Przejdź na stronę główną Interia.pl

Edyta Bartosiewicz: Wszystko od nowa

Gdzie się podziewa Edyta? W jakiej jest formie? Czy w końcu odzyskała głos? Na wszystkie te pytania wokalistka odpowiada w niezwykle szczerej rozmowie. Bez taryfy ulgowej. Przeczytaj fragment rozmowy Moniki Stukonis z Edytą Bartosiewicz - całość znajdziesz w najnowszym numerze PANI.

Ostatni raz widziałyśmy się w 2002 roku. Zaprosiłaś mnie wtedy do swojego pięknego domu przy ulicy Madalińskiego. Grałaś mi na gitarze nowe kawałki, które zaraz miały się ukazać na płycie. Co stało się z tym domem? Mieszkał w nim przed laty Marian Hemar z aktorką Marią Modzelewską...

Reklama

Edyta Bartosiewicz: Sprzedałam go. Moje życie w nim wygasło, potrzebowałam nowej energii. To był 2010 rok, bardzo ważny dla mnie czas. Równolegle pojawiły się dwie nowe sytuacje. Zmieniłam miejsce zamieszkania i zagrałam ważny koncert na Orange Warsaw Festival. To wszystko było dziwne, bo ja wtedy nie byłam jeszcze w formie, a bardzo chciałam wrócić na scenę. Po latach wywoływania do tablicy w stylu "co się dzieje z Bartosiewicz?", snucia na mój temat różnych spekulacji postanowiłam ukrócić domysły i zrzucić z siebie to jarzmo. Wyjść z pętli, w której tkwiłam przez lata. Odblokować coś, przez co nie mogłam iść do przodu. Wyszłam więc wtedy na scenę, słaba, bez dawnej siły w głosie, bez pewności siebie. A jednak, co ciekawe, ten występ dodał mi sił. Czułam, że tam, po drugiej stronie, ktoś na mnie czeka. Płytę jednak zdecydowałam się wydać dopiero trzy lata później.

Koncert na Orange Festival był twoim wielkim triumfem. Przyszły tłumy, by cię zobaczyć. Ludzie żywiołowo reagowali na każdą piosenkę.

- To było bardzo piękne i wzruszające. Zrozumiałam, że mimo upływających lat i pojawiających się nowych artystów jest pewna grupa ludzi, dla których wciąż jestem ważna i potrzebna. Wtedy zaczął się u mnie proces realnego powrotu na scenę. To nie było tak, że nie chciałam wrócić. Po prostu nie mogłam. Mówiłam już o tym wielokrotnie, ale może warto przypomnieć parę faktów.

- Płytę "Renovatio" miałam praktycznie gotową w 2002 roku. Napisane wszystkie teksty, oprócz jednego, tytułowego. Wszystko było gotowe. Miałam tylko dograć wokale. I bach. Koniec. Nie ma głosu, brzmię słabo, matowo. Zupełnie bez energii. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Dlaczego nagle nie możesz robić tego, co przez lata robiłaś z pasją i przyjemnością? Nie pomagała też fala domysłów i dziwne scenariusze, które wymyślano na mój temat. Musiałam wtedy tłumaczyć mojemu dorastającemu synowi Alkowi, że tak po prostu działają media. Schowałam się przed światem, bo nie miałam sił, by to wszystko prostować. Liczyłam na to, że wkrótce znów będę mogła normalnie śpiewać. Nagrywałam więc z uporem miliony wokali, które szły do kosza. To trwało lata.

Całość wywiadu przeczytasz w najnowszym numerze magazynu PANI.

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje