Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Joanna Kulig: Życie musi kręcić!

Nie obiecywała, że podbije Hollywood. Sukces przyszedł bez fanfar. Role w Idzie, Zimnej wojnie zrobiły z niej aktorkę światowego formatu. Urosły mi skrzydła - mówi Joanna Kulig, ale też nie zamierza spłonąć jak Ikar. Na planie serialu The Eddy pojawiła się z małym synkiem i odebrała lekcję: Nie da się być i mamą, i gwiazdą. "Chcę teraz mieć siebie dla siebie" - mówi. Przeczytaj fragment wywiadu z Joanną Kulig, który znajdziesz w najnowszym numerze magazynu Twój STYL.

Cannes, Los Angeles, nagrody - kiedy myślę o sukcesie dziewczyny z maleńkiej Muszynki, przychodzi mi na myśl soczysty przymiotnik pasujący do twojego życia: fascynujące...

Reklama

Joanna Kulig: O, tak. To dobre słowo. Fascynacje mnie napędzają.

Porozmawiajmy o nich. Ta ostatnia to...

- Właściwie kumulacja dwóch fascynacji, coś niezwykłego, co już się nie powtórzy. Wybuch nastąpił jednocześnie w moim życiu zawodowym i prywatnym. Film Zimna wojna dostał nominację do Oscara, a na świecie pojawiło się nasze dziecko. Film został wspaniale przyjęty w Stanach, otworzył wiele drzwi. Nie musiałam do nich pukać jak ubogi krewny. Miejsca i ludzi, o których kiedyś tylko czytałam, oglądałam w telewizji, teraz miałam na wyciągnięcie ręki. Dosłownie.

- Na przykład: ogromną fascynacją mojej młodości był Quincy Jones, jazzowy guru. Uwielbiałam go, wyobrażałam sobie, że go kiedyś spotkam. Pewnego dnia podczas pobytu w Stanach wraz z ekipą Zimnej wojny zostaliśmy zaproszeni na pokaz filmu, który reżyserowała jego córka Rashida. Małe grono, kameralna kolacja. Gościem specjalnym był on - główny bohater. Poznałam go! Wstrząsające, romantyczne przeżycie.

Muszę zapytać o jazz - skąd w tobie ta miłość?

- Zawsze byłam muzykalna. Lubiłam słuchać radia, w Dwójce nadawano audycje jazzowe. Rosłam przy tej muzyce. W wakacje rodzinnie występowaliśmy ze standardami w Krynicy-Zdroju, w klubie Węgierska Korona. Brat grał na pianinie, siostra i ja śpiewałyśmy, chłopcy z bandu przygrywali. Średnią szkołę muzyczną skończyłam w Nowej Hucie. Panowała tam duża swoboda. Klasyka - tak, ale było też wielu jazzmanów. Potem występowałam w klubach krakowskich - Pod Jaszczurami, Moulin Rouge.

- Zimna wojna była okazją połączenia aktorstwa z fascynacjami muzycznymi. I punktem odbicia następnego projektu, który będzie miał premierę w maju; The Eddy, serial Netflixa. Sześć miesięcy zdjęć spędziłam w Paryżu ze znakomitymi jazzmanami, wśród których był np. Glen Ballard, autor muzyki i tekstów piosenek, m.in. Michaela Jacksona. Nie dostałam się na wydział jazzu i muzyki rozrywkowej, choć próbowałam dwa razy. Ale po latach spotkałam się z mistrzami na planie. The Eddy to nazwa klubu i zespołu jazzowego. Gram jedną z głównych ról kobiecych. Każdy odcinek opowiada historię jednego z muzyków. Większość aktorów to filmowi naturszczycy, ludzie profesjonalnie zajmujący się jazzem. Zdjęcia były trudne, na planie pracowały trzy kamery jednocześnie, nie było wielu dubli. Chodziło o to, żeby uchwycić naturalność, klimat.
 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje