Reklama

Reklama

Jak myśleć twórczo

Przełam rutynę

Cały wtorek upływa mi na doniesieniach z frontu walk o „japońskie” torby. Po wielu rozmowach narzeczony osiąga sukces. Zaprasza mnie na kolację z szampanem. Cieszę się, że udało się nam we dwoje rozwiązać jego problem. Co jednak z tego: nawet stosując technikę burzy mózgów, nie rozciągnę metrażu mieszkania, bo to udało się jedynie panu Weasleyowi, ojcu Rona z "Harry’ego Pottera" (na dodatek z namiotem). Dalej więc drążę temat. Co jeszcze proponują mi eksperci od myślenia kreatywnego? Krzysztof J. Szmidt, trener i pedagog, w "Elementarzu twórczego życia" namawia... na zmiany. Bo rutyna rodzi sztywne myślenie, tunelowe. Wybicie z przyzwyczajeń sprzyja elastyczności. I wtedy można zobaczyć rower.

Reklama

Psycholożka Angela Leung z Singapore Management University przeprowadziła trochę bezsensowny na pierwszy rzut oka eksperyment, który doprowadził ją do ciekawych wniosków. Grupę badanych podzieliła na dwie. Tych z pierwszej wsadziła do kartonowych pudeł, tych z drugiej posadziła przy biurkach, w pomieszczeniu, w którym było otwarte okno. Wszyscy mieli rozwiązywać test na kreatywność. Wyniki? „Kartonowi” byli mniej twórczy. Otoczenie robi różnicę! Znam to z własnego doświadczenia: w ciasnym kubiku w firmie, w której pracuję, mam wrażenie, że mózg mi się lasuje. 

I tak samo w moim małym, dusznym o tej porze roku mieszkanku. „Bierz sobie jutro wolne. Idziemy na basen!”, rozkazuję narzeczonemu przez telefon. Nie mówię mu, że zabieram go na basen, żeby... wyjść z pudełka. I wyczarować dla mnie większe M!

Od żartu do pomysłu

Zamierzam wykorzystać w tym celu metodę bodźców losowych. Podobno stosują ją w agencjach reklamowych. Chodzi o to, żeby zdefiniować problem, a następnie wybrać – na chybił trafił – jakieś słowo ze słownika. I... od tego słówka zacząć wymyślanie rozwiązań. Na przykład: w jakimś kraju jest za mało nauczycieli – słowo „kijanka” – kijanki mają ogony – a gdyby nauczyciele mieli ogony? – niech nauczyciele mają stażystów (ogony): będą towarzyszyć im codziennie i uczyć się zawodu.

Opowiadam to wszystko narzeczonemu, chlapiąc wodą z basenu na prawo i lewo. „Zróbmy to samo. Mam za małe mieszkanie. Kijanka!”– wykrzykuję. – „Zafunduj sobie ogon w postaci dziecka, od razu docenisz luksus życia w kawalerce” – odpowiada ponuro. No cóż. Początki są trudne. najwidoczniej jesteśmy z narzeczonym bardziej zakotwiczeni w rzeczywistości niż pracownicy agencji reklamowych. Ale na basenie bawimy się świetnie. Odpoczywamy. Od żartu o kijance zaczynamy snucie marzeń: czy nie byłoby fajnie, gdybyśmy zamieszkali razem w miejscu, w którym jest woda? Basen na wyłączność, czemu nie? Jeszcze kilka zleceń z Tokio i kupimy willę! Śmiejemy się, ale mnie ten pomysł zaczyna coraz bardziej się podobać...

Czy upieranie się przy mieszkaniu w Śródmieściu to nie jest typowe „pudełko”? Może byłoby mi lepiej za miastem? „Sprawdźmy w internecie, na co byłoby mnie stać poza centrum miasta? Pewnie miałabym większy metraż” – zaczynam nieśmiało. Narzeczony niepewnie dopowiada: „No... A gdybyśmy wzięli kredyt we dwójkę... To znaczy, gdybyś zgodziła się zostać moją żoną. Czego bym chciał. Najbardziej na świecie, tak naprawdę”. Hm. Kuszące. Ale poczekam jeszcze na pierścionek z brylantem.

W czwartek zaczynamy z narzeczonym surfować po stronach agencji nieruchomości. „Moglibyśmy spróbować też namówić twoich rodziców na wyprowadzkę – tata tak lubi wędkować! Zamieszkalibyśmy razem. Wtedy stać by nas było na mały domek...” – narzeczony naprawdę się wkręcił. Szczególnie spodobało nam się kameralne osiedle Nad Stawem. Pewnie w tym stawie mieszkają nawet kijanki!

Teraz pozostaje mi tylko skłonić moich rodziców, żeby zaczęli myśleć „out of the box”. To będzie wymagało nie lada umiejętności negocjacyjnych. Ale – co tam! Mam już temat na kolejny odcinek tekstu dla „Twojego STYLU”!

Lena Jasińska

Twój STYL 9/2013

Dowiedz się więcej na temat: psychologia | kreatywność | zmiany | zmiana | jak odnieść sukces

Reklama

Reklama

Reklama