Reklama

Reklama

Komunie 2021. Czy leci z nami pilot?

Klienci idą w namioty

Reklama

Plany awaryjne opracowują nie tylko rodzice, ale i przedsiębiorcy, głównie z branży gastronomicznej. Pieczołowicie przygotowywane z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem oferty eleganckich obiadów w zabytkowych wnętrzach o personalizowanej dekoracji, trzeba było przekształcić w usługi mobilne i elastyczne.   - Nie notujemy drastycznego spadku liczby zamówień w stosunku do lat ubiegłych. Jesteśmy w stanie przygotować tyle komunii co zwykle, tyle, że z dowozem do domu. Goście otrzymują takie same potrawy jak na miejscu, chociaż nie ma się co oszukiwać - mimo największych starań danie na wynos nigdy nie będzie takie samo jak to, ułożone na talerzu przez szefa kuchni - tłumaczy Andżelika Dzikowska z wrocławskiego Hotelu Patio.

W lepszej sytuacji  od zmuszonych do odwoływania stacjonarnych imprez i pospiesznego modyfikowania oferty restauracji, są firmy cateringowe.  - W tym roku klienci zdecydowanie stawiają na tę opcję - mówi Daniel Wojtak z firmy Catering-Krakow.  - Tylko dzisiaj do południa mieliśmy pięć telefonów z zapytaniami o oferty, do kalendarza jesteśmy w stanie wpisywać tylko ostatnie, niewielkie zamówienia.

Klienci zamawiają nie tylko jedzenie. Jak mówi przedstawicielka jednej z firm cateringowych z Małopolski, popularnością cieszy się "obsługa totalna", w ramach której do domu komunijnego dziecka przyjeżdża nie tylko jedzenie, ale też stoły, talerze, a nierzadko i namiot, pozwalający ukryć biesiadę przed wścibskimi oczami sąsiadów.

Trzeba jednak dodać, że choć ambicje rodziców są spore, a im bliżej wydarzenia, tym rozmach przyjęcia mniejszy. - Początkowo zamówienia opiewają zwykle na ok. 30 osób. Potem jednak ta liczba spada do kilku, kilkunastu osób - mówi Dzikowska.  - Ludzie orientują się, że ich mieszkania nie pomieszczą większej liczby biesiadników, pozostali w nadziei na słoneczną pogodę organizują swobodniejsze imprezy w ogródkach Zdarza się też,  goście sami anulują zaproszenia w obawie przed zakażeniem - dodaje Wojtak.

Dlatego w tym roku kluczem do sukcesu jest elastyczność.  - W maju mam do obsłużenia 38 komunii, a rodzice mogą wprowadzać zmiany w zamówieniach niemal do ostatniego momentu - mówi menadżerka jednego z podkarpackich hoteli.  - Jak mam od nich wymagać deklaracji, jeśli wszyscy są jak dzieci we mgle?

Kobieta dodaje, że takie wyjście do klienta okazało się dobra strategią.  - W tym roku rodzice są świetni, pełen spokój. W tamtym roku była panika -  dodaje. -  Może jakoś się z tym chaosem oswoili ?

Dla kontrastu, wielkim poszkodowanym pandemii zdają się być cukiernicy. W ich lokalach, jeśli telefony dzwonią. to z zapytaniem, czy można "zamówić mały torcik z tygodniowym wyprzedzeniem".  - W tym roku nie będzie nawet personalizacji. Jeden typ tortu komunijnego: biały ze standardową dekoracją. Najwyżej dopiszemy imię dziecka - mówi Rafał z krakowskiej cukierni, specjalizującej się w tortach artystycznych.  -  Jeśli w ogóle będzie co dopisywać. Zwykle kalendarz miałem zapełniony na początku kwietnia. Teraz mamy koniec, a ja zamówienia mogę policzyć na palcach jednej ręki.

Ojcze nasz do laptopa

Anna z Bielska-Białej, mama Klaudii, mimo tego, że jest wierząca, wolałaby, żeby w tym roku komunii w ogóle nie było. A może właśnie dlatego.  - Dzieci w ogóle nie są przygotowane. Moja córka zdała katechizm wcześniej, kiedy jeszcze lekcje odbywały się stacjonarnie, ale wielu jej rówieśników było przepytywanych online, czyli po prostu czytało z kartki - tłumaczy. - Nie było wspólnych nabożeństw, święcenia medalików i książeczek, prób przed uroczystością, tego wszystkiego, co tak naprawdę powinno być istotą przygotowania do sakramentu.

U Klaudii próby mają ruszyć wkrótce, u Mileny zaś prób zaś nie będzie w ogóle.  - Dzieci idą na żywioł. Wiele z nich nie chodzi na co dzień do kościoła, więc nie do końca wiedzą, kiedy mają klęknąć, usiąść przeżegnać się. Zresztą, o czym my rozmawiamy. Wiele z nich nie widziało nawet na żywo księdza, który ich do tej komunii przygotowuje - mówi Magdalena.

"Komunia na żywioł" brzmi jak idealna okazja do wpadek. Na szczęście w niektórych parafiach nie zobaczy ich nikt poza księdzem.  - Mamy mały kościół, a proboszcz bardzo restrykcyjnie przestrzega obostrzeń. W święta wpuścił tylu wiernych, na ilu pozwalały przepisy, zamknął drzwi, a pozostałym kazał słuchać mszy na zewnątrz. Kto wie, czy w przypadku komunii nie zrobi tak samo - mówi Katarzyna spod Krakowa, mama Szymona i dodaje, że według jej obliczeń, rodzice do kościoła już się nie zmieszczą.

W świetle tych opowieści, organizacja komunii w maju rzeczywiście zdaje się być dość niefortunnym pomysłem. Może więc rozsądniej byłoby przełożyć uroczystość na czas, gdy pandemia nieco zelżeje? Decyzja należy do proboszczów, którzy przy jej podejmowaniu mają kierować się zaleceniami biskupów diecezjalnych i opiniami rodziców. O ile w ubiegłym roku komunie masowo przekładano na wrzesień, o tyle w tym duchowni mniej ochoczo podchodzą do zmiany terminów. Metropolita katowicki, arcybiskup Wiktor Skworc, zalecił organizację komunii w najbliższym czasie. Jak głoszą wydane przez niego w ubiegłym roku, ale wciąż pozostające w mocy wytyczne: "Odkładanie i planowanie uroczystości komunijnej dla części lub całej grupy dzieci na bliżej nieokreśloną przyszłość nie będzie służyło duchowemu dobru dzieci".

W efekcie proboszczowie kombinują, planują uroczystości w kilku turach, z przerwą na wietrzenie kościoła, organizują dodatkowe msze w soboty, usadzają dzieci po dwoje, góra  troje w ławkach, apelują, by nie gromadzić się przed kościołami w celu wykonywania pamiątkowych fotografii.

Czytaj dalej na następnej stronie >>>

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje