Przejdź na stronę główną Interia.pl

Grażyna Torbicka: Słodkie lubię w małych dawkach

​Jeśli czujesz, że znalazłaś się w sytuacji, która cię męczy, to nie bój się jej zmienić - mówi Grażyna Torbicka. - Polecam to kobietom także takim jak ja, po pięćdziesiątce.

Jedna z najbardziej znanych i lubianych dziennikarek. Wzór konferansjerki. Ikona elegancji i stylu. Kiedy ponad rok temu Grażyna Torbicka - po 31 latach - odeszła z Telewizji Polskiej, wiele osób było zaskoczonych. Ona też? Trudno było wyobrazić ją sobie poza telewizją.

Reklama

Na Facebooku dyplomatycznie napisała, że "to dobry moment, aby spojrzeć na świat z innej perspektywy". Spojrzała. Wcześniej nie przyjmowała propozycji reklamowych, bo uważała, że dziennikarce publicznej telewizji nie wypada. Teraz zgodziła się zostać ambasadorką L’Oréal Paris. Jest pierwszą Polką w gronie sławnych aktorek, wśród których znalazły się Jane Fonda, Susan Sarandon, Julianne Moore.

Założyła własną firmę, współpracuje z kilkoma stacjami komercyjnymi. W maju była w Cannes, żeby jak zawsze relacjonować festiwal. Jeździ tam od 20 lat. Bo wciąż kocha kino. Teraz kończy przygotowania do kolejnego, jedenastego już festiwalu Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym, którego jest pomysłodawczynią i dyrektor artystyczną. Spotkałyśmy się w klimatycznej włoskiej restauracji niedaleko Łazienek. Grażyna Torbicka jest tutaj stałym gościem, mówi o tym miejscu "moje biuro". Przez wiele lat mieszkała w sąsiedztwie.

Grażyna Torbicka: Zamówimy coś do jedzenia? Umieram z głodu, a tutaj jest świetna kuchnia. Może tortellini z ricottą i szparagami? To musi być pyszne. Szef kuchni, Włoch, jest prawdziwym artystą.

Myślałam, że kobieta z taką figurą jak pani jest nieustannie na diecie.

- Dzisiejsze tortellini jest właśnie w ramach diety (śmiech). Tylko wiem, że nie mogę usiąść o 20 do wielkiej kolacji i potem pójść spać. Zauważyłam, że po pięćdziesiątce przemiana materii zwolniła, więc moje ukochane lody czekoladowe muszę ograniczyć do minimum. Ale to żaden problem.

Ćwiczy pani?

- Nie, bo nie znoszę ćwiczyć. Grabię szyszki w ogrodzie - ostatnio mamy jakiś ich wysyp, rano idę z psem na długi spacer. Wiem, że nie wypada mi tego mówić, ale ja nigdy specjalnie o siebie nie dbałam, nie narzucałam sobie jakichś rygorów. Nie robiłam też żadnych postanowień - noworocznych czy innych - bo i tak wiedziałam, że ich nie dotrzymam. Dopiero niedawno, chyba zresztą po raz pierwszy, udało mi się coś postanowić i to zrealizować. Miałam problemy z kręgosłupem, masażystka dała mi zestaw ćwiczeń, które przez półtora miesiąca bardzo grzecznie wykonywałam. Ale kiedy kręgosłup przestał mnie boleć, to skończyłam z nimi. Teraz nie ćwiczę w ogóle.

Doskonale panią rozumiem. Ćwiczenia, szczególnie w siłowni, moim zdaniem mają w sobie coś upokarzającego.

- Pocieszę panią, że ja też sobie nie wyobrażam, żeby chodzić na bieżni, pocić się wśród ludzi. Z dwojga złego już wolę nie jeść (śmiech).

Cały wywiad znajdziesz w najnowszym numerze magazynu PANI - już w sprzedaży!


Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje