Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Karolina Gruszka: Definicja miłości

​Czy aktorka może być ekspertem od uczuć? Emocje na scenie to przecież symulacja, próba latania bez odrywania nóg od ziemi. Miłości uczą nas bliscy ludzie, mówi Karolina Gruszka. Od nich zależy, czy będziemy w związku chcieli brać, czy wybierzemy miłość, która niczego nie oczekuje, po prostu jest. A właśnie takie uczucie sprawia, że wszystko w życiu staje się możliwe. Przeczytaj fragment rozmowy z Karoliną Gruszką z lutowego numeru magazynu Twój STYL.

Przygotowując się do naszej rozmowy, szukałam cytatów o miłości. Znalazłam coś takiego: "O miłości wiemy niewiele. Z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbuj zdefiniować kształt gruszki". Tyle Andrzej Sapkowski. Pani potrafi zdefiniować swój kształt?

Reklama

Karolina Gruszka: Nauczyłam się nie myśleć o sobie w kategorii bycia "jakąś". To uwalniające. Im jestem starsza, tym myślę o sobie mniej. Oczywiście czasem włącza mi się wewnętrzny krytyk, który szepce: jesteś niedostatecznie... jesteś za bardzo... Każdy takiego kontrolera w sobie nosi. Na szczęście umiem go zazwyczaj wyciszać, a w każdym razie nie traktować zbyt serio. Nie sprowadzam siebie do przymiotników: miękka, chropawa, delikatna, twarda, jakaś. Lepiej mi się dzięki temu żyje. Myślę, że cenniejsze od nazywania jest odczuwanie siebie, pozostawanie w kontakcie ze swoją głębszą istotą, która wymyka się słowom.

A kto panią nauczył kochać?

- Ja się ciągle uczę! To proces. Jeśli mamy jednak rozmawiać na takie tematy, warto byłoby doprecyzować, co rozumiemy pod słowem "miłość". W moim przekonaniu jest to siła łącząca nas ze źródłem wszystkiego, z nami samymi takimi, jacy jesteśmy naprawdę. Poza ego, poza definicjami. Takiej miłości uczą nas różne tradycje duchowe. Dla mnie inspiracją pozostaje buddyzm, ale też prawosławie. Bardzo ważni są ludzie napotkani na naszej drodze. Miałam szczęście, bo od dzieciństwa otaczały mnie osoby pełne ciepła i empatii. Przede wszystkim rodzice, dziadkowie, siostra, przyjaciółka, potem mąż i córka. Dzięki nim udało mi się zachować ufność i wiarę w to, że relacje z ludźmi mogą być oparte na wspólnym uczeniu się miłości, mogą sprawiać, że uchylają nam się w sercu kolejne drzwi. Mam wrażenie, że otwieranie się na miłość to jedyne poważne zadanie, jakie mamy w naszym życiu do wykonania.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje