Reklama

Reklama

Joanna Gabańska: Dając kolejną szansę biologicznym rodzicom, odbiera się ją dzieciom

- W domu był straszny brud, bo dziecko musiało się gdzieś załatwiać. Było też podejrzenie, że z głodu zjadało swoje odchody. Nie było karmione, nie miało żadnej opieki i musiało jakoś przetrwać - tłumaczy Jaonna Gabańska, dyrektor ośrodka adopcyjnego w Krakowie, które zajmowało się sprawą trzyletniego chłopca odebranego patologicznej matce. To nie jest jedyny przykład tak potwornego zaniedbania dziecka, jakiego dopuszczają się dysfunkcyjni rodzice. Jest za to mnóstwo innych, w których dzieci są poddawane strasznej przemocy fizycznej i psychicznej. Dlaczego tak trudno odebrać je ich rodzicom-katom w Polsce? Jaki na to wpływ ma nasza polityka prorodzinna?

Magdalena Tyrała: Jak wygląda procedura adopcyjna w Polsce?

Reklama

Joanna Gabańska, dyrektor Ośrodka Adopcyjnego TPD w Krakowie: - Procedura adopcyjna nie zmienia się od lat, regulują ją te same przepisy, czyli ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, a także w niewielkim zakresie kodeks rodzinny. Zawsze na początku jest wstępna rozmowa z kandydatami, raczej o charakterze informacyjnym.

- Kandydaci najczęściej przychodzą do ośrodka z wyobrażeniami o adopcji, jak i z wyobrażeniami o drodze do adopcji, które bardzo często mocno rozmijają się z rzeczywistością. Temu właśnie służy ta pierwsza rozmowa, by kandydaci mogli przyjrzeć się swoim motywacjom czy rzeczywiście rodzicielstwo adopcyjne, które jest zdecydowanie trudniejsze od biologicznego, jest faktycznie dla nich, jest tym czego pragną. Później rozpoczyna się bardziej formalna droga, kandydaci muszą zebrać odpowiednie dokumenty, które potwierdzają ich sytuacje zatrudnienia, zdrowotną i mieszkaniową, a także potwierdzające, że są parą małżeńską.

Ze stażem przynajmniej pięciu lat, prawda?

- Faktycznie, staramy się trzymać tego wymogu, choć on nie jest nigdzie wprost dookreślony, a wynika z wieloletnich doświadczeń ośrodków i sądów rodzinnych. Przyznam jednak, że w ciągu ostatnich kilku lat zmieniliśmy podejście na bardziej elastyczne, w związku z tym, że obyczajowość naszego społeczeństwa się zmieniła. Mamy nadzieję, że osoby, które do nas przychodzą, oświadczają nam prawdę i na tym ich oświadczeniu się opieramy. Zatem, jeśli para mieszkała kilka lat ze sobą jeszcze przed zatwierdzeniem małżeństwa i ma staż małżeński powyżej dwóch lat, wówczas takiej parze umożliwiamy przygotowanie się do adopcji.

A jak wygląda obecnie sprawa z wymaganiami wobec wieku? Zdaje się, że kiedyś ten wiek graniczny, po którego osiągnięciu para nie mogła adoptować dziecka, ustalony był na 45. rok życia. Tu też przecież wiele się zmieniło w obyczajowości Polaków i coraz więcej kobiet decyduje się na późne macierzyństwo.

- Wiek również nie jest tak wprost dookreślony. Minimalna i maksymalna granica jest również wypracowana poprzez doświadczenia ośrodka. Muszę przyznać, że od paru lat zgłaszają się do nas osoby coraz młodsze, najczęściej takie, które nie mogą mieć biologicznych dzieci. Z tego względu ten wiek, chociaż i tak jest dość wysoki, wciąż się obniża i to nie jest już 40 lat różnicy między rodzicami a dzieckiem, tak jak było kiedyś. Przyjmujemy obecnie, że jest to maksymalnie 36 lat, oczywiście do uzyskania dziecka małego - do pierwszego roku jego życia. Powyżej 36. roku życia kandydatom proponuje się dzieci starsze.

W jakim wieku są najmłodsi zgłaszający się kandydaci?

- Nawet około 26. roku życia, co się jeszcze kilka lat temu bardzo rzadko zdarzało. Jeśli para ma długi staż i szybką diagnozę, że nie może mieć biologicznych dzieci, jakoś to oswoiła i przepracowała swoją biologiczną niepłodność,  nie widzimy przeszkód, aby taką parę przyjąć. Musi ona jednak mieć pewność, że wyczerpała absolutnie wszystkie możliwe sposoby na posiadanie biologicznego dziecka. Co ciekawe, takich par jest coraz więcej.

Co jest tego powodem?

- Z mojej obserwacji, jak również z informacji medycznych wynika, że coraz częstszym powodem bezdzietności par jest stuprocentowa niepłodność młodych mężczyzn. Im młodsze pokolenia, tym większy problem bezpłodności panów. Co więcej, najczęściej jest u nich stwierdzony laboratoryjny całkowity brak żywych plemników. Przyczyny tej niepłodności są złożone, ale ogromny wpływ na nią ma duże zanieczyszczenie środowiska, wszechotaczająca nas elektronika oraz wszechobecna chemia. Mężczyźni są bardziej narażeni na ten wpływ w związku z faktem, że ich narządy płciowe nie są schowanie tak jak u kobiet, są wyeksponowane.

A maksymalny wiek osób, które mają szanse na adopcje?

- Około 50. roku życia - takim potencjalnym rodzicom adopcyjnym proponujemy dzieci w wieku 8 czy 9 lat. Nastolatkowie, powyżej 12. roku życia sami często nie chcą być adoptowani. Kandydaci też mają obawy przed adopcją nastolatków, w związku z czym to się bardzo rzadko zdarza. Co innego, jeśli bierze się pod uwagę rodzeństwo, z którego jedno dziecko ma na przykład 7 lat, a drugie 11. Takie adopcje są jeszcze do przeprowadzenia.

A co się dzieje, jeśli jest duża różnica wieku między małżonkami?

- W takiej sytuacji "wyciągamy średnią" i indywidualnie przyglądamy się parze. Nawet ostatnio miałam taką parę, gdzie kobieta miała 53 lata a mężczyzna 48 lat. Już na pierwszym spotkaniu zauważyłam, że w tej pani jest bardzo dużo energii życiowej, takiej żywotności, siły i dobrej motywacji, a poza tym duża otwartość na starsze dziecko. Po tej pierwszej rozmowie wspólnie z zespołem podjęliśmy decyzję, że dopuszczamy państwa do procedury adopcyjnej.   

Jakie materialne warunki kandydaci muszą spełnić, by przystąpić do procedury adopcyjnej?

- Muszą przedstawić zaświadczenia o dochodach. Nie są to wygórowane oczekiwania, bo muszą to być przynajmniej dwie minimalne pensje krajowe. Stwierdziliśmy, że jeśli dopuszczalna jest taka minimalna pensja, to nie widzimy powodów, dla których mielibyśmy blokować adopcje parom, które nie mają możliwości zarobić więcej. Zatem dwie minimalne pensje to jest taki warunek podstawowy.

A warunki mieszkaniowe? Co w sytuacji, gdy para nie posiada mieszkania na własność, a tylko je wynajmuje?

- Para może mieszkać w wynajmowanym mieszkaniu, o ile ma jakiś rodzaj zabezpieczenia, czyli wynajmuje mieszkanie, ale jest współwłaścicielem domu rodzinnego. Nie musi koniecznie w nim zamieszkiwać, ale ma jakiś rodzaj zaplecza, zabezpieczenia mieszkaniowego. Gdyby sytuacja finansowa takiej pary nagle się pogorszyła,  nie możemy narazić dziecka na to, że straci ono dach nad głową, pozbawione zostanie swojego miejsca zamieszkania. W trudnej sytuacji zawsze będzie możliwość, by rodzina przeniosła się do domu, którego jest współwłaścicielem. Staramy się, aby sytuacja mieszkaniowa była uregulowana do momentu zakwalifikowania pary na rodziców adopcyjnych. Zdarza się, że para buduje dom i kwalifikację dostaje pół roku wcześniej, zanim zakończy budowę i go wykończy. Jednak przed tym faktem nie zaproponujemy jej dziecka.

Powiedziała pani, że procedura adopcyjna w Polsce nie zmieniła się w żaden sposób. Dlaczego więc po zakwalifikowaniu na rodziców adopcyjnych pary tak długo oczekują na dzieci?

- Sama procedura adopcyjna na pewno się nie wydłużyła. Przygotowanie do adopcji mieści się maksymalnie w roku, po którym para, jeżeli uzyska kwalifikacje, oczekuje na propozycję dziecka. Jednak rzeczywiście, obecnie zdecydowanie wydłużył się czas oczekiwania na propozycję dziecka. To z kolei spowodowane jest faktem niewielkiej liczby dzieci zgłaszanych do adopcji w ogóle, a wśród tych dzieci również takich, które mogą być przez kandydatów akceptowane, czyli dzieci w nienajgorszym stanie zdrowia i rozwoju. Ogólnie rzecz biorąc liczba dzieci spadła, ale gdyby popatrzeć na liczby bezwzględne, to tych dzieci dalej jest sporo, jednak w tej puli przeważają dzieci duże - powyżej 10. roku życia, liczne rodzeństwa - czyli powyżej trójki dzieci albo dzieci chore czy niepełnosprawne, także z powodu FAS (alkoholowego zespołu płodowego - przyp. red.).

Kiedyś było więcej dzieci do adopcji?

- Tak, wcześniej było więcej dzieci, także w tej puli średnio statystycznie w nienajgorszym stanie zdrowia.

Co rozumiemy pod tym hasłem?

- Dzieci niczym nie obciążonych zasadniczo nie ma w ośrodkach adopcyjnych, a jeśli już są, to są to sytuacje absolutnie wyjątkowe, bo z reguły dzieci pochodzą z rodzin dysfunkcyjnych, gdzie głównym problemem, szczególnie w polskiej rzeczywistości, jest alkoholizm. Dotyka on bardzo często również matki. A matka pijąca staje się przyczyną choroby swojego dziecka. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje