spokój, odpowiada: „Tata”. To on zawsze w nią wierzył, wspierał. Ambroziak pamięta taką scenę: siedzi z rodzicami w salonie. Mama coś jej tłumaczy: „Dziecko, tak nie wolno”. Tata długo milczy, a w końcu mówi: „A ja to się cieszę, że ona nie daje sobie w kaszę dmuchać”.

W życiu Moniki Ambroziak bardzo wiele zmieniła też choroba i śmierć ukochanego taty. – Widziałam, jak przez osiem lat cierpiał, patrzyłam na to wszystko, nie mogąc nic zrobić. Wiesz, czego się nauczyłam? Że na większość rzeczy człowiek po prostu nie ma wpływu. Tak, są ludzie, którzy uwielbiają się tym zadręczać, ale ja do nich nie należę. Staram się nie patrzeć wstecz.

– Myślę, że im człowiek jest starszy, tym mniej go przeraża – uśmiecha się Daniel Passent. Twierdzi, że już nie ma większych oczekiwań. Zdaje sobie sprawę, gdzie jest jego miejsce, wie, że ani Paganinim ani Einsteinem nie zostanie. – Staram się, żeby to, co robię, było najlepsze. Właśnie ukazał się zbiór moich felietonów „Pod napięciem”. Wedug badań psychologicznych im większe wsparcie bliskich, tym mniej w nas niepokoju. Daniel Passent uważa, że do niego ta teoria pasuje idealnie. – Skończyłem 70 lat, mam za sobą udane życie: dzieci, wnuki, satysfakcjonującą pracę zawodową, dach nad głową. Choć koniec jest znany, bo wszyscy zmierzamy w tym samym kierunku, starość wydaje mi się spokojniejsza niż życie młodych ludzi.

Katarzyna Troszczyńska

PANI 03/2010

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje