Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Joanna Kulig: Kobiecość to nasza siła

Każda kobieta ma swoją osobistą strefę wrażliwości, delikatności i myślę że to, co rysuje nam się na twarzy - radość, smutek, zmęczenie - te wszystkie emocje, to nasza wewnętrzna siła, która może być generowana w różny sposób - mówi aktorka Joanna Kulig. - Stajemy się bardziej kobiece przez to, że wspieramy inne kobiety, a nie podcinamy im skrzydeł.

Katarzyna Drelich, Styl.pl: Została pani ambasadorką najnowszej kolekcji W. KRUK - Blask. Jaki jest pani sposób na emanowanie blaskiem kobiecości, kiedy ciągle jesteśmy w biegu?

Reklama

Joanna Kulig, aktorka: - Wspaniałe jest to, że ambasadorkami kolekcji zostały kobiety z tak różnych dziedzin: pisarka, sportsmenka, nauczycielka. Każda kobieta ma swoją osobistą strefę wrażliwości, delikatności i myślę że to, co rysuje nam się na twarzy - radość, smutek, zmęczenie - te wszystkie emocje, to nasza wewnętrzna siła, która może być generowana w różny sposób. Pod warunkiem, że jesteśmy autentyczne, emanujemy tym blaskiem na zewnątrz, nawet w biegu. Kobiecość jest w nas coraz silniejsza, gdy jesteśmy prawdziwe. Polki są wyjątkowo silnymi kobietami.

Czy tej kobiecości możemy uczyć się od siebie nawzajem?

- Na pewno możemy się nią dzielić, spędzać ze sobą czas, zarażać się energią i siłą. To jest właśnie piękne w solidarności kobiecej, że nie każda z nas jest zawsze na tym samym etapie, każda z nas ma inne emocje i trudne chwile w życiu, ale bazując na własnym doświadczeniu możemy się nawzajem podnosić na duchu. Same też stajemy się bardziej kobiece przez to, że wspieramy inne kobiety, a nie podcinamy im skrzydeł.

Podczas premiery kolekcji śpiewała pani piosenkę "Lubię być szczęśliwa" Jerzego Wasowskiego. Przyrównując to do postaci Zuli, którą grała pani w filmie "Zimna Wojna" widzę pewien dysonans. Ona nie lubiła być szczęśliwa.

- Ona miała cechę autodestrukcji w sobie i sama się doprowadzała do tego, że była nieszczęśliwa. Myślę, że miała wewnętrzne piękno, tylko koleje losu i to, co działo się w tamtym czasie nie pozwoliło jej rozbłysnąć na nowo i iść w bardziej konstruktywną stronę. Każdy ma w sobie te dwie sfery. Najlepiej jest, kiedy bierze górę ta, która pozwala nam się rozwinąć, choć czasem jest to trudne. A Zula to niewątpliwie przykład postaci tragicznej.

A co najbardziej sprawia, że jest pani szczęśliwa?

- Wbrew pozorom nie jest to kariera. Macierzyństwo bardzo zmienia osobowość kobiety. To właśnie bycie matką, opiekowanie się moim synkiem, mój mąż, rodzina - to daje mi największą radość. Bardzo się cieszę, że po tak owocnym i intensywnym zawodowo czasie, po kampanii oscarowej, po Cannes, ciąży, po zdjęciach we Francji, gdzie na plan chodziłam z moim małym synkiem, wróciłam do Warszawy. Czuję większą radość i swobodę, mam czas żeby pójść z mężem do opery, na spacer, mogę czytać więcej książek i spędzać więcej czasu z przyjaciółmi. To codzienne życie sprawia, że lubię być szczęśliwa.

Zobacz także:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje