Reklama

Reklama

Dzieci z Pawiaka uczyły się żyć na nowo

Ze strachu wbijali paznokcie w skórę, która i tak była boleśnie pogryziona przez pluskwy, ale nie to było najgorsze. Po wyjściu z więzienia często byli sami. Musieli nauczyć się żyć na nowo. Do tej pory więzienne cele były ich domem. Czy dzieciom, które dorastały przy ulicy Dzielnej w Warszawie, udało się pokonać traumę? Zwalczyć poniżenie i zaakceptować siebie? Te pytania w swojej najnowszej książce "Dzieci z Pawiaka" stawia Sylwia Winnik.

Lidia Ostólska, Styl.pl: Pamiątki, notatki, dokumenty, listy. Pani trzymała je w dłoniach. Drżały?

Reklama

Sylwia Winnik: - Momentem, w którym poczułam, że naprawdę dotykam historii ludzkiej, historii Pawiaka, był ten, w którym pani Anna Czubatka, pokazała mi list, a raczej krótką wiadomość przygotowaną na skrawku brązowego papieru. Napisaną przez jej ojca wywożonego z Pawiaka do niemieckiego obozu na terenie III Rzeszy. Nie wiedział wtedy, dokładnie dokąd jedzie. Zorientował się, że będą przejeżdżać przez Skierniewice. Dom rodzinny znajdował się kilka kilometrów dalej. Wierząc, że ktoś odnajdzie ten list, napisał:

"Warszawa 1 lipca... Kochana Mamusiu, wyjeżdżam do obozu, czuje się bardzo dobrze, Znalazcę proszę o łaskawie doręczenie". A na odwrocie: "Skierniewice, Mickiewicza 18, Józefa Janicka, Mieczysław Tartanus".

Dla kogoś, może, to tylko skrawek papieru, dowód historyczny, dla rodziny, a szczególnie dla córki pana Mieczysława, jest niczym relikwia. Są takie chwile, które trudno jest opisać słowami. Dla mnie to była jedna z nich. Trzymając go w ręce, przeżyłam głębokie refleksje. Niektóre z takich pamiątek historycznych, więźniowie chowali w siennikach, w ubraniach, butach. W taki sposób udało się zachować je do dziś.

Sienniki. Życie na nich wymagało opanowania sztuki przetrwania do perfekcji. Jak radzili sobie bohaterowie pani książki?

- Aby przetrwać, należało się wyspać, by umysł był trzeźwy podczas przesłuchań i podejmowania decyzji. Bardzo trudno było jednak o spokojny sen w takim miejscu, ale też o jakąkolwiek namiastkę wygody. Cele były bardzo ciasne. Przeznaczone dla około 20 osób (w zależności od celi), a upychano tam ponad 40 więźniów.

- Zza okien, echem niosły się strzały, które zabijały ludzi na rozwałkach, nocą do krwi gryzły więźniów pluskwy. W kącie celi stało wiadro, które miało zastąpić toaletę. Mogę sobie tylko wyobrazić, jaki wydobywał się z niego odór. Przy ścianach przymocowane były dwa, trzy składane łóżka, sienniki natomiast nocą rozkładało się na ziemi, jeden przy drugim.

- Ciasnota powodowała, że aby zmienić pozycję spania np. z lewego boku na prawy, musiały obrócić się wszystkie kobiety lub mężczyźni, jednocześnie. Za dnia zwijano sienniki i ustawiano przy ścianach. Było bardzo ciężko. I chociaż czasami dochodziło do ostrej wymiany zdań pomiędzy więźniami, na ogół panowała atmosfera wzajemnego zrozumienia. Byli więźniowie Pawiaka wspominają, że odczuwalne było wsparcie ze strony pozostałych więźniów, ewentualnie obojętność. Rzadko negatywne emocje.

Czytając "Dzieci z Pawiaka" przed oczyma ukazują się całe rodziny, które trafiły do tego więzienia. Rozdzieleni, niepewni, czy jeszcze siebie zobaczą. Jak to wyglądało z perspektywy dziecka?

- "Czas beztroskiego dzieciństwa został mi odebrany"- podkreślała pani Janina Kowalska. Mówiła, że szybko musiała dorosnąć. W wieku 12 lat już działała w konspiracji, a gdy miała 14 lat, trafiła z rodzicami na Pawiak. Bała się, ale była pogodzona ze śmiercią. Konspiracja tego uczyła. Świadomości, że więzienie to przesłuchania i tortury, które w konsekwencji niosą ból i kończą życie. Nastoletnia wtedy Janina, siedząc w celi, zaciskała dłonie w pięści, wbijając paznokcie w wewnętrzną ich stronę, ze strachu.

- Słuchałam tej opowieści i dotarło do mnie, że ówczesne dzieci, naprawdę były bardzo dojrzałe. Heroiczne. Nawet jeśli tego nie chciały, zmusiła ich sytuacja. Pani Janina wspominała, że przez pierwsze dni pobytu na Pawiaku, godząc się ze śmiercią, na którą czekała, w myślach przeżyła całe swoje życie.
Wyobrażała sobie ukończenie szkoły, pierwszą miłość, pracę, dom. To przerażające, ale z drugiej strony piękne. Ile było w niej, tak jak i pozostałych bohaterach książki, determinacji, by nie wydać innych, zachować człowieczeństwo, postawić się oprawcy.

- Jan Herburt-Heybowicz trafił na Pawiak z mamą, gdy miał trzy miesiące. Opuścił więzienie, mając ponad dwa latka. Do dziś pamięta Bürkla, który na głowę wkłada mu czapkę i przerażenie mamy, gdy gestapowiec bierze go na spacer. Gdy mały Jaś wychodzi na wolność, odbiera go babcia. Świat, który widzi, jest dla niego dziwny. Do tej pory znał tylko celę. Dlatego w domu drzwi to nadal kraty, a pokój to cela. Muszą minąć miesiące, lata, zanim zrozumie, że świat nie kończy się na więziennym odizolowaniu, ale tamte miesiące wystarczają, by zmienić jego postrzeganie świata. Każda z opisanych w książce historii przedstawia inną, ważną perspektywę postrzegania wojny i Pawiaka oczami dziecka.

Jak na Pawiaku były traktowane kobiety w ciąży i młode matki?

- Nie było żadnej taryfy ulgowej. Dla nikogo. W każdej chwili mógł do celi wpaść gestapo Franz Bürkl, który słynął z okrutności wobec dzieci. Potrafił złapać noworodka za nóżki i uderzać jego głową o ścianę, zabijając na miejscu.

- Pawiaccy lekarze, którzy ryzykowali swoim życiem, działając prężnie w konspiracji, robili wszystko, co mogli, by ratować kobiety w ciąży. Na Pawiaku odebrali około 25 porodów, w tym jedną ciążę bliźniaczą, Pani Marii Rutkiewicz. Patronat, Towarzystwo Opieki nad Więźniami, dokładało wszelkich starań, by dzieci zostały z matkami. To właśnie chroniło je przed wywózką do niemieckich obozów zagłady lub wyprowadzeniu na rozwałkę. 

- Gestapowcy szybko zorientowali się, jaki jest cel Patronatu i nakazali odsyłać najmłodsze dzieci do pozostających poza murami Pawiaka rodzin więzionych. Niezawodny Patronat wynegocjował jednak to, na czym im zależało. A nawet więcej. Na Pawiaku zorganizowano celę dla matek z dziećmi. Zadziwia jednak fakt, że chociaż oprawcy ostatecznie zezwolili małym dzieciom pozostać z matkami, bez mrugnięcia okiem potrafili rozstrzelać kobietę w dziewiątym miesiącu ciąży.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje