Reklama

Reklama

Kasia Struss: Macierzyństwo mnie zmieniło

Przebiła się do samej elity najlepszych światowych modelek, brała udział w pokazach najsławniejszych projektantów, a jej zdjęcia ukazywały się na okładkach najbardziej prestiżowych magazynów. Dziś Kasia Struss nadal jest wziętą modelką, ale zdążyła już całkowicie przewartościować swoje życie, wprowadzić w nie harmonię i szczęście. O początkach kariery w modelingu, macierzyństwie i swojej pasji do kosmetyków naturalnych opowiada w rozmowie ze Styl.pl.

Izabela Grelowska: Zaczynałaś karierę w modelingu jako bardzo młoda dziewczyna. Jak, jako nastolatka, postrzegałaś ten świat?

Reklama

Kasia Struss: - Czułam się, jakbym była w jakimś filmie. Wszystko wydawało się piękne i nierzeczywiste.

Onieśmielenie czy fascynacja?

- Bardziej fascynacja. Odbierałam to jako przygodę. Nie czułam zupełnie strachu czy onieśmielenia. Ponieważ praktycznie nie wiedziałam nic o tym biznesie, weszłam w niego z pewną naiwnością. I podejrzewam, że to mi bardzo pomogło w początkach kariery. Jeśli za dużo się wie, na przykład o osobach, które mogą zadecydować o naszej karierze, o magazynach i rządzących nimi prawach, to trema i stres mogą nas zjeść. Nie miałam tego, bo nie zdawałam sobie sprawy z powagi sytuacji.

A był taki moment, w którym zdałaś sobie sprawę?

- Na pewno nie było jednego takiego momentu. Oczywiście z czasem dojrzewałam i nabierałam wiedzy o branży, ale nie było jakichś wydarzeń, które spowodowałyby, że spadły mi różowe okulary. To była piękna, długa podróż i wspaniała przygoda.

Uważasz, że miałaś dużo szczęścia czy umiałaś pokierować swoją karierą?

- To był miks wszystkiego: i szczęścia, i postawy, i warunków fizycznych.

Często podkreślasz w wywiadach, podobnie zresztą jak inne modelki, że ludzie nie zdają sobie sprawy jak trudna jest to praca. Na czym polegają te trudy?

- Każdego dnia oceniany jest nasz wygląd fizyczny: począwszy od stóp, skończywszy na kolorze włosów i oczu. To jest bardzo obciążające mentalnie. Nie jest łatwo znieść nieustanną presję tego rodzaju. Dlatego tak dużo mówi się o anoreksji i o różnych złych drogach, jakie modelki wybierają. Tak się zdarza, ponieważ presja mentalna jest ogromna. Trzeba mieć naprawdę grubą skórę. Bycie ocenianym cały czas nie jest łatwe. Modeling jest też dość wyczerpujący fizycznie. Długie godziny pracy, przemieszczanie się z kontynentu na kontynent, wieczne bycie w samolocie. To ciężka praca i psychicznie, i fizycznie.

Pomimo wielkich sukcesów w branży nie starałaś się być w centrum zainteresowania, nie aspirowałaś do świata celebrytów, raczej chroniłaś swoją prywatność. Świadomie obrałaś taką strategię?

- Po prostu taka jestem. Nigdy nie ciągnęło mnie do bycia celebrytką. Zawsze chciałam być rozpoznawana tylko i wyłącznie przez pryzmat mojej pracy, a nie jakichś historii z życia prywatnego. Źle bym się czuła teraz w Warszawie, gdybym była rozpoznawana na ulicy.

A nie jesteś?

- Tylko przez wąską grupę ludzi, którzy interesują się modą i to jest bardzo fajne. Mam tę wolność, że mogę sobie wszędzie wyjść. Dlatego nigdy nie dążyłam do rozpoznawalności. Teraz dążę do tego, aby moja firma była bardziej rozpoznawalna ode mnie (uśmiech).

Zdarzyło ci się doznać jakichś złych stron sławy?

- Nie, nigdy.

A jakie są te fascynujące strony pracy modelki?

- Na szczęście dobrych stron jest więcej. Możliwość podróżowania jest jedną z nich. Z całą pewnością nigdy nie dotarłabym do tych wszystkich pięknych zakątków świata, w których byłam, gdyby nie modeling. To także poznawanie kreatywnych, utalentowanych ludzi z całego świata, obcowanie z różnymi kulturami. To bardzo kształtuje człowieka i daje ogrom doświadczenia życiowego. To jest niesamowite i żadna szkoła tego nie da.

Za tobą kilkanaście lat kariery top modelki. Czy przez ten czas ten świat mody bardzo się zmienił?

- Tak. Social media bardzo dużo zmieniły. Świat mody stał się o wiele bardziej dostępny. Już nie ma takiej ekskluzywności i wszystko dzieje się o wiele szybciej. Pandemia teraz nieco to wyhamowała, ale tempo było niesamowite: bardzo dużo kolekcji, bardzo dużo sesji, ciągle się klikało: next, next next. Dostarcza się ciągle więcej, ale zainteresowanie jest coraz krótsze.

Jak oceniasz te zmiany?

- Uważam, że to są zmiany na gorsze. Bardziej podobał mi się świat mody sprzed social mediów, był bardziej ekskluzywny, ludzie ze sobą rozmawiali na backstage’u, teraz wszyscy siedzą z telefonami. Było wolniej, było więcej przestrzeni na kreatywność, rozmowę, kontakty międzyludzkie. Gdybym teraz miała zaczynać jako modelka, nie wiem czy by mi się udało. Nie lubię relacjonować swojego dnia, robić selfie itd. Nie wiem, jak bym się odnalazła w tych realiach.

Przy tak ogromnym tempie życia i dużej presji muszą się też pojawiać momenty wypalenia zawodowego. Spotykały cię takie sytuacje?

- Czułam wypalenie zawodowe tuż przed zajściem w ciążę. Zresztą był to kryzys, który dotyczył nie tylko pracy. W ogóle czułam się wypalona. Nowy Jork, miasto, w którym mieszkałam od lat i którym byłam zafascynowana, zaczął mnie przytłaczać. Praca modelki nie dawała mi już tej satysfakcji i nie widziałam w niej sensu. Wtedy pojawiła się w moim życiu potrzeba zmian i w rezultacie zmieniłam wszystko. Wyprowadziłam się z Nowego Jorku, zaszłam w ciążę. Wywróciłam swoje życie do góry nogami.

- Uważam, że kiedy wypalenie następuje, to zmiany są dobre i trzeba do nich dążyć. Najgorzej jest stanąć w miejscu. Zdecydowałam się na ogromne zmiany i to wyszło mi na dobre.

To wtedy pojawił się pomysł na stworzenie marki kosmetyków?

- Moja pasja związana z kosmetykami naturalnymi trwa już od ponad 10 lat. Dzięki mojej pracy modelki mogłam przetestować różne firmy, różne produkty, różne filozofie pielęgnacyjne. Doszłam wtedy do wniosku, że nie ma jednej linii, która oferowałaby mi krok po kroku wszystko, czego potrzebuję. Postanowiłam sama stworzyć linię zaspokajającą wszystkie potrzeby różnych typów skóry, zarówno u kobiet, jak i mężczyzn, bez podziałów na wiek. Zbierałam się do tego 10 lat, ale dopiero gdy zaszłam w ciążę, nabrałam wystarczającej motywacji. Zrozumiałam, że to dobry czas na podjęcie konkretnych kroków. Przed ciążą nie miałam odwagi, aby założyć firmę. To nie jest taka łatwa decyzja. Do tego trzeba dojrzeć i ciąża mi w tym pomogła, popchnęła mnie do działania. Skrystalizowała się wówczas bardzo wyraźna wizja mojej marki: wizerunku, logo, całej filozofii. Nie mogłam tego po prostu zignorować.

Dlaczego nazwałaś markę imieniem córki?

- To ciąża spowodowała wszystkie bardzo pozytywne zmiany w moim życiu na tle prywatnym i zawodowym, dlatego nie mogło być inaczej. To moja córka Alice stoi za tymi zmianami i po prostu nie wyobrażałam sobie innej nazwy. Uważam też, że w pewnym sensie zatoczyłam koło. Powróciłam do Polski, produkuję tutaj kosmetyki. Ma to dla mnie symboliczne znaczenie.

Ciąża dała ci motywację, a jak zmieniło cię macierzyństwo?

- Bardzo mnie zmieniło i to na lepsze. Przewartościowałam wiele rzeczy. To, co było ważne przed narodzinami córki, zeszło na drugi plan. Patrzę inaczej na życie, kieruję się innymi wartościami. Doceniam i szanuję każdego bliźniego, bo wiem jakim cudem jest życie. Jestem zupełnie inną osobą. Wcześniej goniłam nie wiadomo za czym. Teraz dostrzegłam, że prawdziwa wartość to jest rodzina.

Jak Kasia Struss dba o urodę? Czytaj na następnej stronie>>>

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje