Przejdź na stronę główną Interia.pl

Joanna Brodzik: Szczerze, bez ściemy

Od lat podziwiamy, z jaką dojrzałością Joanną Brodzik kieruje swoim życiem i karierą. Dokonuje niełatwych wyborów, ale wewnętrzny kompas jej nie zawodzi. A może nie jest tak spokojna, jak nam się wydaje?

Warszawa, Rynek Nowego Miasta, samo południe. Niedaleko, na placu Zamkowym, kłębi się tłum turystów, mury Barbakanu są oblegane przez zagraniczne wycieczki, ale tutaj prawie nikt nie dociera. Siadamy przy stoliku na zewnątrz, żeby złapać trochę słońca, chociaż dzień jest chłodny. Joanna Brodzik zamawia rozgrzewającą herbatę z imbirem i otula się wełnianym swetrem. Kiedy rozmawiamy, patrzy mi prosto w oczy i tylko czasami wodzi dookoła pełnym skupienia wzrokiem.

Reklama

Pięć lat temu spotkałyśmy się w tym samym miejscu. Jest dla ciebie ważne?

Joanna Brodzik: Widzisz tę ławkę pod drzewem? To na niej siadałam i wypłakiwałam się w trudnych momentach, kiedy stawiałam pierwsze kroki w zawodzie. Studiowałam w Akademii Teatralnej, więc wystarczyło przebiec ulicę Podwale, żeby się tu znaleźć. Uciekałam do miejsca, które dawało mi poczucie bezpieczeństwa, bo przypominało rynek w moim rodzinnym Lubsku.

Przed czym tak uciekałaś?

- Moi nauczyciele nie byli przekonani, czy powinnam zostać aktorką. A ja nie byłam pewna, czy jestem gotowa od nowa uczyć się siebie - tego, jak chodzić, mówić, patrzeć. Przeprowadzano na mnie różne eksperymenty, żeby sprawdzić, czy wytrwam. To był trudny okres, zdarzało się, że pakowałam walizki i już prawie kupowałam bilet powrotny na pociąg do Zielonej Góry. W takich momentach siadałam tutaj i marzyłam, że jeśli zostanę w Warszawie, zamieszkam kiedyś na Nowym Mieście. Odwróć się teraz na chwilę. Widzisz te trzy okna? To moje pierwsze mieszkanie, które kupiłam kilka lat później. Na kredyt zaciągnięty w jedynym banku, który udzielał pożyczek początkującym aktorkom... (śmiech) Pamiętam, jak siedziałam na parapecie, patrzyłam z góry na rynek i byłam przerażona. To było przecież czyste szaleństwo!

Bałaś się, że sobie nie poradzisz?

- Rokowania na tzw. karierę miałam wtedy słabe. Trudno mi było znaleźć swoje miejsce, długo szukałam odpowiedzi na pytania: "Co chcę robić?" i "Po co?". Pracować zaczęłam wcześnie, już na pierwszym roku studiów, ale ukrywałam to przed moimi profesorami. Musiałam się jakoś w Warszawie utrzymać, więc zarabiałam jako fotomodelka, co w Akademii Teatralnej nie byłoby dobrze widziane. Po drugim roku debiutowałam w filmie i zaczęłam pracę w zawodzie, ale wciąż nie potrafiłam sobie odpowiedzieć na pytanie, jak ta moja droga ma wyglądać. Byłam postrzegana przede wszystkim jako atrakcyjna dziewczyna i nie wierzyłam, że ktoś kiedykolwiek dostrzeże we mnie coś więcej niż ładną buzię.

Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu PANI - już w sprzedaży!

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje