Reklama

Reklama

Gry terenowe. Czy kleszczowski las stanie się rezerwatem?

Gra terenowa III: Rozłóż szeroko ręce, poproś kolegę lub koleżankę, żeby zrobił to samo. Podejdźcie do drzewa. Jeśli jesteście w stanie ciasno je objąć, znaczy to, że drzewo ma rozmiary pomnikowe.

Reklama

Przyjmuje się, że rozpiętość rąk dorosłego człowieka to ok. 1,5 metra. Dwoje ludzi, trzymających się za ręce, tworzy więc pierścień o obwodzie 3 metrów - dokładnie tyle, ile powinien mieć buk, by móc pretendować do miana "pomnika przyrody". I ja i Anna jesteśmy niskie, mamy krótkie ręce, nie udaje nam się objąć potencjalnego pomnika. A może po prostu to on jest większy niż przepisowe kryterium.

Anna w Puszczy Kleszczowskiej takich okazów naliczyła ok. 60.

Oprócz kryterium ilościowego, są i kryteria jakościowe: wyróżnianie się spośród innych drzew tego samego rodzaju, wiek, rozpiętość korony, walory przyrodnicze, historyczne, krajobrazowe.

Anna pyta, czy kojarzę Enty. - Gigantyczne, przypominające drzewa stwory z Tolkiena? - dopytuję. -Tak. Mój znajomy tak mówi na kleszczowskie buki i graby.

Myślę sobie, że nie jest to określenie na wyrost. Mimo zimy widać, że drzewa mają potężne korony, których niezwykłe pnie, czasem spękane, czasem podziurawione dziuplami ptaków, zdają się posiadać własny charakter. Pokusa ich personifikacji jest całkiem spora. Ania idzie się przywitać ze swoim ulubionym drzewem.

Z Puszczą Kleszczowską jest jak z impresjonistycznym obrazem - im szerszą perspektywę się przyjmie, tym więcej widać. Pomnikowe drzewa są w nim może elementem najcenniejszym, ale nie jedynym godnym uwagi. Wraz ze swoim otoczeniem tworzą las grądowy: mieszankę liściastych gatunków, w których dominują graby, dęby, jawory, klony i kilka innych gatunków. Grądy to cenne siedliska przyrodnicze, o czym może świadczyć  ich ujęcie w programie Natura 2000. Jest tu  rzadko występująca jaworzyna górska ale też częściej spotykana żyzna buczyna karpacka, cenne gleby, prawie wszystkie gatunki dzięciołów, lilia złotogłów, buławnik wielkokwiatowy, paprotnik kolczysty... - Gdyby nie pandemia, pojechałbym do Kleszczowa ze studentami, żeby pokazać im te osobliwości. Około 60 pomnikowych drzew, drzewa mikrosiedliskowe, a do tego sama fizjonomia terenu: wąwozy, skały, jaskinie, wychodnie skalne - wylicza prof. Jan Bodziarczyk z Katedry Bioróżnorodności Leśnej Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie. - To miejsce niezwykłe, jest świadectwem historii. Pokazuje, jak mógł wyglądać las sto, dwieście lat temu, kiedy rządził się sam, bez lub z minimalną ingerencją człowieka.

Gra terenowa IV: Zbierz większą grupę znajomych i razem udajcie się do lasu. Podzielcie się na dwie drużyny. Każda z drużyn ma inny pomysł na urządzenie lasu. Co zrobisz, żeby przeforsować swój?

Wygląda na to, że kto chce bronić lasu, ten, oprócz przyspieszonego kursu WOS-u i przyrody, musi zrobić jeszcze jedną rzecz: rozstać się z romantycznym mitem leśnika. Kaja mówi, że właściwie nie wiadomo, co trudniejsze. - Wychowałam się na etosie Sumińskiego, na pogadankach, które leśnicy prowadzili przy okazji obozów harcerskich. Reprezentantów tego zawodu przez długi czas uważałam za przyjaciół lasu - tłumaczy. - Teraz słowo "przyjaciel", musiałam zastąpić słowem "gospodarz". Gospodarz, który w lesie widzi przede wszystkim hodowlę.

Kaja zaznacza jednak, że trochę ją to gospodarzenie złości, a trochę leśników rozumie. Takie, towarzyszące krytyce "zaznaczenia", pojawiają się w wypowiedziach wszystkich, którzy sprzeciwiają się ścinaniu drzew: że taka praca, że takie zasady, że taka praktyka... I nic dziwnego. Leśnicy rzeczywiście zdają się mieć dość karkołomne zadanie. Podstawowe funkcje lasu, to funkcja ochronna (związana z oddziaływaniem lasu na środowisko), społeczna (m.in. rekreacja, kultura) i gospodarcza. Ta ostatnia jest szczególnie istotna. Jak w 2019 roku podawały Lasy Państwowe: Polska jest szóstym największym producentem mebli na świecie. Cały sektor drzewny wytwarza rocznie ponad 2 proc. polskiego PKB (to już wg. Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego).

Liczby już robią wrażenie, a prawdopodobnie w przyszłości będą rosnąć. Systematycznie zwiększa się bowiem zainteresowanie produktami wykonanymi z naturalnych materiałów. Większy popyt to większe cięcia - Polska, jak informowało kilka lat temu czasopismo "Nature", w tej kwestii znajduje się w europejskiej czołówce. Choć Lasy Państwowe tłumaczą, że sadzą o wiele więcej niż wycinają, to o konflikt między zwolennikami funkcji gospodarczej, a tymi, którzy na pierwszym miejscu stawiają społeczną rolę lasu, nietrudno. Spór często przybiera formę ciągnącej się latami wymiany pism, której towarzyszą - nie raz spektakularne - protesty. Choć w mediach takie działania często tytułuje się mianem "wojny o las" albo "bitwy o las", widziane z bliska bardziej niż energiczną batalię, przypominają grę w podchody.

W Kleszczowie "grać" zaczęto w grudniu 2019 roku, kiedy to na drzewach pierwszy raz pojawiły się pomarańczowe kropki.

Mieszkańcy wspominają, że zorganizowali spotkanie z przedstawicielami nadleśnictwa, najpierw w świetlicy, potem pod oznaczonymi drzewami. Leśnicy przyszli uzbrojeni w argumenty. Po pierwsze, gospodarka - drewno to ważny surowiec, po drugie, bezpieczeństwo - martwe drzewa i gałęzie mogą stanowić zagrożenie dla spacerowiczów, po trzecie, przyszłość - w cieniu starych drzew młode nie urosną. Mieszkańcy, nieposiadający przyrodniczego wykształcenia, wypadli blado. Usłyszeli, że kropki rzeczywiście oznaczają drzewa do wycięcia, a plan będzie realizowany. Parę dni później rozpisano przetarg na wycinkę drzew.

Anna milknie na chwilę. Macha ręką, że tam, między drzewami, jest sarna. Zatrzymujemy się i stoimy długo, bo zwierzę nie biegnie, tylko idzie powoli, jakby czuło, że jest u siebie. - A na to miejsce mówimy "sala konferencyjna"- odzywa się wreszcie Anna. Rzeczywiście: buki jak kolumny, przestrzeń między nimi jak parkiet. Pod bukami konferencji jeszcze nie było, było za to kolędowanie. Takie prawdziwe: z kręcącą się gwiazdą, szopką. Odstępstwo od tradycji stanowiły transparenty: "Niech żyją buki nam". Przyszło ok. 80 osób z Kleszczowa i okolicznych miejscowości. Podobno tylko kurii  się nie podobało.

Po kolędowaniu o Kleszczowie zrobiło się głośno. Mieszkańcy zaczęli inwentaryzować chronione rośliny, skierowali pisma do Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych, Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska i kilku innych podmiotów. Stworzyli petycję (ponad 5 tys. podpisów z całej Polski). Organizowali spacery z udziałem ekspertów (w ich ocenie drzewa, również te młode, świetnie sobie radzą). W kwietniu przyszedł mały sukces: dyrektor RDLP w Krakowie, Jan Kosiorowski, w jednym z wywiadów zapewnił, że "posiadające baśniowy urok" drzewa w Kleszczowie zostaną. W lipcu Ania dostała z nadleśnictwa pismo, potwierdzające tę deklarację. Żeby "zabezpieczyć" drzewa na zawsze, wraz z innymi sympatykami tego miejsca podjęła starania o utworzenie rezerwatu. Na terenie o pow. ok. 100 ha (wspomniane oddziały 223-226) znalazłyby się m.in. pomnikowe buki, drzewa biocenotyczne i pełne cennych mchów wąwozy. Pod poparciem utworzenia rezerwatu też zbierane są podpisy, w tej chwili zgromadzono ich 2 tys.

Anna i Kaja komunikację z nadleśnictwem oceniają jako "chłodną". - Najpierw traktowano nas nieco paternalistycznie, teraz jesteśmy trzymani na dystans: nie ma woli rozmów, spotkań, wszystko odbywa się na drodze oficjalnej - mówi Kaja. - Choć zdarzają się i miłe gesty. Na przykład leśnicy, którzy spotkani podczas spaceru mówią: niech się pani nie martwi, wszystko będzie dobrze. Tylko czy ja wiem, czy to nie jest takie usypianie czujności?

Czujność ponownie została obudzona w grudniu 2020: nadleśnictwo rozpisało przetarg na prowadzenie prac leśnych, m.in. na terenie oddziałów objętych wnioskiem o rezerwat. - Około 900 m3 - tyle ma zostać wycięte. To tak jakby z kwadratów o wymiarach metr na metr ułożyć odcinek o długości 900 metrów. Ogrom drewna. I po co? Po co zmieniać obszar, na którym być może wkrótce powstanie rezerwat? - mówi Anna. - Nadleśnictwo tłumaczy się koniecznością realizacji PUL. Tymczasem przepisy mówią tylko, że nie można wyciąć więcej niż zaplanowano, wycinania mniej nikt nie zabrania.

Zapytałam Nadleśnictwo Krzeszowice, jak z ich perspektywy wyglądają plany dotyczące lasu w Kleszczowie. W przesłanym do nas liście nadleśniczy Adam Klekot uspokaja: prace hodowlane zaplanowano tylko w części obszaru,  konkretnie: na 23,19 ze 103, 20 ha. Zabiegi mają polegać na usunięciu pojedynczych drzew, drzewa biocenotyczne zostaną zachowane. "Zaplanowane zabiegi są niezbędne do utrzymania stanu sanitarnego całego drzewostanu"- wyjaśnia nadleśniczy - "Nadrzędnym celem takich prac pielęgnacyjnych jest poprawienie warunków wzrostu drzew (...), przekłada się to na promowanie drzew zdrowych, rokujących przetrwanie przez kolejne dziesięciolecia."

Nadleśnictwo pisze też (tym razem do aktywistów), że  "gospodarka leśna jest gwarancją zachowania trwałości i bioróżnorodności ekosystemów leśnych". Prof. Jan Bodziarczyk wobec tego rodzaju argumentów jest dość sceptyczny. - W głowach wielu ludzi istnieje stereotyp, że las bez leśnika sobie nie poradzi. Tymczasem to nieprawda. Przyroda zawsze znajdzie sposób: stare drzewa obumrą, powalą się, na ich miejscu wyrosną młode, to naturalne procesy tylko rozciągnięte w czasie. Fakt, że na tym terenie rosną pomnikowe buki osiągające prawdopodobnie około 200 lat oznacza, że przez ostatnie dziesięciolecia nikt nie odważył się sięgnąć po piłę - tłumaczy.

Czytaj dalej na następnej stronie >>>

Dowiedz się więcej na temat: ekologia | Las

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje