Reklama

Reklama

Iliana Ramirez: Pozytywne myśli uzdrawiają - to działa!

Zaufała miłości i intuicji, wzięła głęboki wdech i przyjechała z Meksyku do Polski. Doktor Iliana Ramirez - chemik, farmakobiolog, potomkini uzdrowicieli zwanych w jej kraju curanderos. Piękna i egzotyczna żona znanego psychologa dr. Mateusza Grzesiaka, łączy tradycję duchową i twardą naukę, by pomagać ludziom. A raczej pokazać, że każdy sam może sobie pomóc.

Katarzyna Droga: Masz w sobie tę siłę! Jesteś córką, wnuczką i prawnuczką uzdrowicielek, bo w twojej rodzinie to linia kobiet dziedziczyła ten dar. Były silne?

Reklama

Iliana Ramirez: - Tak, zwłaszcza moja babcia Benita była bardzo silną kobietą. Kiedy dziadek umarł, została sama z piątką dzieci - moja mama, najmłodsza z rodzeństwa, miała zaledwie 5 lat. Babcia poradziła sobie, bo była curandero, umiała pomagać ludziom, czego z kolei nauczyła ją jej matka. W Meksyku mamy różne typy uzdrowicieli, jedni specjalizują się w masażu, inni w ziołach, maściach, pracy z energią. Moja babcia zajmowała się masażem. Pamiętam jej dom z dużą, otwartą kuchnią, lubiła karmić głodnych: dorosłych i dzieci, także osoby, które przychodziły do niej z problemami zdrowotnymi. Najpierw częstowała ich zupą, dopiero potem kierowała do pokoju obok na masaż. Zajmowała się uzdrawianiem odkąd pamiętam. Mówiła córce: ten zawód jest potrzebny w każdych czasach, z tego zawsze się utrzymasz, więc moja mama nauczyła się tej sztuki, a nie jest to coś czego nauczysz się z książek, to umiejętność przekazywana z pokolenia na pokolenie. W naszej rodzinie to dziedzictwo kobiet, mama i babcia mówiły, że prababcia robiła to samo i jej matka też.

A teraz ty w pewien sposób przejęłaś dziedzictwo? No i masz córkę...

- Oczywiście nauczyłam się ich sztuki, umiem to robić, ale jestem naukowcem i nie uważam się za uzdrowicielkę, bardziej za tłumacza, osobę, która może przekazywać tę wiedzę dalej, wyjaśniać jak działa. W tradycji, w której mnie wychowano, opowiada się piękne, magiczne historie, które tłumaczą to metaforycznie, ale ja zawsze szukałam logicznych wyjaśnień. W Meksyku panuje przekonanie, że curandero to człowiek, który urodził się z darem uzdrawiania. Moim zdaniem, każdy może rozwijać takie umiejętności, musi tylko je w sobie znaleźć i zrozumieć.

- Adrianie, swojej córce, przekazuję rodzinną tradycję, ale łączę to z naukowym podejściem. Na przykład w Meksyku panuje przekonanie, że każdy z nas ma swojego przewodnika duchowego. Od dziecka modlę się do niego, dziękuję, że mną się opiekuje i mnie wspiera, a kiedy mam jakiś problem proszę o pomoc. Odkąd mam córkę, proszę również w jej imieniu. Przekazałam Adrianie ten zwyczaj, bo uważam, że dużo mi dał w życiu.

Czy Meksykanki i Polki bardzo się różnią?

- Pod pewnymi względami jest bardzo podobnie, bo i tu, i tam kobiety mają takie same podstawowe potrzeby: chcą być kochane i kogoś kochać, chcą być akceptowane, szanowane. Ale sposób, w jaki mogą to uzyskać jest już zupełnie inny.

- W Meksyku panuje "kolektywność", czyli żyjesz w rodzinnym kręgu i kiedy podejmujesz jakąś decyzję, bierzesz pod uwagę nie tylko siebie, ale całą grupę krewnych, ich zdanie, ich korzyści. Babcia, dziadek, rodzice, ciotka, wujek, kuzyn - cała familia decyduje o tym, co masz robić. Najważniejsza w tym systemie jest babcia i trzeba jej słuchać. Jeżeli babcia nie lubi mężczyzny, którego przedstawiasz, i powie, że to facet nie dla ciebie, to raczej nic ze związku nie będzie...

Taki rodzinny klan daje wsparcie, ale...

- No tak, są minusy! Plus polega na tym, kiedy podejmujesz decyzję myślisz o innych, nie tylko o sobie i to jest fajne. Minusem jest to, że kobiety w Meksyku często rezygnują z pracy i pasji, bo muszą zostać w domu. Zauważyłam, że wiele Polek robi karierę, są singielkami i dobrze się z tym czują, inne z kolei mają rodziny, ale pracują, decydują o sobie. W Meksyku najważniejsze jest mieć rodzinę, przyjaciół i spędzić z nimi przyjemnie czas. Tam zawsze jest okazja do świętowania! Na przykład, kiedy dostajesz w pracy dodatkowe pieniądze, to natychmiast organizujesz imprezę i już pieniędzy nie ma, więc raczej nie myśli się o oszczędzaniu.

- Meksykanki są bardziej emocjonalne, kierują się intuicją, Polki logiką. Istnieją też różnice w sposobie komunikacji. Meksykanki są uczone od dziecka, by mówić to, co wypada, same miłe rzeczy. Kobiety tak są wychowywane, żeby nie pokazywać emocji uważanych za negatywne, agresji, złości, mają się uśmiechać, zawsze być szczęśliwe. My nie mówimy "nie". Jeśli ktoś cię zaprasza na imprezę, a nie możesz iść, to nigdy nie mówisz: "Nie przyjdę", tylko kręcisz dookoła: "Zrobię wszystko, żeby przyjść, postaram się..." i tak dalej. Polki są bardziej bezpośrednie i nie mają problemu, żeby powiedzieć, że czują się zmęczone i nie dadzą rady.

A jak twoja rodzina przyjęła wieść, że ty wybrałaś za męża Mateusza i chcesz wyjechać do Polski? Babcia to zaakceptowała?

- Niektórzy w rodzinie mieli wątpliwości, co jest zrozumiałe, ale najważniejsze było moje zdanie, bo to moje życie. Natomiast moi rodzice zawsze mieli inne podejście do wychowania dzieci niż typowi Meksykanie. Tata mój od lat kieruje się filozofią buddyjską i przekazał mi to dziedzictwo kulturowe, od mamy z kolei otrzymałam tradycję meksykańskich curanderos. Rodzice zawsze szanowali i wspierali moje decyzje. Na przykład gdy chciałam kontynuować studia i uzyskać tytuł magistra. W Meksyku, kiedy kobieta kończy szkołę, osiąga licencjat, to najczęściej wychodzi za mąż, rodzi dziecko, potem następne, zostaje w domu. Jeszcze kiedy się uczy, wszyscy pytają czy ma partnera i kiedy będzie ślub. Jednak ja chciałam studiować i otrzymałam w tym wsparcie rodziny. Dlatego kiedy poznałam Mateusza i przedstawiłam go rodzinie, rodzice mnie poparli, chociaż rzecz jasna nie było im łatwo.

I wyjechałaś za miłością do Polski. To było 10 lat temu... Nie bałaś się, nie wahałaś?

- Patrząc na tę decyzję z poziomu logiki, trudno zrozumieć, skąd wzięłam odwagę. Po prostu posłuchałam intuicji. Czułam całą sobą, że chcę być z Mateuszem i że to jest najważniejsze. To mi dało odwagę do organizowania reszty, a logistyczne to było trudne, zwłaszcza pierwszy rok. Odczuwam oczywiście odległość od rodziny, ale rodzice byli już w Polsce, uznali, że to piękny kraj, widzą, że jestem szczęśliwa i spokojna, to im wystarczyło. Zaakceptowali mój wybór.

Jak zdaniem dr Iliany Ramirez wykorzystywać mądrość tradycyjnej medycyny w życiu człowieka Zachodu - czytaj na następnej stronie >>>

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje