Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jak Polki uwierzyły, że tylko piękne będą szczęśliwe

Dziś nikomu nie opłaca się za darmo, za pomocą telewizji, edukować grubasa, jak ma jeść, żeby chudnąć. - Dziś odchudzanie to biznes, w którym liczą się pieniądze i handel emocjami - mówi Barbara Markowska.

Przeczytaj fragment książki Elżbiety Turlej “Naciągnięte:

Reklama

Siedzę przy wejściu do bloku F Telewizji Polskiej przy ul. Woronicza w Warszawie. - Ocaleni? - zaczepia mnie 60-letnia kobieta z lekką nadwagą. - Nie - odpowiadam. - Jaka to melodia? - drąży kobieta. - Nie. Czekam na spotkanie z Barbarą Markowską, która w latach 90. nagrywała tu "Kwadrans na kawę" - wyjaśniam. - Basia od kwadransowych grubasów! - wykrzykuje kobieta. - Pamiętam, pamiętam. Proszę jej przekazać, że gdyby program wrócił na antenę, chętnie wezmę w nim udział jako widownia. Wolałaby to od siedzenia na "Ocalonych".

Przekazuję, ale Barbara Markowska, dziś recenzent filmowy w Agencji Kreacji Filmu i Serialu, nie ma złudzeń, że program kiedyś wróci. Nie te czasy. Dziś nikomu nie opłaca się za darmo, za pomocą telewizji, edukować grubasa, jak ma jeść, żeby chudnąć. - Dziś odchudzanie to biznes, w którym liczą się pieniądze i handel emocjami - mówi Barbara Markowska. A przecież na początku, czyli w 1990 r., było inaczej. - Może to dlatego - zastanawia się Markowska - że nie mieliśmy pojęcia, jak ma wyglądać ta nowa, lepsza telewizja dla nowego, lepszego, bo wolnego Polaka. Szliśmy po omacku, sprawdzaliśmy, czego ludziom brakuje i dawaliśmy im to. Bo w czasach, kiedy nagle w sklepach było wszystko, Polak stracił orientację i najbardziej potrzebował przewodnika po świecie nowych produktów.

Nagle hasło "żyć" zaczęło znaczyć tyle co "konsumować". Ale jak konsumować to, czego się nigdy wcześniej nie widziało? - Do 1989 roku walczyliśmy o przetrwanie, łapaliśmy wszystko, co rzucili na półki, bo nie było wyboru - mówi współpracująca z Markowską przy "Kwadransie na kawę" dr Magdalena Białkowska z Instytutu Żywienia i Żywności w Warszawie. - Nic dziwnego, że przeciętny Polak nie łączył jedzenia z tyciem, nie patrzył na etykiety, a pojęcie kalorii - znane w kręgach uniwersyteckich - było mu obce. Potrzebował prostego wzoru na odchudzanie i dostał go w postaci pierwszej w Polsce diety tysiąca kalorii rekomendowanej przez mój instytut i omówionej w TVP.

Dr Białkowska przyznaje, że dieta tysiąca kalorii, opracowana jeszcze w czasach komuny przez Helenę Stobnicką, nie była niczym rewolucyjnym. Ot, dotyczyła najniższego, rekomendowanego w tamtych czasach deficytu energetycznego (dziś to 1200 kalorii) i sposobów komponowania odchudzonych - jak się wtedy mówiło - posiłków. Nie przypuszczała, że wyciągając tę dietę ze sterty innych, wrzuca do potocznego języka hasło "kalorie". Ale w pierwszych odcinkach "Kwadransu na kawę" o kaloriach, jedzeniu i otyłości było niewiele.

Przy stoliku na trzech nogach Marek Maldis i Jerzy Bralczyk dyskutowali o poprawnej polszczyźnie. Zastanawiali się na przykład, czy nie lepiej byłoby zastąpić słowo "odchudzanie", które oznacza mniej chudości, słowem "odgrubianie". Hanna Bakuła przedstawiała swój "Negatywny horoskop", w którym było trochę o jedzeniu, ale najwięcej o stereotypach. Na przykład Pan Wodnik był infantylnym bufonem osądzającym świat, a Pani Ryba - wodnistooką dziewczynką, chowającą się za szafę i płacząca przy sznyclu cielęcym z kopytkami i sałatą.

- Mimo to po programie przychodziły tony listów z prośbą o informacje, co jeść, żeby nie tyć i jak jeść, żeby schudnąć - mówi Markowska. - Efekt był taki, że od 1992 roku program był wyłącznie dla grubasów. Ludzie potrzebowali informacji, pociechy i wsparcia. I program im to wszystko dawał. Na początku Barbara Markowska mówiła: "Witam, moje kochane grubasy". Potem były porady i rozmowy z dr Magdą, czyli dr Magdaleną Białkowską. Na koniec przychodziła pora na informacje o - okrzykniętej rewolucyjną i pierwszą w Polsce - diecie tysiąca kalorii.

Z czasem do programu weszły również felietony z terenu, gdzie zaczęły powstawać Kluby Kwadransowych Grubasów. Ich lokalnymi bohaterami stawali się odchudzający się i odchudzeni, np. małżeństwo Andrzej i Ula, którzy schudli po 15 kilogramów, stosując się do telewizyjnych porad. - W połowie lat 90. w Polsce działało 550 Klubów Kwadransowych Grubasów - wspomina Markowska. - Przyjeżdżałyśmy do nich z dr Magdą na wykłady o zdrowym stylu życia. Ja przecinałam wstęgi nowych sal i - co było wtedy modne - zostawałam matką chrzestną drzew.

Dr Magda szkoliła lokalnych lekarzy, którzy potem prowadzili grubasy do zwycięstwa. Powtarzaliśmy, że otyłość to choroba i nie wolno z nią igrać. Najpierw trzeba sprawdzić jej przyczynę - niekoniecznie związaną z trybem życia, ale np. z cukrzycą - potem wypracować swój (jakby uszyty na wymiar) model odchudzania. Ale wszystko z głową i rozsądnie. Zastanawiam się, w którym momencie otyłość - ze sprawy intymnej i wstydliwej - zamieniła się w rozrywkę. No i kto stworzył pierwszą polską celebrytkę odchudzania i jak potoczyły się jej losy?

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje