Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Dorota Wellman: Ciche dni? To byłoby dla mnie nie do zniesienia

Prawdę mówi prosto w oczy i czasem z tego powodu traci. „Już za późno, żeby to zmienić”, żartuje Dorota Wellman. Przeczytaj fragment wywiadu z Dorotą Wellman, który znajdziesz w styczniowym numerze magazynu PANI.

Dobrze, że mamy ciebie. Mało kto w przestrzeni publicznej tak bezpośrednio i otwarcie mówi o sprawach trudnych.

Reklama

Dorota Wellman: Lubię mówić wprost. Są wokół tematy, o których nie da się mówić tylko trochę. Przykłady? Panująca w naszym kraju kultura gwałtu, wynikające z niej niskie wyroki za przemoc seksualną, odbieranie kobietom ich praw czy Kościół, który gnije od środka. Przecież tylko kiedy zaczniemy rozmawiać otwarcie, wierni może przestaną być bierni i odważą się żądać zmian. Nie obchodzi mnie, czy mówienie wprost jest ryzykowne. Nie można dać się zakneblować, a koniunkturalne myślenie, że mówienie prawdy się nie opłaca, jest obrzydliwe.

- Zawsze mówiłam o rzeczach, które mnie bolą czy dotykają - i w życiu osobistym, i w pracy. Nie miało znaczenia, kto stoi naprzeciwko mnie: mąż, szef czy publiczność. Taki mam charakter i będę się tego trzymać. Bez względu na to, czy przyjdzie mi za to zapłacić.

Jaka bywa ta cena?

- To, że ktoś będzie pluł jadem w internecie, ma dla mnie niewielkie znaczenie. Anonimowe ataki są łatwe. Gdybyśmy się spotkali oko w oko, zapał byłby mniejszy. Wiem, bo zdarzyło mi się spotkać z hejterem osobiście. Był sparaliżowany ze strachu. Nic dziwnego, anonimowo atakują tchórze. Na pewno coś tracę z powodu tego, co mówię i piszę, ale te ewentualne straty nie spędzają mi snu z powiek. Zaufanie wynika ze spójności tego, co mówię i robię. I to ma największe znaczenie. Myślę, że wygrywają ludzie odważni. O tchórzach nikt nie pamięta. Zawsze będę mówiła, co mi leży na sercu i co mi się w tym kraju, który kocham i z którego nigdy bym się nie wyprowadziła, nie podoba. Uważam, że im więcej takich osób, tym dla nas lepiej.

Co chcesz osiągnąć swoją bezpośredniością?

- Jeśli uda mi się kogoś zainspirować, otworzyć mu oczy, to mój wielki sukces. Chciałabym też wytrącać widzów i czytelników z letargu obojętności, który nas ogarnął. Nie rozumiem, dlaczego krzywda innych przestała na nas robić wrażenie. Ostatnio na lotnisku widziałam parę starszych ludzi, którzy próbowali zejść ze schodów. Mijały ich kolejne osoby i nikt nie pomógł: ani młodzi, ani panowie w garniturach. Nikt nie pomyślał, że starzy ludzie z walizką nie dadzą sobie rady na schodach, bo muszą się trzymać poręczy. Nie można być ślepym na takie sytuacje. Trzeba się rozglądać i widzieć.


Tekst pochodzi z magazynu

PANI

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje