Reklama

Reklama

Kinga Preis: Wierzę w ludzi

Może teraz przyszedł czas, byśmy zdecydowali, co i kto jest dla nas najważniejszy? – mówi nam Kinga Preis. Czy ona sama już podjęła tę decyzję? Przeczytaj fragment wywiadu z Kingą Preis z majowego wydania magazynu PANI.

W jakim momencie zastała cię konieczność odosobnienia?

Reklama

Kinga Preis: Miałam sześć tygodni wolnego między zdjęciami. Zanim pozostanie w domu stało się sposobem na zdrowie swoje i innych, cieszyłam się byciem w domu. Choć tak naprawdę odpoczywam, kiedy wyjadę gdzieś daleko. Najlepiej tam, gdzie są słońce i morze. Deszczowa pogoda jakoś mi nie służy.

- Ponieważ oboje z mężem nurkujemy, miałam ochotę zorganizować taki nurkowy wyjazd. Ale okazało się, że Piotr - mimo moich wielokrotnych próśb - zapomniał wyrobić sobie nowy paszport i nie ma ważnego dokumentu. Wściekłam się potwornie, otarliśmy się o małą awanturkę połączoną z furią. Już zaczęłam kolorować czerwoną kartkę na naszym boisku. A mój mąż na to: "Jak ja się cieszę, że mam nieważny paszport. Dzięki temu nigdzie nie pojedziemy. Bo ja się naprawdę boję tego koronawirusa". Jak się okazało, miał rację.

Próbowaliście jeszcze zmienić kierunek?

- Zanim epidemia się rozwinęła, chciałam wyjechać gdziekolwiek. Ale wszędzie pojawiały się przypadki zachorowań. W ostateczności byłam już gotowa nawet na podróż do zimnej Norwegii. Koronawirus pojawił się i tam, więc Północ również odpadła. Uznałam, że świat mówi mi, że mam się nigdzie nie ruszać. Jeszcze w trakcie tych prób wyjazdu Piotr zaproponował, żebyśmy sprawdzili, czy są maseczki ochronne. Bo wtedy najbardziej obawiałam się zakażenia w samolocie.

- Poszliśmy do sklepu, pytamy. Pracownik na to: "Proszę państwa, macie wielkie szczęście, właśnie wypakowaliśmy nowy towar i są maseczki, których za godzinę już nie będzie. Mamy P1, P2 i P3, która zabezpiecza całkowicie i ma do tego jeszcze gogle". Zobaczyłam siebie, jak wsiadam do samolotu w goglach i uświadomiłam sobie, że urlop spędzę w domu.

Lubisz podróżować?

- Uwielbiam. Byłam w wielu miejscach, choć nie wszędzie czuję się tak samo dobrze. Na Zanzibarze, który zachwycił mnie swoim pięknem, nie czułam się komfortowo ze świadomością biedy, która tam panuje, i tego, że jesteśmy dla jego mieszkańców symbolem wszystkiego, co nas dzieli Kiedy miałam 19 lat, odbyłam długą podróż po Izraelu i Egipcie. Zwiedzałam, jeździłam wszystkimi środkami lokomocji, spałam pod chmurką na materacu, kątem u dobrych ludzi, tak naprawdę na nic mnie wtedy nie było stać i nie czułam dysproporcji cywilizacyjnych.

- Nie mam problemu z różnicami kulturowymi, z miejscami, gdzie na przykład należy się inaczej ubrać, żeby nikogo nie urazić swoim strojem. Ale celowo się tam nie wybieram.

Tekst pochodzi z magazynu

PANI

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama