Reklama

Reklama

Izolacja uczuć. Życie rodzinne za kratkami

Więzienie? Szpital, sanatorium...

Pracownicy służby więziennej dzielili się z państwem wskazówkami? 

Reklama

- Współpracujemy z Małopolskim Stowarzyszeniem Probacja, które od lat zajmuje się pracą z osadzonymi i ich rodzinami. To od nich otrzymaliśmy cenne wskazówki, dotyczące tego, jak wygląda wejście do zakładu karnego.

- Już kilka dni przed naszą wizytą musimy zgłosić każdy najmniejszy przedmiot, który chcemy wnieść na teren zakładu. Np. regulamin nie przewiduje wnoszenia telefonu komórkowego, ale kredki, czy piłeczka do żonglowania też muszą być zgłaszane.

- Nasi przyjaciele doradzali nam również, czego unikać. Nawet nie chodziło tu o samych osadzonych, ale o ich dzieci. Podczas warsztatów nie używamy słowa "więzienie", bo źle się kojarzy. Szczególnie najmłodszym uczestnikom naszych spotkań.

To jak opisujecie tę przestrzeń? Jak ją odbierają dzieci? Tworzą własne słowa?

- Dzieci były tam przed nami. Odwiedzały swoich rodziców, zanim my pojawiliśmy się z warsztatami, więc wydaje mi się, że ta przestrzeń jest dla nich bardziej naturalna niż dla nas, jeśli w ogóle można mówić o jakiejkolwiek naturalności.

- Z drugiej strony, wiemy, że czasem rodzice czy opiekunowie unikają mówienia dzieciom, że ktoś bliski jest w więzieniu, bo to przecież wstyd. I tu pojawią się zamienniki takie jak szpital, sanatorium, jakiś tam zakład.

Po takim dniu pełnym wrażeń analizuje pani te chwile spędzone za murami zakładu karnego?

- Oczywiście. To są bardzo wyczerpujące spotkania - i fizycznie i psychicznie. Musimy dawać z siebie sto procent, bo to tylko dwie godziny, kiedy te rodziny mogą się ze sobą zobaczyć, dlatego nie możemy ich zawieść.

- Dla mnie szczególnie trudny jest czas pożegnań. Nie z nami, ale osadzonych z bliskimi. Dzieci nie chcą się oderwać. Ściskają szyje osadzonych rodziców. Widać, że każda minuta jest bezcenna, a czas naprawdę szybko mija. Niestety te uściski, pocałunki muszą się kiedyś skończyć... są łzy.

- Zawsze po warsztatach doceniam bliskość mojej rodziny i przyjaciół. To bardzo zmienia perspektywę.   

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje