Reklama

Reklama

Katarzyna Dowbor: Wędka to impuls. Od was zależy czy złowicie rybę!

Katarzyna Dowbor: Kocham urządzać domy, to moja pasja, moja wielka miłość /Tomasz Urbanek /East News

A obecny dom, ten wymarzony, jak pani go znalazła?

Reklama

- Przez przypadek. Szukałam domu idealnego, strasznie chciałam, żeby był taki, jak sobie wymarzyłam i jest. Drewniany, bo jestem wielką fanką lekkich, szkieletowych domów, uważam, że sto lat żyć nie będziemy i nie musimy budować twierdzy. Dworkowaty, w świetnym miejscu pod Warszawą. Należał do mojej koleżanki, a ja pod wpływem impulsu podjechałam ją odwiedzić. Weszłam, zadzwoniłam. Koleżanka była w szoku, mówi: "A skąd ty wiedziałaś, że ja tu dzisiaj będę?". Mieszkała w Warszawie, do tego domu zaglądała od czasu do czasu, w weekendy. Nie wiem, coś mnie tknęło, żeby tam pojechać.

- Byłam z moim psem Pepe, to była jesień, cudowna pora roku. Weszłam do tego domu i od razu poczułam, że to moje miejsce. Ogień w kominku się palił, a Pepe natychmiast wskoczył na kanapę. Mówię do koleżanki: "Chcę mieć ten dom!". Ona: "Ale ja go nie chcę sprzedać". Wtedy się śmiałyśmy, ale po pewnym czasie rzeczywiście podjęła decyzję o sprzedaży i tak tu zamieszkałam. Zabawne jest to, że data umowy kupna wypadła dokładnie w dniu moich urodzin, dom stał się więc urodzinowym prezentem. Jest cudny, włożyłam w niego dużo czasu, pieniędzy i swoich pomysłów- kocham go.

- Domy mają w sobie coś takiego, że kiedy włoży się w nie serce i energię - rozkwitają. A kiedy stoją puste - marnieją. Mój też był jakiś szary i smutny, jakby chory, bo nikt w nim nie mieszkał. To dlatego, że sam dom to ściany i sprzęty, a żeby dom był naprawdę domem, muszą w nim być ludzie i zwierzęta. Bez nich to tylko smutny budynek.

Wiem o tym, bo zamieszkałam w takim domu na Podlasiu. Teraz naprawdę ożył.

- Uwielbiam Podlasie, świetnie się tam czuję! Dużo jeździmy po Polsce, widzimy wiele ślicznych miejsc, jeziora, stawy, morze, ale nigdzie nie ma tak życzliwych i ciepłych ludzi jak na Podlasiu. Nie zapomnę jednej z naszych bohaterek, kobiety z dwójką dzieci, ciężko pracującej w gospodarstwie brata. Niezmiernie pracowitej gospodyni: nigdy u nikogo nie widziałam tylu weków i przetworów przygotowanych na zimę, cała spiżarnia pełna słoików. Przyniosła nam orzechy - "zdrowe nie pryskane". Na jej podwórku chodziły najgrubsze gęsi i kaczki, jakie widziałam, miała też ogród. Zwierzyłam się jej, że też mam ogródek i zwierzęta, ale maliny nie chcą mi dobrze rosnąć, nie owocują. Szczerze się przejęła. Oddaliśmy im dom, pożegnaliśmy się, ruszamy do auta, ale słyszę, że ktoś za nami biegnie: "Pani Kasiu, pani poczeka!". Nasza bohaterka taszczy worek na śmieci, a w nim cztery krzaczory malin. "A to, żeby pani miała moje maliny w ogrodzie. Urosną!". Bardzo mnie tym wzruszyła, podzieliła się ze mną, mimo że sama miała niewiele. To w dzisiejszych czasach bardzo rzadkie. Ale tacy są ludzie z Podlasia...

A jak brzmi pani życiowa filozofia?

- Mam takie powiedzenie, które pomaga mi funkcjonować w życiu i nie zachłystywać się sukcesami: nic nie jest nam dane na zawsze. Powtarzam to też moim rodzinom z programu: "Nic nie jest wieczne, teraz dostajecie nowy dom, ale do was należy, żebyście coś jeszcze z tego mieli, żebyście tą wędką wyciągnęli sobie rybę. Nie wierzcie w to, że jak jest ten nowy dom, to już wszystko będzie się robić samo. Teraz wy musicie zadbać o niego i o siebie, pracować, walczyć o swoje marzenia. Coś dostaliście, ale nie po to, żeby wywyższać się nad innych ludzi, przechwalać się: ‘My teraz mamy najładniejszy dom na wsi’. Szanujmy też tych, którzy mają mniej i to co dostaliśmy".

I szanujmy zwierzęta. Bez nich nie ma domu.

- Bardzo mnie cieszy, że wokół programu poszła taka prozwierzęca fama. Ludzie z naszych rodzin i tych, którzy zgłaszają innych, mówią: "Tylko pamiętaj, pies nie może być na łańcuchu, bo Dowbor nie weźmie domu, gdzie zwierzęta są źle traktowane". Nie tylko ja - wszyscy w ekipie uwielbiają zwierzęta, dopieszczamy je jak się da i staramy się im pomóc. Składamy się na budy, miski i jedzenie. Pies, który miał łańcuch na szyi, dostał od naszej pani reżyser obrożę. Każdy się stara zrobić coś dobrego i za to cenię swoje "dzieciaki". Tak mówię o ekipie, bo przecież ja jestem najstarsza! "Dzieciaki" są spoko. Będę naprawdę szczęśliwa, jeśli dostaną Telekamerę 2021.

Rozmawiała: Katarzyna Droga

Katarzyna Dowbor  nominowana jest w plebiscycie Telekamery 2021 w kategorii Osobowość telewizyjna. Program "Nasz nowy dom" otrzymał zaś nominację w kategorii Program rozrywkowy. Głosowanie trwa do 11 lutego - oddaj im swoje głosy!

***

Zobacz również:


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje