Reklama

Reklama

Lęk?

Nic nie jest pewne

Leszek Kapler, psychoterapeuta z Centrum Integracji Psychicznej, uważa, że gdy całe życie determinuje lęk przed jedną konkretną rzeczą, warto zastanowić się, czy źródła naszego strachu nie należy szukać w przeszłości. Lęk przed porzuceniem często wynika z tego, że kiedyś w dzieciństwie zawiedli nas rodzice; lęk przed zależnością może być wynikiem tego, że ktoś kiedyś zawiódł nasze zaufanie.

Reklama

Mariola Bojarska-Ferenc: – Już w dzieciństwie nauczyłam się, że w życiu nie ma nic pewnego, a ja muszę liczyć sama na siebie. Miała osiem lat, gdy jej mama przeżyła ciężki wypadek samochodowy. Lekarze nie dawali jej szans na powrót do zdrowia. – Dwa lata spędziła w łóżku. Z siostrą byłyśmy zdane na siebie, musiałyśmy jeszcze zajmować się tatą, który potrafił zrobić tylko jajecznicę i twarożek. Na szczęście mama wyzdrowiała, ale tylko dlatego, że codziennie godzinami ćwiczyła. Siłę do walki mam po niej – uśmiecha się Mariola. Jednak to nie był koniec zakrętów w jej życiu. Jako 20-latka zaszła w ciążę. Urodziła w szóstym miesiącu. Kolejne tygodnie czuwała przy inkubatorze i modliła się, żeby dziecko przeżyło. Udało się, dziś jej syn jest już dorosły. Potem były rozwód, praca w telewizji od rana do nocy, w końcu poznała drugiego męża. – Gdy już myślałam, że wszystkie złe rzeczy mam za sobą, z dnia na dzień straciliśmy cały majątek, później mąż zaczął chorować, przeszedł ciężką operację. Zastanawiałam się: „Boże, czy kiedyś przestanę się martwić?”.

– Jestem dzieckiem Holocaustu – opowiada Daniel Passent, dziennikarz i felietonista. – Całą rodzinę straciłem podczas okupacji. Nie znam babci, dziadka ani swoich rodziców. Nie mam żadnej fotografii mamy, nawet nie wiem, jak wyglądała. Podczas wojny byłem przechowywany przez Polaków i Żydów. Wielu ludzi, którzy mieli podobne doświadczenia do moich, nigdy się z tego nie podniosło, nadal żyją wspomnieniami, ciągle odtwarzają tamten świat. Ja do nich nie należę. W dużej mierze mam wyparte wspomnienia z dzieciństwa. Lęki dotyczące okupacji mnie nie nawiedzają, natomiast na pewno miały wpływ na moją postawę życiową. Passent zawsze panicznie obawiał się wojny, szczególnie że w latach 60. znów ją oglądał, tym razem w Wietnamie jako dziennikarz. Długie lata bał się również biedy.

– Był okres, kiedy wciąż robiłem zapasy. Z perspektywy czasu myślę, że nie chciałem, żeby Agata, moja córka, kiedykolwiek doświadczyła głodu. Były też lęki mniej dosłowne. Na przykład ogromny strach przed zmianą, utratą stabilizacji. – Od lat 50. jestem związany z tygodnikiem „Polityka”. Chociaż w tym czasie siedem lat spędziłem w Stanach, a pięć w Chile, zawsze miałem bazę i nie potrafiłem z niej zrezygnować. Miał 24 lata, gdy trafił na jeden z najlepszych uniwersytetów, w Princeton, po roku dostał propozycję, żeby zostać asystentem. Nie zdecydował się. Kilka lat później miał możliwość zostania w Paryżu, ale też zabrakło mu siły i odwagi, by to zrobić. Podobnie było w życiu osobistym.

– Wszystkie decyzje zawsze podejmowały za mnie kobiety – opowiada. Przyznaje, że gdy w marcu ’68 zaczęła się w Polsce fala antysemityzmu, poszedł do psychiatry i dostał popularne wtedy valium, lek na uspokojenie kojenie. – Dopiero po nim mogłem znów spać i jako tako odnajdywać się w codzienności. – To normalne, że gdy nie mamy wyniesionego z domu poczucia bezpieczeństwa, trudniej nam radzić sobie z lękami i częściej niż inni ludzie je odczuwamy – twierdzi Leszek Kapler.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje