Reklama

Reklama

​Irena Iłłakowiczowa: Historia pięknej polskiej agentki

Agentka wywiadu

Po ciężkich przejściach na Pawiaku i na Majdanku przebywała kilka miesięcy pod opieką babci Jerzego, Marii Kleniewskiej, w jej majątku Dratowie, a potem w Klarysewie-Janówku pod opieką matki. Ligia siedziała przy jej łóżku, wreszcie miała matkę dla siebie. Namawiana przez panią Morzycką do rezygnacji z dalszej działalności konspiracyjnej i do zajęcia się wychowaniem córki, Irena odpowiedziała: "Jest wielu dobrych ludzi, którzy zajmą się Ligią, natomiast tylko ja mogę wykonywać to, co robię".

Reklama

Zdecydowała się na powrót do konspiracji. Przyjechała do Warszawy i zamieszkała przy ulicy Filtrowej u doktor Miłodroskiej. Nie mogła działać dalej na odcinku zachodnim. Tu już była spalona i nie pomogłaby zmiana fryzury czy koloru włosów, Niemcy za dużo o niej wiedzieli. Oddelegowano ją zatem do działalności wywiadowczej przeciwko komunistom i sowieckiej agenturze. Należała teraz do tak zwanej Komórki "C".(...)

W połowie roku Tymczasowa Narodowa Rada Polityczna postanowiła wysłać Jerzego Iłłakowicza do Anglii jako swojego przedstawiciela. On zaproponował, żeby pojechała z nim jego żona, uzasadniając to tym, że ona zna więcej osób w kręgach wojskowych i w związku z tym doskonale się nadaje do tej misji. Początkowo dowództwo wyraziło zgodę, żeby wyjechali razem, ale potem zmieniło zdanie. Wyjazd małżeństwa ze względów konspiracyjnych był niewskazany. Ostatecznie zamiast Jerzego Irenie miał towarzyszyć Tadeusz Salski "Jan".

Wyjazd zaplanowany był na 11 października. Na początku miesiąca Irena spotkała się z mężem. Długo rozmawiali. "Powiedziała mi, że pracuje nad zniszczeniem komunistycznej radiostacji, która znajduje się w pobliżu Warszawy i że liczy na pomoc pewnego Niemca, oficera Abwehry (wywiadu wojskowego) o mocno antyhitlerowskich poglądach - napisze później we wspomnieniach Jerzy Iłłakowicz. - Wyglądało mi to na pułapkę. [...] Przekonywałem, że Londyn ważniejszy, ale nie pomogło". Miejscowość pod Warszawą to Otwock, a chodziło o radiostację, której używano do kontaktów z Moskwą przy przejmowaniu spadochroniarzy sowieckich zrzucanych na teren Polski. Irena miała tam dotrzeć, najprawdopodobniej po to, aby zdobyć informacje, które by posłużyły potem do rozpracowania PPR na terenie Warszawy.

Osiem dni przed wyjazdem, 3 października 1943 roku, odwiedziła córkę w Klarysewie. Była niedziela, dzień przed imieninami Ligii, które dziewczynka obchodziła w dniu świętego Franciszka ze względu na to, że nie miała chrześcijańskiej patronki. Prosiła bardzo matkę, żeby została z nią do następnego dnia. Irena jednak wróciła do Warszawy.

Doktor Miłodroska zeznała później, że 4 października o dziewiętnastej Irena odebrała telefon, którym była wyraźnie poruszona. Powiedziała, że sprawa jest naprawdę ważna i musi wyjść, choć podejrzewa prowokację. Poprosiła lekarkę, by ta zawiadomiła punkt kontaktowy, gdyby ona nie wróciła do dwudziestej drugiej. Zadzwoniła jeszcze do męża, dała mu do zrozumienia, że jest na tropie radiostacji i że wychodzi z domu.

Gdy nie wróciła, Jerzy od razu zaczął poszukiwania. Ciało było w kostnicy szpitala przy ulicy Oczki. Irenę znaleziono na ulicy Polnej, zabitą strzałem w tył głowy, wyraźnie z jakiegoś wyroku. Podejrzewano zemstę komórki wywiadowczej PPR. Sprawa pozostała niewyjaśniona i właściwie do dziś do końca nie wiadomo, kto wtedy strzelał. Salski wyjechał do Londynu sam.

Pogrzeb odbył się na Powązkach. Ponieważ gestapo przychodziło na takie uroczystości rodzinne lub je obserwowało, mąż wziął udział w pogrzebie w przebraniu grabarza, a matka udawała kobietę z obsługi cmentarnej. Irenę pochowano pod przybranym nazwiskiem Barbara Zawisza - tym, które miała w dokumentach. Już po wojnie, w 1948 roku, matka zmieniła tabliczkę nagrobną i umieściła prawdziwe nazwisko.(...)

Rozkazem p.o. dowódcy Narodowych Sił Zbrojnych Irena Iłłakowiczowa została 20 maja 1944 roku pośmiertnie awansowana do stopnia podporucznika czasu wojny, a w 1995 roku odznaczona Krzyżem Narodowego Czynu Zbrojnego. Nim oddała życie Polsce, ta piękna, mądra, odważna kobieta przeżyła zaledwie trzydzieści siedem lat.

Fragment książki "Polki, które zmieniły wizerunek kobiety" Joanny Puchalskiej. Wydawnictwo Muza. Premiera: 17 października 2018 r.

Śródtytuły i skróty pochodzą od redakcji.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje