Reklama

Reklama

Kochać nawet po śmierci

Wojciech Modest Amaro o miłości

Na stolik trzeba czekać ponad miesiąc. Na liście są także goście z zagranicy, którzy do Polski przyjeżdżają czasem tylko po to, by spróbować potraw w restauracji nagrodzonej gwiazdką Michelina. Jakich? Na przykład lodów borowikowych albo zupy z mchu z karmelizowanym sianem.

Atelier Amaro to do dziś jedyna w Polsce restauracja wyróżniona najbardziej cenioną w kulinarnym świecie nagrodą. Co stoi za sukcesem jej właściciela i szefa kuchni? Talent, pasja, praca u najlepszych i - jak sam przyznaje - małżeństwo. Z kobietą, która rozumie, wspiera, ale też nie pozwala mu za bardzo zachwycić się sobą. Tak bardzo nie chce się z nią rozstawać, że zabiera w każdą służbową podróż, a kilka lat temu poprosił, by zaczęli pracować razem. Bo dla Wojciecha Modesta Amaro, męża i ojca trojga dzieci, pasja nie jest ważniejsza niż rodzina.
W programie kulinarnym "Hell's Kitchen" zamienia się w diabła. Krzyczy, klnie, rzuca naczyniami. Prywatnie? Jest łagodny i zakochany. Wojciech Modest Amaro nie lubi rozstawać się z żoną i zachowuje spokój, nawet gdy nie smakuje jej to, co ugotował.

Reklama

Ulegam kobiecie, która...

- ...ma do mnie klucz. Z moich wad czyni zalety. A gdy jestem na szczycie, pokazuje mi, że mogę pokonać jeszcze kolejne dwa piętra.

Straciłem dla niej głowę, bo...

- ...wiedziałem, że jest tą jedyną. Poznaliśmy się, gdy pracowałem w innej restauracji. Wyszedłem z kuchni, żeby przywitać się z gośćmi, i przy stoliku zobaczyłem Agnieszkę. Tak mi się spodobała, że zapomniałem języka w gębie. Patrzyliśmy na siebie, a ja nie odważyłem się zrobić pierwszego kroku. Na szczęście mnie wyręczyła. Przysłała esemesa. W kolejnych umawialiśmy się na wspólne życie.

Błędy, których sobie nie wybaczam?

- Braku czasu dla niej. Są dni, kiedy wychodzę z domu o szóstej rano, a z restauracji wracam o pierwszej w nocy. Na szczęście kilka lat temu Agnieszka zdecydowała się być moim menedżerem. Dzięki tej decyzji częściej jesteśmy razem.

Nigdy nie zrozumiem jej słabości do...

- ... do mnie. Kiedy znów się spóźnię, zapomnę, nawalę i chcę się tłumaczyć, ona wspaniałomyślnie zmienia temat.

Ale kiedy się obraża...

- ...robi się gęsto. Jest niezwykle dumna i ambitna, więc szkoda mi czasu na analizowanie, czyja była wina. Łatwiej, jeśli uznam, że moja. Wtedy przypełzam do niej z kwiatami.

Nie lubię, gdy pyta...

- ..."jak było w pracy?". Tym pytaniem potrafi mnie dobić, zwłaszcza jeśli zadaje je w domu, kiedy marzę, żeby pracę zostawić za sobą.

Wiem, że nie tylko jej pragnę, ale i kocham, kiedy...

- ...budzę się rano, a moją głowę bombardują myśli: "Boże, jaki dziś dzień?", "Co jest do zrobienia, gdzie muszę zdążyć?". W takich momentach uspokaja mnie jej obecność. Nie musi nic mówić, wystarczy, że słyszę jej oddech, czuję zapach. Wtedy dociera do mnie, że jestem we właściwym miejscu z odpowiednią kobietą. 

Monogamia to...

- ...gdy się kocha - oczywistość.

Gdy ona się odchudza...

- ...nie mogę pojąć, dlaczego. Nie dostrzegam tych "dwóch dodatkowych centymetrów w obwodzie".

W nasze rocznice, jej święta...

- ...kupuję bilety, na przykład do Barcelony. Jednak równie często przygotowuję emocjonalną przemowę z tysiącem dowodów na to, że naprawdę pamiętałem, tylko coś lub ktoś spowodował, że znowu musiałem gotować, zamiast być z nią.

Najlepsze zdjęcie, jakie jej zrobiłem?

- Cztery lata temu na Korsyce, podczas śniadania na tarasie. Kilka sekund wcześniej, patrząc sobie w oczy, poczuliśmy, że jesteśmy gotowi na nasze dziecko. Uchwyciłem tę chwilę i radość w jej spojrzeniu.

"To zapowiedź wojny", myślę...

- ...gdy słyszę: "Dobrze, rób swoje!". Rozumiem, że nie podoba jej się mój pomysł i nie mam co liczyć na jej wsparcie.

Bez niej z łatwością mogę...

- ...wybrać produkty, z których gotuję w restauracji. Całą resztę konsultujemy. Ufam jej intuicji i wyczuciu. To ona urządzała Atelier.

Udowodniłem, że jest najważniejsza, kiedy...

- ...zdecydowałem, że gdy wyjeżdżam służbowo, jedziemy razem. Obecność Agnieszki to obowiązkowy punkt w moich kontraktach. Nie postępowałbym fair, gdybym po całym tygodniu nieobecności mówił ukochanej kobiecie: "Spakuj mnie, bo lecę na weekend do Tokio". Czyli co? Opowiem ci, jak było, i wyślę MMS z pozdrowieniami?

Zrobiłem z siebie durnia...

- Chyba jestem nim non stop. Zakochany, zalewam ją uczuciami, komplementuję, wyznaję, że kocham. Kupuję drogie prezenty i porywam na drugi koniec świata, a jednocześnie zapominam o prostych gestach: wyręczeniu jej w domowych obowiązkach albo zabraniu w weekend do kina.

Uwielbiam, gdy dla mnie...

- ...gotuje. Robi to naprawdę dobrze. Jest specjalistką od kuchni azjatyckiej. Świetnie wychodzi jej kaczka po tajsku.

Chciałbym...

- ...gdy spotkamy się na tamtym świecie, usłyszeć od niej: "Nadal cię kocham".

Wysłuchała: Natalia Kuc

Twój STYL 6/2014

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje