Przejdź na stronę główną Interia.pl
Królowa odpina narty

Wywiad z Justyną Kowalczyk dla Twojego STYLU

Na ile w tym kołowrotku miałaś świadomość, co dzieje się w świecie zewnętrznym? Kto dostał Nike, Oscara, jak rozkładają się słupki przed wyborami?

Reklama

- To akurat śledzę. Znajomi podsyłają mi polskie gazety, przeglądam internet, więc jestem zorientowana w polityce. Ale o tym, co wydarzyło się u moich rodziców, w ich wiosce, czym żyją, co jest ich troskami, wiem mało. A nawet jeśli wiem, nie zawsze rozumiem. Bo funkcjonuję w zupełnie innym świecie, oderwana od spraw rodziny. Gdy przyjaciele brali ślub albo komuś bliskiemu rodziło się dziecko, wysyłałam tylko SMS. Jak długo można tak żyć? Nie mogłam być na pogrzebie własnego dziadka. Musiałam się pogodzić ze stratą wielu ważnych życiowych momentów.

Nie chcesz już płacić takiej ceny?

- Nie. Teraz to się musi zmienić. Moje życie powinno mieć w końcu normalne fundamenty, nie tylko sportowe. Medali mam już tak dużo... I pewnie będzie ich więcej, bo jeśli zostanę w sporcie, to nie dla zachowania ładnej figury. Jednak bieganie nie może już być całym moim światem. Powinno być przyjemne, przynosić rezultaty, ale ja po prostu nie mogę nim żyć.

To już nie jest taka frajda jak na początku?

- Jest. Biegi i cały roczny trening wciąż mi się podobają. Jestem aktywna, odkąd zaczęłam się świadomie poruszać, jestem dumna z mojej wydolności, wytrzymałości. Nie umiem wyobrazić sobie zadyszanej siebie podczas wchodzenia na trzecie piętro, przejeżdżającej jeden przystanek autobusem, bo nie mam siły iść, czy zmęczonej na parkiecie podczas tańca. Niekoniecznie jednak chcę doprowadzać się do stanu, w którym kolejny raz przesuwam własne granice, by w ten sposób wskoczyć na wyższy poziom. Poza tym przez lata nawarstwiło się zmęczenie. Im jestem starsza, tym trudniej mi niwelować jego skutki. Chcę już złapać luz w bieganiu.

Mówisz: inny fundament. Ale w życiu poza sportem nie ma tak spektakularnych sukcesów, medali. Jak się w nim znajdziesz?

- W mojej głowie sukces to nie tylko podium. Zawsze ważny był cały proces, który do niego prowadził. Gdy widziałam, że starania, ciężka robota dają efekt. Te drobne kroczki. Oczywiście jeśli były uwieńczone złotym medalem - bajka. Ale przecież moje najcenniejsze medale zaczęły się od igrzysk w Turynie, czyli osiem lat temu. Ogrom pracy musiałam wykonać wcześniej, gdy nikt tego nie widział. Dlatego nie myśl, że nakręcały mnie medale.

- Dam bez nich radę. Bylebym widziała, że codzienne starania przekładają się na konkretny rezultat. Wydaje mi się, że jeżeli poza sportem będę miała z czymś kłopot, to właśnie z zachowaniem tej zależności: ile wkładam, tyle dostaję z powrotem. Bo jeżeli w coś się bardzo angażuję, oddaję temu całe serce i czas, oczekuję, że wróci to do mnie dobrem, jak bumerang. A w "normalnym" życiu chyba niekoniecznie tak to działa.

Kim będziesz w nowym wcieleniu?

- Chciałabym pracować w sporcie, ale nie jako trener. Byłam bardzo wymagająca wobec siebie, więc od innych też egzekwowałabym dużo, może za dużo. U siebie nie dopuszczałam słabości i wydawało mi się to normalne. Jednak wiele osób przekonywało mnie, że to normalne nie jest. A jeżeli nie jest, to w ogóle nie ma po co się szarpać. Bo ja inaczej nie umiem.

A gdybyś mogła wybrać sobie dowolne miejsce, w którym chciałabyś zamieszkać? Byłaby to Polska czy świat, Kasina czy Nowy Jork?

- Mieszkałam już w takich dziurach, o jakich nikomu się nie śniło. Byłam też w miejscach pięknych, w wielkich miastach. Mam pełen przegląd. I właśnie dlatego uważam, że to jest najmniej ważne. Tam będzie moje miejsce, gdzie będą ludzie, z którymi chcę żyć. I moja praca. Jeżeli ona wyrzuci mnie kiedyś do Australii albo na Syberię - nie ma problemu. Jeżeli wkrótce się okaże, że będę panią w garsonce zatrudnioną w korporacji, też dobrze.

Jednak jakoś tego nie widzę...

- E tam! Jedyny problem w tym, że nie mogłabym pracować w żadnym biurowcu, bo tam nie wolno otwierać okien, a mój organizm nie znosi klimatyzacji.

Dom, powiedz o domu. Jaki on będzie?

- Zobaczymy. Moje możliwości finansowe są dość duże, ale nigdy nie planowałam konkretnie: chciałabym mieć 300-metrowe mieszkanie w najlepszej dzielnicy Warszawy. Przyjmę, co życie przyniesie. Jeżeli będę chciała kupić dom od pana Artura Żmijewskiego - czym ekscytował się internet, to kupię. Oczywiście jeżeli nie zażąda astronomicznej ceny za swoją willę w Szklarskiej Porębie. Żartuję.

Myślisz jednak, że twój dom mógłby być wielopokoleniowy?

- Że niby mama i tata wyjadą z Kasiny? Uuu, ciężko będzie. Mówiąc serio, nie jesteśmy już związani pępowiną. Rodzice tak wychowali rodzeństwo i mnie, że wszyscy dajemy sobie wielkie wsparcie, ale nikt się nikogo nie trzyma na siłę.

- Mama i tata zrobili, co mogli, by otworzyć nam jak najwięcej drzwi. Siostra i brat są lekarzami, druga siostra nauczycielką. Rodzice chcą, żebyśmy teraz po prostu żyli. To zwykli, pokorni ludzie. Kochają miejsce, w którym mieszkają, są przywiązani do ziemi. Choć Kasina to naprawdę malutka miejscowość. Żeby złapać zasięg jedynej działającej tam sieci komórkowej, trzeba iść na drugie piętro domu i położyć telefon na parapecie.

W planie twojego "nowego otwarcia" jest też miejsce dla dzieci, męża? Jaki on powinien być?

- Rodzina - kiedyś tak, choć to nie jest plan na dziś. A ten, który będzie moim partnerem? Powinien być silniejszą stroną w naszym związku. W życiu prywatnym nie muszę być liderką. Nie jestem feministką, wystarczy mi, że mężczyzna uszanuje moje prawo do własnego zdania i moje wybory. Poza tym chciałabym, żeby otwierał przede mną drzwi i nosił zakupy. Co do dzieci nie mam jeszcze konkretnego planu. Jedno, troje? Nie wiem. Nie zastanawiałam się, czy chciałabym mieć najpierw chłopca, czy dziewczynkę. Każde będę bardzo kochała. Jestem na to gotowa.

Skoro jesteś gotowa na zwykłe życie, daj się zabrać na zmyślony spacer jako zwykła obywatelka. Umiesz tak po prostu iść ulicą?

- Marzę o takim spacerze. Wyobrażam sobie, że staję na przejściu dla pieszych, pali się czerwone światło i nikt mnie nie rozpoznaje. Nie macha do mnie żaden kierowca.

Do jakich sklepów wchodzisz?

- Z dobrym jedzeniem, fajną bielizną, torebkami, kosmetykami. Kupuję szminkę. Dotąd używałam wyłącznie błyszczyku, teraz chcę się nauczyć malować usta szminką.

Wpadasz do banku?

- Nie, omijam go. Nie cierpię rachunków, nie umiem wypełniać PIT-ów. Czasem tylko spoglądam na biling telefoniczny, wzdycham i szybko o nim zapominam. Mam doradcę finansowego, nawet nie wiem, na co idą moje pieniądze. Ale podczas zakupów decyduję sama. Umiem wybrać telewizor, buty, samochód. Decyzje mam opanowane dobrze. Także te poważniejsze, np. dotyczące udziału w reklamie, programie telewizyjnym. Świadomie udzielam wywiadów. Mam wiele propozycji od popularnych dwutygodników, ale jeśli decyduję się coś powiedzieć, wybieram "Twój STYL", a w telewizji program Tomasza Lisa. Nie chcę "wysypywać się" z rozrywkowych show, w których gada się o niczym.

Wracaj na spacer. Mamy po drodze kino, teatr. Co ty na to?

- Z przyjemnością. Pod warunkiem, że obejrzałybyśmy coś pogodnego. Nie chcę wychodzić z kina przytłoczona. Rozrywka ma być rozrywką. Tak jest z filmami, z muzyką, z książkami. Ale oczywiście czytam też ambitne książki. Teraz często w łóżku. Lata w sporcie nauczyły mnie zasypiania w minutę po przyłożeniu głowy do poduszki. Przez ostatnie perturbacje łatwość zasypiania uleciała. Ale wróci, wróci.

Na naszej drodze jest jeszcze kawiarnia z tarasem. Masz czasem ochotę, żeby usiąść w fajnym miejscu z kawą albo winem i po prostu się pogapić?

- Tak! I robię to. Zwłaszcza w mieście, bo to jest dla mnie atrakcja ci wszyscy ubrani kolorowo, spieszący się ludzie, w dodatku bez nart... Albo po prostu biorę kawę na wynos i sobie łażę, łażę, łażę. Na szczęście nie jestem zaczepiana na każdym kroku. Ludzie rozpoznają mnie, ale potrafią uszanować intymność. Czasem tylko się do mnie uśmiechają. Lubię patrzeć na ich twarze. Mam chyba łatwość odczytywania intencji. Choć jestem do ludzi nastawiona bardziej optymistycznie, niż powinnam, bywam naiwna. Ale w sumie rzadko się rozczarowuję.

Może powinnaś zostać psychologiem?

- Nie, dziękuję. Mam naturę sportowca, przy tym zostańmy. I słuchaj, mogłabyś zamówić mi jeszcze jedno ciasteczko? Uwielbiam słodycze. Mówiłam ci, mam słabe punkty. Można mnie złamać jednym andrutem.

Rozmawiała: Agnieszka Litorowicz-Siegert

Twój STYL 5/2014



Dowiedz się więcej na temat: Justyna Kowalczyk

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje