Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Gok Wan. Pojedynek z kompleksami

​Nie wszyscy wierzą, że istnieje "gust narodowy". On wierzy. Wpływa na niego tradycja kulturowa, styl życia kobiet. Polki to silne osobowości, ale czasem zbyt przejmują się opinią innych - uważa Gok Wan, popularny stylista nazywany przyjacielem kobiet. Jego programy o tym, jak dobrze wyglądać, oglądały miliony widzów w ponad 50 krajach. Ostatnio pracował w Polsce nad swoim show. Wniosek? Poszukiwanie własnego stylu to sprawa... psychologiczna.

Spotykamy się na planie polskiej edycji programu Goka Wana "Salon sukien ślubnych Goka" (od maja na kanale TLC). Ubrany w czarne proste spodnie i marynarkę rozdaje szerokie uśmiechy, choć na planie jest od świtu, a przyleciał do Warszawy dzień wcześniej przed północą. Wokół wiele się dzieje, biegają rozgorączkowani ludzie, ktoś poprawia scenografię, ustawia światło. On stara się być ponad tym zgiełkiem - pogodny i zrelaksowany, czego nie można powiedzieć o uczestniczkach programu, przyszłych pannach młodych, dla których słynny stylista będzie szukał kreacji. Gok stara się je uspokoić. Z każdą rozmawia w skupieniu, rozwiewa obawy, zabawia żartami, z akceptacją omawia ich pomysły i chwali, chwali, chwali... 

Reklama

Twój Styl, Magdalena Kuszewska: Podróżujesz po świecie, spotykasz setki kobiet w różnym wieku. Zauważyłeś coś, co wyróżnia Polki? 

Gok Wan: Odwiedziłem kilkadziesiąt państw na wszystkich kontynentach i dochodzę do wniosku, że sposób, w jaki kobiety się ubierają, wiele mówi o ich aspiracjach, tęsknotach, kompleksach. Styl Polek - pomijając ekscentryczne wyjątki - na pierwszy rzut oka wydaje się skromny. Początkowo miałem wrażenie, że ujawnia onieśmielenie i... niedocenianie swoich możliwości. Przy bliższym poznaniu nieraz miałem okazję się przekonać, że te powściągliwe dziewczyny okazują się ciekawymi osobowościami! Uważam, że to wręcz wyróżnia Polki na tle innych Europejek. Chciałbym, żebyście nie ukrywały swojej wyjątkowości pod przeciętnymi ubraniami! 

Co twoim zdaniem przeszkadza kobietom w manifestowaniu swojej osobowości przez styl, makijaż, wygląd? 

- Może przyzwyczajenie do tego, by spełniać oczekiwania innych? Moim zdaniem Polki są odważne, pomysłowe i inteligentne, ale często ukrywają te cechy, by nie wpędzać w kompleksy mężczyzn w swoim otoczeniu. Wiele Polek obawia się też, że dbanie o swoją atrakcyjność to egoistyczna fanaberia. Dziesięć lat temu kręciłem w Warszawie polską edycję Jak dobrze wyglądać nago. Ze zdziwieniem odkryłem, że niemal wszystkie uczestniczki programu szukały usprawiedliwienia, by móc się modnie ubrać. Jedna powiedziała, że chce być elegancka, by dać przykład córce. Inna - by podobać się mężowi. A kolejna - żeby jej były partner pożałował, że odszedł! Tylu "praktycznych" argumentów, dowodzących, że dbanie o wygląd to misja na rzecz innych, nie słyszałem w żadnym kraju! 

To się zmienia. Polki chętniej eksperymentują z wizerunkiem. Stają się też bardziej przebojowe i chcą to manifestować. 

- W nowym programie spotykam się z przyszłymi pannami młodymi w różnym wieku i z ciekawymi historiami życia. A mimo to większość uczestniczek była na początku zaskakująco spięta, onieśmielona. Gdy robiłem ten sam program w Wielkiej Brytanii, atmosfera na planie była zupełnie inna. Brytyjskie panny młode zachowywały się hałaśliwie, były otwarte na eksperymenty. Polskie narzeczone są krytyczne wobec swojego wyglądu. Gdy proponowałem im coś śmiałego, ekscentrycznego, niektóre protestowały z takim uporem, jakby chciały powiedzieć: zależy mi, by pozostać niewidoczną, nie wyróżniać z tłumu... A przecież mówimy o ich ślubie! Dniu, w którym mają wystąpić w roli głównej! 

I jak sobie radziłeś z tą ich potrzebą wtapiania się w tło? 

- Na śmielsze eksperymenty z modą otwierały je zapewnienia, że w nowych stylizacjach wyglądają jak nigdy dotąd. Przy okazji odkryłem, że Polki przejmują się opinią innych, choć się do tego nie przyznają. Nie narzucałem niczego. Kobieta musi być przekonana do stylizacji, by w niej dobrze wyglądać. Jeśli nie poczuje się swobodnie, zacznie się dziwnie ruszać, krygować, wtedy najbardziej stylowa kreacja nie zaprezentuje się dobrze. 

Jako pierwszy stylista prowadziłeś programy, w których zwykłe kobiety rozbierały się na wizji, by uczyć się akceptacji swojego ciała. To wciąż trudny temat? 

- Nie tylko wśród kobiet. Sam kiedyś zmagałem się z tym problemem. Przed kąpielą napuszczałem do wanny najpierw gorącą wodę, by wszystkie lustra w łazience zaparowały. Nie chciałem oglądać swojego "okropnego" ciała, jak wówczas sądziłem - ważyłem 130 kg. Potem schudłem do 60 kg dzięki ekstremalnym głodówkom i nadużywaniu środków farmakologicznych, co zdewastowało mój organizm. Zacząłem nienawidzić swoje ciało, bo uznałem, że jestem za chudy. Dojrzewanie do samoakceptacji było w moim przypadku długie i bolesne. Może dlatego rozumiem kobiety, które siebie nie akceptują. Przekonuję je, że nie potrzebują chirurga plastycznego czy ciężkiej diety, by dobrze wyglądać. Tajemnica tkwi w zaakceptowaniu swojej indywidualnej urody i... w kilku stylizacyjnych trikach. Czasem wystarczy korygująca bielizna, dobra stylizacja, umiejętnie dobrane akcesoria, np. pasek, który obniża lub podwyższa talię. 

Zachęcasz do oglądania się nago w lustrze z akceptacją. A sporo kobiet uważa to za coś... niewłaściwego. No bo jak tu dojrzała kobieta ma się nagle rozebrać i oglądać? 

- Wiem, że w niektórych kulturach ludzie miewają problem z nagością, bo odbierana jest, np. ze względów religijnych, jako grzeszna i niewłaściwa. Spotkałem kobiety, które z takich powodów nie rozbierały się nawet przed mężem - w Polsce, w Japonii, ale i w dość liberalnej pod tym względem Wielkiej Brytanii. Jedenaście lat temu, gdy kręciłem tam program Jak dobrze wyglądać nago, moment, gdy uczestniczki miały się rozebrać do bielizny i skonfrontować ze swoim odbiciem w lustrze, okazał się zaskakująco trudny. Niektóre miały łzy w oczach. Jedna kobieta wyznała wprost: "Nienawidzę swojego ciała!" i zaczęła płakać. Kilka uciekło na widok własnego odbicia za kulisy. Musiałem je przekonać do powrotu na plan. Opowiadałem im wtedy swoją historię, jaką odrazę czułem na swój widok i jak wiele zmieniło się w moim życiu, gdy nauczyłem się aprobować swoje ciało. 

Niektóre uczestniczki programów twierdzą, że wpłynąłeś na ich życie. A czy spotkania z nimi zmieniły coś w tobie? 

- Na pewno. Szczególnie jedno - z Kelly Chamberlain. Poznałem ją, gdy zachorowała na raka piersi i była już po podwójnej mastektomii, a z powodu chemioterapii straciła brwi, rzęsy i włosy. Nie wiedziała, czy przeżyje kolejny rok. Odsunęła od siebie partnera, bo nie chciała, by oglądał ją w takim stanie. Od Kelly dowiedziałem się, że w sklepach brakuje odzieży dla kobiet takich jak ona, którym samo ubieranie się i rozbieranie po operacji sprawia trudność, bo nie mogą podnosić rąk. Nie chciałem się nad nią użalać. Postanowiłem nauczyć Kelly, jak może dobrze ubierać swoje zmienione przez raka ciało. Ale przede wszystkim pracowałem z nią nad jej poczuciem wartości. Zanim zajęliśmy się jej wyglądem, rozmawiałem z nią o tym, jaka jest nietuzinkowa, że mimo trudnej historii odważyła się zgłosić do programu. I jak ogromne znaczenie może to mieć dla innych kobiet po mastektomii. Pracowaliśmy nad odcinkiem z Kelly rekordowo długo, bo przez pięć tygodni. Jej przemiana okazała się spektakularna! 

- Dla mnie najważniejsze jest, że Kelly wyzdrowiała, wróciła do swojego partnera, wzięła z nim ślub i od lat motywuje kobiety po mastektomii do walki o siebie. Ja sam dzięki tej historii uwierzyłem, że słowo "misja" to nie tylko chwyt marketingowy, ale coś, co jest istotną częścią moich programów. Dlatego wierzę, że mam siłę sprawczą, by również w Polsce skłonić kobiety do zmiany spojrzenia na siebie, zredukowania poziomu skromności, co może przełożyć się na wzrost ich samoakceptacji. 

- Polki są indywidualistkami. To wspaniale rokuje. Plagą naszych czasów jest zanik oryginalności - smuci mnie, gdy pół świata chodzi w identycznej sukience z tej samej sieciówki. A Polki lubią coś dodać od siebie, oryginalnie połączyć rzeczy z "różnych bajek", złamać konwencję... Jeśli tylko udaje im się przełamać w sobie obawy o zdanie innych i onieśmielenie, robi się ciekawie. (śmiech) 

Masz dla polskich kobiet jakąś uniwersalną radę? 

- Chciałbym sprawić, żeby w waszych szafach pojawiło się więcej kolorowych ciuchów. I żeby wszystkie szare peleryny, workowate bluzy i bure spódnice zniknęły z nich bezpowrotnie. We Francji czy Włoszech takie ciuchy do kobiecych szaf nie mają wstępu! I słusznie! 

Magdalena Kuszewska
TWÓJ STYL 6/2019

Zobacz także:


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje