Reklama

Reklama

​Irena Iłłakowiczowa: Historia pięknej polskiej agentki

W konspiracji

Jerzy przyjął pseudonim "Zawisza". W październiku 1939 roku został kierownikiem Wydziału Finansowego i do 1944 roku pełnił tę funkcję w powstałych później Narodowych Siłach Zbrojnych. Był przedstawicielem Związku Jaszczurczego w Tymczasowej Narodowej Radzie Politycznej. Wiosną 1944 roku został członkiem Rady Politycznej NSZ.

Reklama

Irena w prace Organizacji Wojskowej Związku Jaszczurczego włączyła się w październiku 1939 roku. Ze względu na przedwojenną działalność Jerzego w Organizacji Polskiej i w Obozie Narodowo-Radykalnym oboje byli zagrożeni aresztowaniem, więc mieszkali - a raczej ukrywali się - osobno. W ich dawnym mieszkaniu przy ulicy Lądowej została Ligia pod opieką niani Felci, doskonale zorientowanej w działalności konspiracyjnej chlebodawców. Pewnego razu niania zachowała się nadzwyczaj dzielnie - w czasie rewizji zdążyła schować znajdującą się w domu prasę konspiracyjną pod dywanem i pod sukienką dużej lalki, którą trzymała w ramionach siedząca na dywanie Ligia. Niemcy, kręcąc się po domu, przechodzili obok dziewczynki, uśmiechali się do niej i głaskali ją po główce. Niczego trefnego wówczas nie znaleźli. Trzeba przyznać, że córka państwa Iłłakowiczów, choć jeszcze nieświadomie, wcześnie zaczęła brać udział w walce o wolną Polskę.

Gdy mieszkanie zostało przez Niemców zarekwirowane, dziewczynka z nianią i z babcią Morzycką, po drugim mężu Mackiewiczową, zamieszkała w Klarysewie-Janówku u przyjaciół rodziny. Państwo Iłłakowiczowie odwiedzali córkę rzadko i za każdym razem zachowywali największą ostrożność w obawie przed dekonspiracją. Ze względów bezpieczeństwa nigdy nie przyjeżdżali razem, zawsze zjawiali się osobno. Często mieli zmieniony wygląd - inny kolor włosów czy okulary i czasem Ligia tylko po głosie mogła ich rozpoznać.(...)

Irena była doskonałą agentką wywiadu Organizacji Wojskowej Związku Jaszczurczego. Znała języki, odznaczała się wielką odwagą. A do tego jej niezwykła uroda robiła duże wrażenie na mężczyznach, co znacznie ułatwiało wykonywanie zadań. Działała w podcentrali "Zachód", zajmującej się rozpoznaniem wojskowym, gospodarczym i komunikacyjnym Niemiec, której agenci docierali do samego Berlina. Irena też kilkakrotnie tam jeździła. Sieć "Zachód" składała się z kilkuset osób i jej macki sięgały aż do kwatery Hitlera, głębiej niż podobna siatka AK. Podlegała Oddziałowi II Komendy Organizacji Wojskowej Związku Jaszczurczego, współdziałającemu z Oddziałem II Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej Armii Krajowej.

Na przełomie lat 1941 i 1942 Niemcy siatkę rozpracowali i zaczęły się aresztowania. Irenę gestapo zatrzymało 7 października 1942 roku. Przyszli po nią do mieszkania, w którym się ukrywała. Nie wiedziała, czy stało się to przypadkiem, czy została namierzona w ramach wyłapywania agentów "Zachodu". Nawet w takiej sytuacji nie straciła odwagi i zimnej krwi. Podczas rewizji niepostrzeżenie wsunęła rękę do kieszeni jednego z gestapowców, który wcześniej zabrał jej biżuterię, i wyciągnęła jeden pierścionek, po czym go połknęła. Ten swój zaręczynowy pierścionek, złoty ze szmaragdem, przesłała potem z Pawiaka matce z prośbą o przekazanie córce. Pierścionek przetrwał wojnę.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje