Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jerzy Trela: Wieszam koronę na kołku

„Tam, gdzie gra Jerzy Trela, tam jest teatr narodowy”, mawiali jego koledzy. Postanowiliśmy więc sprawdzić, gdzie i w jakim nastroju jest dzisiaj ten wielki aktor. Przeczytaj fragment wywiadu Violetty Ozminkowski z Jerzym Trelą za najnowszego numeru magazynu PANI, który od 22 marca jest w sprzedaży.

Violetta Ozminkowski: Horror to najlepsza forma opowieści o Polsce?

Reklama

Jerzy Trela: Tylko czy film Borysa Lankosza jest horrorem? Pewnie ociera się o ten gatunek, ale przede wszystkim mówi o losach ludzi, o tym, co w sobie noszą, jak szukają swojego rodowodu. Myślę tu zwłaszcza o roli Magdy Cieleckiej, która wspaniale gra dziennikarkę Alicję Tabor. Ona szuka po prostu swojego dzieciństwa, dlatego przy okazji pisania reportażu wraca do miasta, w którym się wychowała. Tam musi stawić czoła mrocznym sekretom własnej rodziny. Ja gram postać, która w finale pewne rzeczy jej odkrywa. Nie chciałbym jednak za dużo mówić, bo trzeba ten film po prostu zobaczyć.

"Ciemno, prawie noc" jest też baśnią?

- W jakimś sensie nią jest. Bo też jest klimat w Wałbrzychu. To niesamowite miasto-niemiasto, rozrzucone na paru wzgórzach. Gdy jeszcze przed wojną były tu budowane kopalnie, to w różnych miejscach powstawały osiedla. Teren jest pagórkowaty, jak w Los Angeles, tylko klimat inny. Są familoki na obrzeżach Wałbrzycha i piękne domy bliżej centrum, w których mieszkali szefowie tych kopalń, inżynierowie. W filmie Borysa Lankosza Wałbrzych jest miastem bardzo zróżnicowanym i dziwnym, jakby zagubionym.

Jak Polacy, którym coraz trudniej się dogadać?

- Przecież już w przeszłości staliśmy po dwóch stronach barykady. Jednak w sytuacjach ekstremalnych potrafiliśmy w naszym środowisku się porozumieć. Dla dobra sztuki. Tego nie mogę powiedzieć o niektórych osobach zajmujących się dziś kulturą. W czasach socrealizmu zrodził się u nas jazz, który był oficjalnie zakazany i nazwany zarazą, która przyszła z Zachodu. Tu w Krakowie Wiesław Dymny i Jerzy Skarżyński założyli klubik, w którym grali tacy panowie, jak Wojciech Karolak, Andrzej Kurylewicz i wielka, wspaniała reszta.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje